Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Śmierć
Autor Wiadomość
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-07-08, 08:56   Śmierć

Temat rzeka. Tylko w sumie nie bardzo wiedziałem gdzie go wstawić. ^^" Póki co - niech się popasie tutaj.
Założyłem ten wątek aby w nim porozmawiać na wszelkie tematy związane ze śmiercią: od tej naturalnej do samobójstwa. Może ktoś ma jakieś pomysły na ciekawą dyskusję?
Dobrze... Na początek: co sądzicie o śmierci? Czym ona dla was jest? Co czujecie gdy o niej myślicie: strach, czy może obojętność?
P.S. Pewne "motywy" moga się pokrywać z tymi z "Nieśmiertelności".
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BitterSweet 
Slave Driver


Posty: 606
Skąd: Zoznowitz
Wysłany: 2008-07-08, 09:33   

To, co pierwsze narzuca mi się, gdy myślę o śmierci to: tylko ona w życiu jest pewna.
Samego faktu umierania (stracenia życia, przejścia do innego wymiaru etc. etc.) się nie boję, wiem, że musi kiedyś nadejść. Może to być za 50 lat, a równie dobrze za 3. Jedyne, co wzbudza we mnie strach, to sposób w jaki umrę. Oczywiście najlepiej, żeby był bezbolesny. Nie wiem, czy lepiej, żeby kostucha pojawiła się znienacka, czy lepiej bym była przygotowana- miała czas na spisanie testamentu oraz pożegnania tych, których kocham i cenię.
Na razie jednak nie zadręczam się bardzo tymi myślami, bo jestem w pełni sił. Więc jedyne, co mi grozi, to niefortunne wypadki, których sobie i innym nie życzę. :P

Samobójstwo to jeden z największych grzechów, błędów itp., jakie można w życiu popełnić. Wiem, że w życiu może być ciężko, ale i tak uważam, że warto zachować życie, bo ono jest wielkim darem. Poza tym, skoro i tak umrzemy, to korzystajmy z życia jak najwięcej, póki jest nam dane, o. o.o Podobno samobójstwo to nie odbieranie sobie życia, a szukanie nowego sposobu, by żyć. Dla mnie to niepotrzebny akt desperacji. Może nie nazwę jej głupią, ale na pewno tego nie pochwalam. Zawsze znajdą się ludzie, którzy pomogą. Wystarczy chcieć.

W pierwszej klasie liceum przygotowywałam próbną prezentacje maturalną o śmierci w średniowieczu, więc trochę o niej poczytałam. Przyznam, że mnie zainteresowała. Podoba mi się punkt widzenia, że świat dzieli się na część materialną i niematerialną (do której zalicza się śmierć). W dzisiejszych czasach uważam, że jest podobnie. Śmierć ciągle jest dla nas zagadką i to, co się dzieje po niej, poznamy dopiero w chwili, gdy będziemy już martwi.

Ponadto nie wierzę w żadne sposoby uchronienia się przed śmiercią, zachowania wiecznego życia na ziemi. Zresztą teraz uważam, że taka egzystencja bez końca mogłaby się okazać nudna. Wizja śmierci jest bardziej ekscytująca, bo nie wiadomo, co nas potem czeka. ;)
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1733
Wysłany: 2008-07-08, 11:14   

Dokładnie, BitterSweet, śmierć to niestety jedyny pewnik spośród czekających nas rzeczy.
I tak jak Ty, uważam samobójstwo za błąd, grzech, odebranie sobie wszelkich szans na zmianę na lepsze.

Co do samej śmierci, to kłócą się we mnie dwie koncepcje: jedna, że śmierć jest końcem wszystkiego, i po śmierci człowiek nie ma już żadnej świadomości, tak jak nie miał jej przed swoim poczęciem - i że ludzie wymyślili sobie wiarę w życie po śmierci czy jakąkolwiek egzystencję pośmiertną tylko dlatego, że są zbyt ograniczeni, żeby pogodzić się z nieuniknionym, że kiedyś ich nie będzie w żadnej formie - ale że z drugiej strony jest to naturalne, bo jak ludzie się boją, to robią wszystko, żeby dodać sobie otuchy; organizm ludzki działa jak bateria, która raz wyczerpana i niezdolna do wytwarzania prądu już nigdy nie zadziała znowu; tak samo mózg ludzki, który raz przestawszy emitować fale elektromagnetyczne, jest już tylko przedmiotem; dusza ludzka (jeśli w ogóle istnieje coś takiego) jest tak ściśle związana z ciałem, że nie może bez niego istnieć, o czym świadczy m.in. to, że uszkodzenia mózgu działają na rozwój umysowy (a umysł jest ściśle związany z duszą), a z kolei nastawienie psychiczne (gr. psyche - dusza) ma wpływ na stan ciała. W dodatku wszystko, co ma swój początek, ma też i swój koniec.
Ta koncepcja wydaje się najbardziej realistyczna, ale i zarazem najbardziej pesymistyczna.

Druga koncepcja - że skoro w naturze nic nie ginie, tak samo energia najwyżej zmienia postać, to moze jednak śmierć nie jest końcem wszystkiego? Problem w tym, żę nie wiadomo właściwie, czym jest "życie" - jeśli energią, to może i można na to liczyć, a jeśli nie, to trudno powiedzieć.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4371
Wysłany: 2008-07-09, 14:55   

Poganiasz w SB, to spróbuję...

Uważam, że relacje pochodzące od ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną są jak najbardziej prawdziwe. Niestety wnioski, jakie na tej podstawie są wyciągane - nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Chwilowe niedotlenienie mózgu czy zaburzenie pola magnetycznego (mózg jest przecież organem elektrycznym) może wywoływać wrażenie przechodzenia przez ciemny tunel, zakończony światłem lub też wrażenie czyjejś obecności (że to nasi przyjaciele czekają, żeby pomóc w przejściu). To tyle, jeśli chodzi o istnienie życia po śmierci, życia w jakiejkolwiek formie.

