Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Co teraz czytam? V2.0
Autor Wiadomość
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-10-15, 23:25   

Cytat:
Moim zdaniem jego najlepsze dzieło.
Jednakowoż Helikonia
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1229
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2019-10-16, 08:19   

Helikonia jest bardzo ambitnym osiągnięciem, ale przy swej epickości i bogactwie nie doprowadza do takiej przygodowo poznawczej gorączki.
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19139
Wysłany: 2019-10-20, 17:18   

Czekam na "Cieplarnię" zatem.

A z marszu zaliczyłem również "Hiob. Komedia sprawiedliwości" Heinleina. Podobało mi się, choć nie na takim poziomie, jak "Non Stop" Aldissa. Nie wczytywałem się w opis fabuły i przez większość powieści czekałem na tą "biblijność" uważając, że tytuł trochę jest od czapy. :) Ot, fajna fantastyka z podróżami między różnymi rzeczywistościami. Ale w końcu autor "przeszedł do rzeczy" i tu już - czego się obawiałem - fabuła zeszła na inne tory, bardziej lekkie, komediowe. Nie wiem, czy powieść jest antyreligijna, czy obrazoburcza. Może w 1985 r. taka była, ale nawet się tym za bardzo nie przejąłem po fakcie. Dobra rzecz, odhaczony kolejny tytuł z klasyki, bez szału.

I teraz "Pierścień" Larry Niven. To już nie w serii Rebisu, ale pomyślałem sobie, że pójdę za ciosem. Na nieszczęście, weekend się kończy i trzeba wrócić do wcześniej rozpoczętych książek, więc na razie, po jednym rozdziale, spada mi ten tytuł na trzecie miejsce w kolejce.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Trojan 


Posty: 5041
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2019-10-20, 19:41   

Co do Helikonii - zgadzam się z bio :)
Z Hioba pamiętam jeno że nawet mi się podobał - ale to było za czasów czytania (i wydawania) Heinleina.
Pierścień - kiedyś się to "czytało", choć nigdy nie rozumiałem ogromnej popularności Ringworldu na zachodzie. Ot, bardzo fajna przygodowa sf, chyba nawet obok Nonstopu najczęściej czytana przeze mnie. Budowniczych jeszcze przeczytałem ale. .. już nie było nawet w połowie tak dobre.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-10-20, 21:08   

Pierścień czytałem drukowany w Fantastyce i byłem totalnie i absolutnie zachwycony. Nie wiem jak by to było dziś. Pewnie kiedyś sięgnę.

Po Heinleina sięgnę tylko wtedy gdy będę chciał dorzucić do kominka.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5041
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2019-10-20, 22:43   

Ja miałem podziurawiony, wiec nie czytałem póki Amber nie wydał.
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1229
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2019-10-22, 00:17   

Zacząłem Skinnera Ashera. Znowu narracyjnie inaczej. Skończyłem Line of Polity z wielką satysfakcją. Ale się to czyta. Mam mało czasu więc trwało, natomiast końcówkę ekspresowo obleciałem. Ten świat rozwija się jak fraktal. Każde wyjaśnienie prowadzi do nowej ścieżki. Mięsiste. Nie znam drugiego autora tak sfanowanego. Ta autopromocja mnie nie drażni, bo facet najwyraźniej lubi swych czytelników, a odrobina narcyzmu u twórcy nie jest niczym zdrożnym. LoP miała prawie 700 stron i szczerze mówiąc to 200 można by wyciąć, ale wtedy zostałaby tylko esencja. Kto wciąga samą esencję? Już wiem, które książki muszę dokupić, by poznać istotne aspekty tego świata. Nie myślałem, że tak się dam wciągnąć. Ostatnio w tematach najstraszniejszych horrorów kilka razy wpadłem na Joe Hilla z jego Pudełkiem w kształcie serca. Akurat znalazłem na półce, bo córcia zostawiła dawno kiedyś. Chyba se robią jaja. To tyle. Zacząłem Baranka Moore'a. Taka sama głupawa pierdoła, jak wszystko spod jego pióra poza Bluesem kojota. Kontynuuję Monument Grahama i jestem w sumie zadowolony, że w ciemno kupiłem jego prequela napisanego po latach, bo nie znam równie udupiającej historii z tak odrażająco przyciągającym bohaterem. Mam nadzieję jedynie, że zagadka jego osobowości będzie satysfakcjonująca.
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-10-22, 08:34   

Eee..., nie. Baranek niesie więcej niż się wydaje, tyle, że napisany z jajem, bez zadęcia i wygląda na fircyka. Tego Kojota muszę przeczytać, ale jeszcze nie teraz
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-10-30, 16:15   

Niepokoje - J. G. Farrell

Angielski major wraca z frontów pierwszej wojny światowej. Udaje się do hotelu Majestic w Irlandii. Mieszka tam panna Angela Spencer, córka właściciela hotelu, z którą, jak by wynikało z licznych listów słanych w okopy, jest być może po słowie. Co prawda żadnych zaręczyn ani nawet żadnej sytuacji choćby w małym stopniu przypominającej zaręczyny sobie nie przypomina, ale kto by takie sprawy drążył w okopach. Teraz jedzie wyjaśnić sprawę. Jadnak zaraz na pierwszych stronach powieści Angela umiera i sytuacja robi się dziwna. Jednak major, nie mając własnego miejsca w świecie, na stałe zamieszkuje w hotelu Spencerów.