Śmierć IMHO to koniec wszystkiego - całkowity koniec, nie ma nic - żadnej przechowalni. Bo i nie pozostaje nic do przechowania... Ludzie boją się tego (wcale się nie dziwię - sama mam trudności z zaakceptowaniem tej nieuchronności) i dlatego od zawsze próbowali "oswoić" śmierć, jakoś się na nią przygotować. I dlatego powstały różne opowieści - niektóre z nich przekształciły się w religie...
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-07-09, 16:13   

O śmierci i o tym czym jest całe książki pisano, to i ciężko powiedzieć coś o niej w kilku zdaniach.
Faktem jest jednak, że jest to chyba jedna z największych tajemnic i problemów ludzkiego życia.
Możemy sobie mówić że po śmierci nie ma "nic", a możemy sobie wyobrażać piekło, rajski ogród, czy cokolwiek innego, ale tak na prawdę to po prostu nie wiemy bo ani nasz wzrok, ani rozum nie sięgają tak daleko więc każde zdanie o tym będzie tylko przypuszczeniem.

Czym jest śmierć- to też ciekawe zagadnienie, bo zdać się może że dla każdego jest ona czymś innym. Z reguły jest końcem, ale o ile dla jednych jest czymś strasznym i okropnym- pozbawieniem wszystkiego co mają, o tyle dla innych może być ona wyzwoleniem i ratunkiem, "drogą ucieczki" jakby ktoś powiedział.
Dla tego jeśli idzie o samobójstwo to nie mam wcale negatywnej opinii na temat takiego czynu- daleki jestem od naiwnego (moim zdaniem) rzucania frazesami o tym ze jest to tchórzostwo, że "zawsze może być lepiej, trzeba tylko mieć nadzieję" itp.
To wszystko bzdury, bo to czym śmierć (także ta samobójcza jest) zależy w znacznej mierze od tego czym dla danego człowieka jest życie.
I może to jest nawet bardziej fundamentalne pytanie? Czym jest "życie" a nie czym jest "śmierć"?

Co do tego że jest to jedyna rzecz pewna w ludzkim życiu- nie zgadzam się. Są jeszcze podatki, jak mówi stare powiedzenie :mrgreen:

Beata napisał/a:
Śmierć IMHO to koniec wszystkiego - całkowity koniec, nie ma nic - żadnej przechowalni.

Śmierć to koniec wszystkiego? Wszystkiego= wszechświata? :-|
Co za egocentryzm... jeden człowiek to jeszcze nie "wszystko".
Ale mówiąc poważnie, nie zgadzam się z tym twierdzeniem. I to nie dla tego że jestem zwolennikiem twierdzenia o istnieniu jakiegoś raju czy czegoś w tym stylu.
Nie zgadzam się raczej dla tego, że sama nauka przeczy takiemu postawieniu sprawy.
Tylko dwie rzeczy ulegają zniszczeniu w wyniku naszej śmierci- w pierwszej kolejności nasza świadomość, a w drugiej nasze ciało.
To nie znaczy jednak, że skończyło się wszystko co miało z nami jakikolwiek związek. Pozostaje choćby nasza linia genetyczna... nasze geny są przekazywane dalej. Część z nich nawet w przypadku gdy my sami nie będziemy mieli potomstwa (nasi bracia/kuzyni itd.).
Poza tym, zostaje jeszcze płaszczyzna, rzekłbym, bardziej duchowa. Nie w sensie metafizycznym jednak.
Chodzi bardziej o to, że nasze myśli, pomysły, opinie, nasza historia i cała reszta informacji o nas przetrwa przynajmniej częściowo we wspomnieniach tych wszystkich którzy się z nami zetknęli.
Każde zdanie jakie w życiu wypowiemy, każdy pomysł który coś zmieni na swój sposób włączy nasze istnienie do większej całości jaką jest dorobek intelektualny ludzkości.
W tym "duchu ludzkości" (baaaaaaardzo luźne nawiązanie do Hegla) żyjemy dalej, bo myśli nie umierają ale są powielane i zmieniane.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4371
Wysłany: 2008-07-09, 18:54   

Soulforged napisał/a:
Śmierć to koniec wszystkiego? Wszystkiego= wszechświata? :-|
Co za egocentryzm... jeden człowiek to jeszcze nie "wszystko".


Z jednostkowego punktu widzenia - śmierć jest końcem wszystkiego. Jest egocentryczna jak diabli. Bo taka jednostka (czyli dla naprzykładu - ja) opuszcza wszechświat. Bo z jednostkowego punktu widzenia nie ma żadnej różnicy pomiędzy końcem życia tej jednostki, a końcem wszechświata. Bo jednostka ta (znaczy - nadal ja) w momencie śmierci traci jakikolwiek wpływ na wydarzenia (zakładając, że kiedykolwiek go miała :P ) - i nie ma znaczenia, czy te wydarzenia dotyczą sposobu wychowania wnuka, czy planetarnej obrony przed asteroidą.

Cytat:
Tylko dwie rzeczy ulegają zniszczeniu w wyniku naszej śmierci- w pierwszej kolejności nasza świadomość, a w drugiej nasze ciało.


Tylko dwie rzeczy? Z mojego, jednostkowego i egocentrycznego punktu widzenia to "aż dwie rzeczy". I proszę się w powyższym zdaniu nie dopatrywać sarkazmu, ironii czy złośliwości - śmierć jest doświadczeniem jednostkowym, egocentrycznym właśnie. Szczególnie z punktu widzenia tej egocentrycznej jednostki... :P

Soulforged napisał/a:
Chodzi bardziej o to, że nasze myśli, pomysły, opinie, nasza historia i cała reszta informacji o nas przetrwa przynajmniej częściowo we wspomnieniach tych wszystkich którzy się z nami zetknęli.


Tu zgadzam się w całej rozciągłości. "Żyj tak, aby Twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz" mawiał Julian Tuwim. :mrgreen:
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-07-10, 11:23   

Beata napisał/a:
Z jednostkowego punktu widzenia - śmierć jest końcem wszystkiego. Jest egocentryczna jak diabli. Bo taka jednostka (czyli dla naprzykładu - ja) opuszcza wszechświat.


Że przywołam z pamięci słowa profesora Sztompki (cytował zresztą wtedy kogoś jeszcze innego)- człowiek może sam sobie wykopać grób, ale i tak potrzebuje kogoś kto go zasypie.

Człowiek nigdy nie jest sam, nawet w śmierci ciągle uczestniczy wraz z innymi- pomijając oczywiście samotną śmierć z pragnienia na środku pustyni ;)
A traktując śmierć tylko z jednostkowego punktu widzenia, tracisz z pola widzenia cały jej głębszy wymiar.
To że umiera jakaś tam Anna K. jest mało ważne. Ważniejsze jest że umiera znana lekarka, matka trojga dzieci, żona Alfreda K. członkini towarzystwa obrony praw zwierząt, przyjaciółka pisarza Marka B. itd. itd. itd. (przykład zmyślony)
Nie chodzi o to że ta konkretna osoba odchodzi ze świata, ale o to że umiera ktoś kto pełnił jakąś rolę, ktoś kto "był kimś dla kogoś".
Nie ważne że umarła jakaś kobieta- ważne że osierociła trójkę dzieci. Ważne że zostawiła pogrążonych w żałobie męża i przyjaciół, że coś po sobie zostawiła itd.

Już dawno odkryto małą prawdę związaną ze śmiercią- płaczemy i żałujemy nie tych którzy umarli, ale nas samych!
Kiedy ktoś umiera, umiera cząstka nas samych... a ta "osoba" która odeszła, jest dla nas najmniej ważna, bo bardziej liczymy się my (zbiorowe "my"- np. rodzina, grono przyjaciół itp.).

Temu służą obrzędy pogrzebowe. Są wcale nie dla tych którzy zmarli, jak mogło by się wydawać, ale dla nas- żebyśmy mogli się pogodzić z utratą części nas samych.

Beata napisał/a:
Tylko dwie rzeczy? Z mojego, jednostkowego i egocentrycznego punktu widzenia to "aż dwie rzeczy".

Samoświadomość jest dość przypadkowa i tracąc ją nie tracimy "aż tak wiele" ze względu na to że ona i tak cały czas się zmienia. To nie jest tak na prawdę rzecz którą można zgubić (jak zegarek).
To bardziej jak piosenka która w pewnym momencie się kończy, niewielka strata bo słowa dawniej wypowiedziane już i tak nie istnieją.
Śmierć to tylko ostatnia nuta w tej pieśni.

A co do ciała... kwestią dyskusyjną jest to czy można powiedzieć że tak na prawdę umieramy fizycznie.
Wszak najbardziej elementarne cząstki naszego ciała będą żyć dalej, tyle że staną się elementami innych organizmów. Pod tym względem można powiedzieć że nasze ciała żyją wiecznie, że materia nie ulega zniszczeniu a jedynie przekształceniu, tak samo jak ciało człowieka jako całość sama w sobie.
Moje ciało teraz nie jest moim ciałem sprzed 10 lat, ani nie jest moim ciałem za lat 10 czy 20, tak samo po mojej śmierci materia która teraz jest moim ciałem będzie ciałem kogoś innego.

Jeśli te dwie rzeczy są dla Ciebie tak ważne, to musisz pogodzić się z faktem że nie stracisz ich w momencie śmierci, bo tracisz je cały czas, na bieżąco. W tym sensie umieramy i rodzimy się wiecznie, przez cały czas 8)

Beata napisał/a:
Bo jednostka ta (znaczy - nadal ja) w momencie śmierci traci jakikolwiek wpływ na wydarzenia (zakładając, że kiedykolwiek go miała :P ) - i nie ma znaczenia, czy te wydarzenia dotyczą sposobu wychowania wnuka, czy planetarnej obrony przed asteroidą.


A to zdanie jest z gruntu nieprawdziwe.
Po śmierci nadal mamy wpływ na wydarzenia.
Przykładowo- jeśli odkrył bym lek na jakąś niezwykle groźną i zabójczą chorobę, to "ja" będę ratował dzięki temu życie ludziom od momentu wynalezienia tego leku, aż do chwili gdy ta choroba zniknie z powierzchni Ziemi, z czego wniosek że moje czyny mogą zmieniać świat nawet gdy "mnie już tu nie będzie"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4371
Wysłany: 2008-07-10, 14:50   

Bardzo ładnie napisałeś o śmierci. Jednakowoż napisałeś z punktu widzenia tych, którzy tracą kogoś bliskiego, tych - którzy zostają i muszą (lub - nie) żyć dalej. A ja pisałam (a przynajmniej się starałam) przedstawić punkt widzenia osoby umierającej - dla naprzykladu mój własny. I nie przekonałeś mnie - gdy zacznie mi obumierać pień mózgu, nic dla mnie nie będą znaczyć rzeczy, które nagromadziłam podczas życia, nie będzie dla mnie miała znaczenia hipotetyczna katastrofa ekologiczna, czy też przebiegunowanie magnetyczne Ziemi. I czy jacyś ludzie nadal się leczą lekiem wynalezionym przeze mnie - równie dobrze mogą podłożyć go pod tramwaj - bo może został wynaleziony inny, lepszy? I - sorry - ale wcale nie jest dla mnie optymistyczny fakt, że dzięki mojej śmierci jakieś robaki zdobędą zapas pożywienia na długie lata... :P
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-07-10, 15:30   

Beata napisał/a:
Jednakowoż napisałeś z punktu widzenia tych, którzy tracą kogoś bliskiego, tych - którzy zostają i muszą (lub - nie) żyć dalej. A ja pisałam (a przynajmniej się starałam) przedstawić punkt widzenia osoby umierającej - dla naprzykladu mój własny.


No cóż, wydaje mi się że niepodobna pisać o śmierci z perspektywy osoby której ona dotyczy, jest to niemożliwe z tej przyczyny że śmierć właściwie nie jest doświadczeniem osoby.
"Ja" nigdy nie doświadczę śmierci innej, niż kogoś bliskiego, podobnie jak Ty nie doświadczysz nigdy swojej śmierci.
Nie doświadczamy jej, ponieważ kiedy Piotr K. (ja) umrze, to mnie (jaźń) już nie będzie bym mógł to doświadczyć i w drugą stronę, kiedy ja (jaźń) jeszcze przy mnie będzie, to znaczy że śmierć jeszcze nie nadeszła.

Inną rzeczą jest to o czym tu wspomniałaś- umieranie.
Umieranie to proces który jedynie prowadzi do śmierci, tak jak gotowanie wody w czajniku prowadzi do zaprzenia herbaty, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi że podgrzewanie czajnika jest doświadczeniem zbliżonym do picia herbaty :P

Skoro więc temat jest o śmierci nie zajmowałem się umieraniem- a to ono jest procesem który dotyka nas osobiście. Tylko ono... i to on jest bolesny, nieprzyjemny i w dużej mierze niezależny od otoczenia społecznego.
Beata napisał/a:
I nie przekonałeś mnie - gdy zacznie mi obumierać pień mózgu, nic dla mnie nie będą znaczyć rzeczy, które nagromadziłam podczas życia, nie będzie dla mnie miała znaczenia hipotetyczna katastrofa ekologiczna, czy też przebiegunowanie magnetyczne Ziemi.

A co za różnica czy dla Ciebie będą cokolwiek znaczyć?
Skoro będziesz umierać - znajdować się u progu śmierci, to to co Ciebie będzie wówczas obchodzić nie będzie mieć dla nikogo najmniejszego znaczenia.
Nie zmieni to jednak faktu że Twoja osobowość dalej będzie istnieć w świadomości innych, a "Ty" jako osoba dalej będziesz oddziaływać pośrednio na świat.

To trochę tak jak z wielkimi filozofami.
Hegel, Locke, Monteskiusz, czy inny Marks już nie żyją- ale to nie znaczy że nie można z nimi prowadzić polemiki, a co więcej oni dalej "działają" w świecie :mrgreen:
Podobnie my wszyscy niezależnie od tego czy nas to cieszy, smuci, martwi czy wcale nie obchodzi na całe stulecia staniemy się częścią ludzkości przez nasze myśli, czyny, słowa i potomstwo.
W tym sensie nie umrzemy dopóty dopóki istnieć będzie ludzkość.
A w sensie samoświadomości... no cóż, ją tracimy, by mogla pojawić się nowa i inna.

Jak powiedziałem, kończy się jedna piosenka- ale musi się zacząć kolejna ;-)

Beata napisał/a:
I - sorry - ale wcale nie jest dla mnie optymistyczny fakt, że dzięki mojej śmierci jakieś robaki zdobędą zapas pożywienia na długie lata... :P

Ja tam lubię zwierzaczki, niech se jedzą na zdrowie :P
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1733
Wysłany: 2008-07-10, 15:33   

Beata napisał/a:
Chwilowe niedotlenienie mózgu czy zaburzenie pola magnetycznego (mózg jest przecież organem elektrycznym) może wywoływać wrażenie przechodzenia przez ciemny tunel, zakończony światłem lub też wrażenie czyjejś obecności (że to nasi przyjaciele czekają, żeby pomóc w przejściu).

Też tak uważam, zwłaszcza że mózg osób znajdujących się w stanie śmierci klinicznej (który jest cały czas aktywny, w przeciwieństwie do serca) emituje fale identyczne z tymi, które emitowane są podczas marzeń sennych.
Jednak zastanawia mnie jedno: jak to się dzieje, że niektórzy umierający ludzie przeżywają tzw. OBE (lub OOBE) - czyli Out of Body Experience (Doświadczenia Spoza Ciała) i wtedy wyraźnie widzą i słyszą to, co dzieje się np. w sali operacyjnej, w której się umiera (lub tylko przeżywa śmierć kliniczną, z której się potem wychodzi) mając jednocześnie wrażenie, że własne ciało znajduje się obok, a samemu się szybuje/lata w bezcielesnej postaci?
Czy w momencie śmierci klinicznej ludzkie zmysły są aktywne, czy stopniowo zamierają po ustaniuakcji serca?
Jeśli to pierwsze - to wyjaśniałoby to sprawę. Ale jeśli to drugie - to moze faktycznie śmierć nie jest końcem wszystkiego, tylko oddzieleniem jaźni/świadomosci od ciała?

Jest charakterystyczne, że mówi się: "W przyrodzie nic nie ginie" - skoro tak, to w zwiażku z tym nie powinna ginąć również jaźń, śwaidomość.
Z drugiej strony, jaźń to nie jest coś, co istniało zawsze - to coś, co powstało równicześnie z rozwojem ciała ludzkiego w okresie życia płodowego - a z drugiej strony mówi się też, że "wszystko, co ma początek, ma też i koniec" - co z kolei jest sprzeczne z "W przyrodzie nic nie ginie".
Soulforged napisał/a:
jeśli idzie o samobójstwo to nie mam wcale negatywnej opinii na temat takiego czynu- daleki jestem od naiwnego (moim zdaniem) rzucania frazesami o tym ze jest to tchórzostwo

Ja bym powiedział, że samobójstwo to akt tchórzostwa i odwagi zarazem. Trzeba mieć odwagę, żeby np. wziąć pistolet i strzelić nim do siebie. Tak samo trzeba mieć odwagę, żeby rzucić się z wysokości (ale przeważnie nie jest tak, że się nie połamie, bo ma się gumowe kości;) ). A tchórzostwa - bo jest to też swego rodzaju ucieczka - ucieczka od wyzwań, jakie rzuca nam życie, które, jak wiadomo, nie jest usłane różami.
Soulforged napisał/a:
Śmierć to koniec wszystkiego? Wszystkiego= wszechświata?
Co za egocentryzm... jeden człowiek to jeszcze nie "wszystko".

W tym wypadku akurat zgadzam sie z Beatą - śmierć jest zawsze naturalnie rozpatrywana z jednostkowego punktu widzenia - dla mnie np. śmierć jest końcem absolutnie wszystkiego, co zwiazane jest ze światem żywych. I dla mnie nie ma znaczenia, co dzieje się już po mojej śmierci - bo mnie to nie dotyczy w żaden sposób.
Soulforged napisał/a:
Pozostaje choćby nasza linia genetyczna... nasze geny są przekazywane dalej. Część z nich nawet w przypadku gdy my sami nie będziemy mieli potomstwa (nasi bracia/kuzyni itd.).

Ale dla nas to i tak nie ma znaczenia. Bo my nie wiemy, co się potem z nimi dzieje, nie wiemy, jak długo oni wszyscy żyją itd. Nie możemy w tym w żaden sposób współuczestniczyć. I to jest najgorsze. Że nie możemy już na nic wpływać ani nawet tego wiedzieć.
Soulforged napisał/a:
To że umiera jakaś tam Anna K. jest mało ważne. Ważniejsze jest że umiera znana lekarka, matka trojga dzieci, żona Alfreda K. członkini towarzystwa obrony praw zwierząt, przyjaciółka pisarza Marka B. itd. itd. itd.

"Mało ważne"? :shock: o_O To jest bardzo ważne - przynajmniej dla niej. Bo jej świat już się skończył. Dla niej już wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Tak samo np. w Zemśie Sithów" o śmierci Mace'a Windu jest napisane: "Mroczne błyskawice zniszczyły jego wszechświat". Tak, bo dla niego wszechświat już się skończył.
Soulforged napisał/a:
Jeśli te dwie rzeczy są dla Ciebie tak ważne, to musisz pogodzić się z faktem że nie stracisz ich w momencie śmierci, bo tracisz je cały czas, na bieżąco. W tym sensie umieramy i rodzimy się wiecznie, przez cały czas

Ale w kontekście życia i śmierci zawsze najważniejsza jest świadomość. Jak dłuo istnieje świadomość, tak długo istnieje osoba. I tego żadne naukowe fakty nie zmienią.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-07-10, 16:10   

BG napisał/a:
Z drugiej strony, jaźń to nie jest coś, co istniało zawsze - to coś, co powstało równicześnie z rozwojem ciała ludzkiego w okresie życia płodowego - a z drugiej strony mówi się też, że "wszystko, co ma początek, ma też i koniec" - co z kolei jest sprzeczne z "W przyrodzie nic nie ginie".


Jeżeli, jak mówi słownik języka polskiego:
Cytat:
jaźń «świadomość własnej osobowości; w psychoanalizie: jeden z elementów osobowości»

To obawiam się że ona kształtuje się dużo później, niż w trakcie życia płodowego.
Noworodki na przykład nie są jeszcze samoświadome, nie chcę kłamać, ale z tego co pamiętam to świadomość siebie samego wytwarza się pomiędzy pierwszym a drugim rokiem życia.

A co do tego czy jaźń ginie czy też nie- pytaniem czysto technicznym będzie tutaj, czy "jaźń" jest częścią natury, czy może bardziej jest to już kultura- to znaczy część natury przekształcona przez człowieka.
Bo w kulturze jak wiemy wiele rzeczy może zniknąć (całe języki wszak zniknęły z powierzchni Ziemi).

Ale pisałem przecież, że tak na prawdę nasze myśli, odczucia, stosunek do innych ludzi i inne elementy składowe naszej osobowości nie znikają wraz z nami.
Ale jaźń tak, bo niepodobna być samoświadomym, gdy nie ma nośnika tejże samoświadomości.
Człowiek to w końcu ciało (mózg to też część ciała przecież).

BG napisał/a:
A tchórzostwa - bo jest to też swego rodzaju ucieczka - ucieczka od wyzwań, jakie rzuca nam życie, które, jak wiadomo, nie jest usłane różami.

Wiedząc, jak straszliwe i jak bardzo przysparzające cierpień są niektóre choroby jakich doświadczają ludzie, muszę powiedzieć że nie śmiał bym ludzi pragnących śmierci nazwać tchórzami.
Tu nie chodzi mi o "wyzwania rzucane przez życie" lecz o sytuacje w której nie możemy już na nie odpowiedzieć na przykład z przyczyn czysto fizycznych.
Jak według Ciebie zmagać z przeciwnościami ma się osoba która nie jest w stanie sama jeść/wydalać/oddychać?
Fakt, jest taki na przykład Hawking, ale on jest wyjątkiem któremu żyć (w sensie korzystać z życia) pomaga spore grono ludzi choćby ze względu na jego talent naukowy, ale nie każdy może liczyć na takie wsparcie.
Niektórzy popełniają samobójstwo z chęci uniknięcia takiego- niewątpliwie strasznego losu. To nawet nie jest tchórzostwo, co bardziej "zejście ze sceny z godnością"- swoją drogą taką śmierć pochwalał choćby Nietzsche, mówiąc o odejściu w najlepszym momencie.

Drugą grupą są jeszcze ludzie chorzy psychicznie, których przypadłość popycha do samobójstwa.
Ponieważ dość poważnie traktuje tego rodzaju choroby, nie uważam by w tym przypadku śmierć taka była hańbiąca, tym bardziej że mamy do czynienia z czynem dokonanym przez osobę nie posiadającą pełni władz umysłowych.

BG napisał/a:
dla mnie np. śmierć jest końcem absolutnie wszystkiego, co zwiazane jest ze światem żywych. I dla mnie nie ma znaczenia, co dzieje się już po mojej śmierci - bo mnie to nie dotyczy w żaden sposób.

Łatwo mówić, ale praktyka pokazuje że przed śmiercią spisujemy testamenty zostawiając nasz dobytek najbliższy, by zabezpieczyć ich egzystencję. Dla czego? Czyż nie jest to spojrzenie poza czas naszego życia? Śmierć nie niszczy naszej miłości do ludzi których kochamy, dla tego nawet wiedząc że nas już nie będzie chcemy mieć pewność że z nimi wszystko będzie dobrze.
Dla czego ludzie pod koniec życia tak często oddają się rozważaniom nad tym czego w życiu dokonali? Bo szukają poczucia że dokonali czegoś co sięga dalej, czegoś co sięga poza ich obecne życie.

Czym jest śmierć w obronie ojczyzny, jeśli nie wyciąganiem naszych ramion ku przyszłości której już nie doświadczymy?
Cały nasz wysiłek działa tak, iż koncentrujemy się na tym co z nas przeżyje dłużej niż my.

Posunę się nawet do stwierdzenia, że budowanie czegoś ponad swoje życie jest fundamentem istnienia cywilizacji. Dla tego nie podpalamy domów w których mieszkamy, dla tego nie niszczymy wszystkiego co posiadamy, dla tego pragniemy dzielić się wiedzą i posiadać potomstwo.
By przedłużyć nasze życie, mimo śmierci naszego "ja".

BG napisał/a:
"Mało ważne"? :shock: o_O To jest bardzo ważne - przynajmniej dla niej. Bo jej świat już się skończył. Dla niej już wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

Jeszcze raz, dla tej zmarłęj osoby śmierć nie jest ważna w momencie w którym jej dotyka, bo tej osoby już nie ma, a skoro jej nie ma, to nie może i dla niej nic być ważne.

"Póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas"
Dla tej kobiety z mojego przykładu śmierć nie ma znaczenia i tak jak piszesz nic już nie ma znaczenia bo ona (jako jaźń, samoświadomość, "ja") już nie istnieje.
Wniosek- śmierć jej może być ważna tylko dla tych którzy "są" bo jak może być ważna dla kogoś kogo nie ma? :P

BG napisał/a:
Ale w kontekście życia i śmierci zawsze najważniejsza jest świadomość.

Można żyć bez samoświadomości.
Co więcej, można żyć bez posiadania świadomości indywidualnej.
Ciekawostka językoznawczą było jedno z plemion Indian które nie miało określeń takich jak "ja" i "ty" a jedynie określenia zbiorowe.

Ale co ja myślę. Uważam że nie da się sensownie mówić o śmierci koncentrując się na osobie która umarła, bo to jest koncentrowanie się na czymś czego nie ma.
Ludzie jako osobowości istnieją tylko jak długo żyją i nigdy nie doświadczają śmierci.
W myśl przytoczonej przeze mnie wyżej maksymy Epikura.
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1733
Wysłany: 2008-07-10, 16:54   

Soulforged napisał/a:
Noworodki na przykład nie są jeszcze samoświadome, nie chcę kłamać, ale z tego co pamiętam to świadomość siebie samego wytwarza się pomiędzy pierwszym a drugim rokiem życia.

Jednak jest naukowo udowodnione, że głęboko w ludzkiej pamięci (chodzi o dorosłego człowieka) zapisane są przeżycia nawet jeszcze z okrresu życia płodowego. A skoro tak, to ono musiało już wtedy być czegoś śwaidomym. Czegoś. Bez świadomości - jakiejkolwiek, może być również podświadomości - nie ma pamięci.
Soulforged napisał/a:
A co do tego czy jaźń ginie czy też nie- pytaniem czysto technicznym będzie tutaj, czy "jaźń" jest częścią natury, czy może bardziej jest to już kultura- to znaczy część natury przekształcona przez człowieka.

Przez jaźń rozumiem świadomosć tego, co się dzieje - bez względu na to, czy to jest na jawie, czy we śnie, czy w wyobrażenaich itd.
Soulforged napisał/a:
pisałem przecież, że tak na prawdę nasze myśli, odczucia, stosunek do innych ludzi i inne elementy składowe naszej osobowości nie znikają wraz z nami

Myśli mogą istnieć tylko wtedy, gdy istnieje świadomość. czyli jeśli świadomosć znika wraz ze śmiercią mózgu, to znikają też wszelkie myśli i odczucia.
Soulforged napisał/a:
Człowiek to w końcu ciało (mózg to też część ciała przecież).

Dla niektórych człowiek to tylko ciało, dla innych połączenie ciała i duszy, a dla innych dusza posługująca się ciałem.
Soulforged napisał/a:
Można żyć bez samoświadomości.

:?: Jak to? Jak to możliwe?
Soulforged napisał/a:
Co więcej, można żyć bez posiadania świadomości indywidualnej

A czym się różni samoświadomość od świadomosci indywidualnej? Tym, że świadomosć indywidualna to świadomosćtego, że jest się osobnym bytem - tak jak w przytoczynym przykładzie plemienia Indian?
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-07-10, 17:28   

BG napisał/a:
A skoro tak, to ono musiało już wtedy być czegoś śwaidomym. Czegoś. Bez świadomości - jakiejkolwiek, może być również podświadomości - nie ma pamięci.


Odróżnijmy może dwie rzeczy od siebie, bo wpadamy tutaj w słowne pułapki i przez to się nie rozumiemy.

Zakładam, że słowa "jaźń" i "samoświadomość" są dla nas tożsame.
Ale słowo świadomość rozumiem tutaj jako zdolność odbierania bodźców z zewnątrz, ale nie jest to jeszcze równoznaczne z samoświadomością/jaźnią.

Inaczej.
Z faktu że jestem zdolny do postrzegania świata wokoło mnie nie wynika jeszcze, że jestem zdolny do postrzegania samego siebie jako czegoś osobnego, izolowanego względem świata.
Jaźń to zdolność pomyślenia o sobie samym w kategorii "ja", lub o innym obiekcie w kategorii "moje".
Można by ten podział jeszcze rozwinąć o jaźń społeczną, jak u niejakiego Cooley`a, ale dajmy sobie z nią spokój.

Przykładowo bada się to u zwierząt takim prostym eksperymentem z lustrem.
Człowiek stojąc przed lustrem, nawet gdy czyni to pierwszy raz szybko zda sobie sprawę z faktu że postać którą widzi naśladuje jego ruchy i rozpozna samego siebie, podobnie większość małp człekokształtnych.
Ale nie wszystkie zwierzęta posiadają tę zdolność. Ogólnie zakłada sie że im "niżej" w drabinie ewolucji, tym ciężej o świadomość istnienia samego siebie.

BG napisał/a:
:?: Jak to? Jak to możliwe?

Jak można żyć bez samoświadomości?
A jak czynią to rośliny? Albo bakterie?
A czy na przykład mrówki posiadają świadomość samych siebie?

Człowiek również może być żywy, nie dysponując samoświadomością, ani nawet świadomością w ogólnym rozumieniu. Patrz tzw. "człowiek warzywko"- ciężko powiedzieć by ktoś taki był martwy, ale świadomy też nie jest.

Jeśli wolisz to bardziej filozoficznie, a o ile pamiętam znasz Nietzschego to można to wyjaśnić jego kategoriami.
On to stworzył dwie kategorie, których odzwierciedlenie znajdował w tragediach greckich, a której pasuje też zachowań ludzkich. Wyróżniał "pierwiastek" dionizyjski i apolliński.
Dionizyjski zbliżony jest bardziej do mistycznego szału i jest równy zatraceniu siebie w naturze- czyli utracie świadomości siebie (swoją drogą niektórzy święci chrześcijańscy podobno doznawali swego rodzaju ekstazy w której czuli się jednym ze światem i "tracili poczucie samych siebie").
Z kolei apolliński był równy kulturze- izolacji od natury i koncentracji na "ja". Czyli właśnie na postrzeganiu wszystkiego w sposób bardziej egocentryczny, tak jak wy piszecie że wasz świat przestanie istnieć gdy zginie wasza świadomość.

Wyjaśniłem? :-)

BG napisał/a:
Myśli mogą istnieć tylko wtedy, gdy istnieje świadomość. czyli jeśli świadomosć znika wraz ze śmiercią mózgu, to znikają też wszelkie myśli i odczucia.

Wielki pisarz Robert Jordan w usta jednego z bohaterów swych książek włożył mądre słowa: "myśl jest strzałą czasu".
Inaczej mówiąc- Kartezjusz pomyślał "myślę więc jestem" i była to myśl.
Kartezjusza już nie ma, ale myśl istnieje nadal i temu faktowi chyba nikt nie zaprzeczy.
Przeto chyba prawdą jest że myśl może istnieć nawet gdy człowiek umrze?
Podobnie odczucia- jeśli kogoś kocham, to nawet gdy umrę to uczucie będzie żywe, ale już nie we mnie, ale w osobie którą kochałem, tak więc i nasze uczucia mogą istnieć dalej gdy umrzemy.

Mogę napisać wiersz, albo opowiadanie, albo powieść, albo podręcznik w którym przeniosę moje pomysły, myśli, uczucia i poglądy poza śmierć i nie muszę żyć, by one żyły dalej- już swoim własnym życiem.
Ale nikt nie powie, że gdy Kartezjusz umarł, to "myślę więc jestem" przestało być jego właśnie myślą ;)
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1733
Wysłany: 2008-07-10, 23:03   

Soulforged napisał/a:
słowo świadomość rozumiem tutaj jako zdolność odbierania bodźców z zewnątrz, ale nie jest to jeszcze równoznaczne z samoświadomością/jaźnią.

Nie tylko jako zdolność odbierania bodźców z zewnątrz, ale również zapamiętywania i bycia świadomym tego, co się dzieje.
Soulforged napisał/a:
Jak można żyć bez samoświadomości?
A jak czynią to rośliny? Albo bakterie?

A czy one mają mózgi?
Mi chodziło o istoty mające mózgi.
Soulforged napisał/a:
A czy na przykład mrówki posiadają świadomość samych siebie?

Tego nie wiem, ale nie wykluczam tego.
Soulforged napisał/a:
Człowiek również może być żywy, nie dysponując samoświadomością, ani nawet świadomością w ogólnym rozumieniu. Patrz tzw. "człowiek warzywko"- ciężko powiedzieć by ktoś taki był martwy, ale świadomy też nie jest.

On chwilowo nie jest świadomy - ale nie bezpowrotnie. On jest jescze zdolny do odzyskania śwadomości - a martwy już nie jest do tego zzdolny. Na tym polega różnica.
Soulforged napisał/a:
Dionizyjski zbliżony jest bardziej do mistycznego szału i jest równy zatraceniu siebie w naturze- czyli utracie świadomości siebie (swoją drogą niektórzy święci chrześcijańscy podobno doznawali swego rodzaju ekstazy w której czuli się jednym ze światem i "tracili poczucie samych siebie").
Z kolei apolliński był równy kulturze- izolacji od natury i koncentracji na "ja". Czyli właśnie na postrzeganiu wszystkiego w sposób bardziej egocentryczny, tak jak wy piszecie że wasz świat przestanie istnieć gdy zginie wasza świadomość.

Dziwne, wydawało mi się raczej, że Nietzsche jest zwolennikiem egocentryzmu i egoizmu, a tu nagle okazuje się, że taka właśnie była postawa apollińska, którą on uważał za gorszą od dionizyjskiej.
Soulforged napisał/a:
Przeto chyba prawdą jest że myśl może istnieć nawet gdy człowiek umrze?

Nie jest prawdą. Bo wtedy to już nie jest jego myśl. Wtedy tą myśl przejmują inni - bez jego udziału i bez jego świadomości.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4371
Wysłany: 2008-07-11, 08:35   

Soulforged napisał/a:
Przykładowo bada się to u zwierząt takim prostym eksperymentem z lustrem.
Człowiek stojąc przed lustrem, nawet gdy czyni to pierwszy raz szybko zda sobie sprawę z faktu że postać którą widzi naśladuje jego ruchy i rozpozna samego siebie, podobnie większość małp człekokształtnych.
Ale nie wszystkie zwierzęta posiadają tę zdolność. Ogólnie zakłada sie że im "niżej" w drabinie ewolucji, tym ciężej o świadomość istnienia samego siebie.


Uprzejmie donoszę, że przeprowadzanie tego doświadczenia na własnym zwierzątku domowym może mieć dość nieoczekiwane konsekwencje. Mianowicie mój pies uważa, że ten drugi z lustra to wróg, który podstępnie i bezczelnie zakradł się na jego terytorium. Nijak nie mogę mu przetłumaczyć, że nie musi automatycznie przechodzić na "tryb bojowy". Ale najgorsze jest to, że moje zwierzę przeniosło "lustrzane doświadczenia" na całą swoją rzeczywistość i na spacerze warczy prewencyjnie na wszystkie inne psy, troszkę choćby podobne do jego wroga z lustra. ;)
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1733
Wysłany: 2008-07-29, 14:09   

W 5. numerze specjalnym pisma "Focus Ekstra" znalazłem taką oto ciekawą notkę:
"Czy osoba bliska śmierci może widzieć swe ciało z góry?
Takie wizje, zaliczane do tzw. doświadczania śmierci, są prawdopodobnie wynikiem zmian funkcjonowania tych części mózgu, które są odpowiedzialne za integrację bodźców czuciowych i nasze poczucie "posiadania" ciała. Badania wykazały, że uczucie "bezcielesności" moze pojawić się po stymulacji tylnej części górnego zakrętu skroniowego w prawej półkuli mózgu, a także połączenia między płatami skroniowym i ciemieniowym w tej samej półkuli."

Oznaczałoby to, że bzdurą jest twierdzenie o "opuszczeniu ciała przez duszę" podczas tzw. śmierci klinicznej. Moze to być również kolejny argument przeciwko istnieniu duszy i pośmiertnej egzystencji ludzkiej świadomości, czyli życia po śmierci. Ale nawet to nie zmienia faktu, że ci, co przeżyli śmierć kliniczną tak naprawdę nie umarli. Stanęli zaledwie na progu śmierci, ale go nie przekroczyli. Nikt nie może nam powiedzieć, czy śmierć faktycznie kończy wszystko, co związane ze świadomością.
W necie jest masa tekstów na tematy z tym zwiazane. Często, kiedy się porównuje ich treści, można dojść do sprzecznych wniosków. Jednak chyba jestem blizej uwierzenia tym, które stawiają sprawę naukowo - tzn. zaprzeczają istnienu duszy i życia po śmierci. Chyba, że okaże się, że nie wszystko dotyczące śmierci da się naukowo wyjaśnić.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-08-05, 12:52   

Uch, znowu ta moja głupia maniera nie wypowiadania się w tematach założonych przeze mnie. :P
Czym jest dla mnie śmerć? To koniec. Po prostu. Żyłem, było fajnie, ale się skończyło. Czy wierzę w życie pośmiertne? Kiedyś poświęcałem temu bardzo wiele uwagi, jednakże teraz moje priorytety się zmieniły i przestałem o tym myśleć. Jestem tu i teraz, a nadmierne poświęcanie uwagi temu co będzie po zgonie uważam za zbędne z prostej przyczyny - nie jesteśmy w stanie tego jednoznacznie stwierdzić póki tego sami nie doświadczymy. Owszem, fajnie jest sobie w tej dziedzinie pofantazjować, obrzucić się setką tekstów naukowych itp., ale to nic nie zmieni. Wolę skupić się na swoim obecnym życiu. A co będzie potem - zobaczymy.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Kruk 
Rotmistrz


Posty: 64
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-28, 17:57   

Śmierć? Każdego z nas to czeka.. i nie trzeba się jej bać, bo śmierć jest ludzką rzeczą a co za tym idzie..

Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto
_________________
I'm not Jesus,
I'll not forgive!
 
 
makatka 
Zapluta Wiedźma


Posty: 939
Skąd: wprost z absurdu
Wysłany: 2011-07-20, 21:08   

suicide methods
bardzo inspirująca lektura. Oderwać się nie mogę i zastanawiam się skąd ludziom co poniektóre pomysły przychodzą do głowy.
_________________
Pitbull- morderca miejsca w łóżku i Twoich kanapek.

zimo, zimo... WYPIERDALAJ!
 
 
K4t4rynka

Posty: 2
Wysłany: 2013-09-04, 18:13   

Ja tam się boje samobójstwa, bo za nie jest najgorsza kara w chrześcijaństwie...
_________________
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów
  
 
 
Fidel-F2 


Posty: 6940
Wysłany: 2013-09-04, 18:17   

a kogo to, kurwa, obchodzi?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4234
Wysłany: 2013-09-04, 20:23   

Ja się boję burzy z piorunami. I szczurów. I do dziś nie miałam pojęcia, że mamy na forum specjalny wątek dla MORTa //mysli

PS Wiem, że to nikogo nie obchodzi. Straszna znieczulica na tym świecie panuje. Okropność.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 6525
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2013-09-04, 20:28   

Ja się boję efektu jo-jo //help
_________________
I will bring myself sexual pleasure later, while thinking about this with great respect.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 6940
Wysłany: 2013-09-04, 21:18   

Efekt jo-jo w kontekście umierania.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4234
Wysłany: 2013-09-04, 21:21   

Ork napisał/a:
Ja się boję efektu jo-jo //help


Ja się nie boję. Żeby nastąpił, musi zostać poprzedzony schudnięciem :mrgreen:

Dobra, o czym to my mieliśmy...
Aha. Śmierć. Cóż, kiedyś nastąpi. I to jedyne, co na dzień dzisiejszy mogę w tym temacie napisać.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 6525
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2013-09-04, 22:10   

Fidel-F2 napisał/a:
Efekt jo-jo w kontekście umierania.


Fidelu, dopiero teraz spostrzegłem, że w awatarze masz mężczyznę orzącego ziemię pytą //mysli . Śmierć.
_________________
I will bring myself sexual pleasure later, while thinking about this with great respect.
 
 
Jezebel 
Emerald


Posty: 862
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-09-04, 23:25   

K4t4rynka napisał/a:
Ja tam się boje samobójstwa, bo za nie jest najgorsza kara w chrześcijaństwie...

Straszna sprawa, jak ci się jakieś przypadkiem przydarzy.
_________________
life. is a state. of mind.

 
 
Fidel-F2 


Posty: 6940
Wysłany: 2013-09-04, 23:34   

@Stary Ork

Sie wie :mrgreen:
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16486
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2013-09-05, 10:14   

Ja tam się boję, ze po śmierci, tam gdzie trafię, będą same trolle oraz n00by, a jedynym dostawcą figurek będzie Games Workshop z samym finecastem w ofercie :badgrin:
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
MORT
in emergency brea...


Posty: 1905
Wysłany: 2013-09-05, 19:07   

K4t4rynka napisał/a:
Ja tam się boje samobójstwa, bo za nie jest najgorsza kara w chrześcijaństwie...

Hmmm... czy to Bóg taki wredny, czy to Wred taki boski? //mysli

Ale jeśli ma się przy sobie ziemniaka, to podobno i tak wszystko układa się dobrze... :-|

Sabetha napisał/a:
I do dziś nie miałam pojęcia, że mamy na forum specjalny wątek dla MORTa //mysli


Ja też nie. Ale właściwie nie ma o czym gadać. Swojego Śmierci nie ma się co bać, ani o czym z nim polemizować. Moment śmierci nie jest straszny. Natomiast z Umieraniem W Męczarniach, czy z Halucynacjami Z Niedożywienia I Zimna już gorzej. //mysli

Stary Ork napisał/a:
Ja się boję efektu jo-jo //help

Jak coś za bardzo wystaje, zawsze można przyciąć do odpowiedniego rozmiaru //death
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Qfant


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant | Craiis ]

Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 12