Farrell w powieści skupia się na dwóch scenach. Jedna to życie angielskiej socjety średniego i trochę wyższego stanu, w przedstawionym obrazie zamkniętej, zdziwaczałej, zdegenerowanej, lekko przypominającej wellsowskich Elojów. Druga to tło irlandzkiej prowincji w dobie bardzo silnych ruchów narodowowyzwoleńczych, nazywanych przez Anglików terroryzmem. Irlandczycy bardzo udatnie przypominają Morloków, prawie ich nie widać, dają się głównie odczuć przykre efekty ich brutalnej działalności. Majestic to taka enklawa w której Elojowie są w miarę bezpieczni lecz zupełnie nie mają swobody w jej opuszczaniu. Hotel Majestic w jakimś sensie symbolizuje również Imperium Brytyjskie czy też może jego panowanie w Irlandii. Podupadły na początku powieści, jednak w miarę przyzwoicie prosperujący, pod koniec popada w całkowite zniszczenie.

Narracja powieści jest, w pełni znaczenia tego słowa, ospała. Podążamy od jednego codziennego wydarzenia do drugiego i kolejnego trywialnego i nudnego. Obiad, kolacja, spacer, świnie, psy, wizyty, spacery, gra w karty, itp, itd. Zdecydowanie nie jest to lektura dla czytelnika goniącego za akcją.

Na uwagę zasługuje humor prezentowany w powieści. Możemy tu natknąć się na delikatne, wysublimowane żarty ale równie dobrze na absurdy godne Monty Pythona. Ciekawe doświadczenie.

Tom jest pierwszą częścią luźno powiązanej trylogii o upadającym imperium kolonialnym.

7/10
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-10-31, 09:48   

Obojętne planety - Andrzej Krzepkowski

Zbiór kilkunastu, głównie króciutkich, opowiadań SF ale z SF w formie służebnej. Autor niespecjalnie skupia się na technikaliach, bardziej interesuje go aspekt humanistyczny, przyszłość ludzkości w kontekście ekologicznym czy psychologicznym/socjologicznym. Narracja prowadzona jest w tonie lirycznym, czasem wręcz poetyckim. Niekiedy ocieramy się o symbolizm właściwy legendom czy mitom. Całość trąci też niemal XIX-wiecznym stylem. Opowieści opierają się głównie na pomysłach lub myślach, które autor chce przekazać. Bywa, że obudowane są zgrabną historią, ale bywa też, niestety często, że w warstwie fabularnej jest sporo niedoróbek, rzeczy są niedopracowane, trzymają się "logiki" na wyraźny rozkaz autora, bohaterowie postępują niezbyt sensownie byle nie zboczyć z zaplanowanej odgórnie ścieżki.

Wszystko to napisane eleganckim językiem, gdzie nie znajdziemy jednego niezgrabnego zdania.

W momencie wydania mógł to być interesujący zbiór, dziś ma wartość głównie historyczną, większość poruszanych tematów została później prezentowana wielokrotnie, zwykle szerzej i lepiej. Niemniej, czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem straconym.

6/10
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1229
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2019-11-01, 00:09   

Pamiętam Krzepkowskiego głównie za sprawą jego powieści Kreks. Zapowiadana w kręgach zbliżonych do twórcy jako rewolucyjna, została wyśmiana i zapomniana. Czy słusznie? Może warto przypomnieć go sobie. Jego opowiadania, jak pamiętam nie budziły negatywnych wrażeń.
Skończyłem Monument Grahama. Do samego końca czytałem z zainteresowaniem. Nie jest to powieść uwodząca językiem, czy pomysłowością fabularną. Ani lekka, ani ociężała. Co zatem jest w niej takiego, że tak wielu przyznaje się do fascynacji tą opowieścią? No właśnie ten bohater anty. Nie, że jest wyjątkowo zły. To pierwsza fantasy egzystencjalna jaką czytałem. W jakiś odległy sposób przypomina Obcego Camusa. Mi akurat się skojarzył - innym pewnie by się nie. Nie myśleć o pierdołach, myśleć by przeżyć. Z niezwykłą umiejętnością unika zasadzek, by tymi unikami wpieprzyć się w następne. Kiedyś dochodzimy do ściany. Kiedyś zawsze. Nie ma szczęśliwego zakończenia. Jest tylko na koniec odruch nie wiedzieć czego. Niby dobro, ale nikt nie wierzy, że zmieni to świat na lepsze. Z rozpędu wszedłem w kolejne fantasy Jamesa Stoddarda High House. To coś bliższego naszym doświadczeniom. Po trosze Gormenghast ( wesja light), trochę Little Big, a nawet Tajemniczy ogród. A wszystko to w aurze angielskich bajek o innych światach faerie. Nie jest opisana jako YA, ale tak to odbieram. Czyta się świetnie, bardzo chwalona, ale jak na razie nie widzę wiele oryginalności, która by mnie podkręciła. Nie wiem, czy będę kontynuował. Skinner Ashera okazuje się trudną do wejścia lekturą zupełnie inną od Line of Polity, którą od początku łykało się z wypiekami niemal. Na razie długi wstęp maluje świat. Planeta ocean. Jak to u Ashera mnóstwo opisów miejscowej fauny, oczywiście z piekła rodem. To mu trzeba przyznać, że opisuje to świetnie. Na planetę przybywa trójka śmiałków. Dziewczyna szuka legendarnego żeglarza w sobie znanym celu, facet będący przedstawicielem Roju szerszeni tworzących wspólną jaźń, oraz Keech w pogoni za zemstą za kimś, kto zabił go 700 lat wcześniej. To znaczy w czasach, o których mówiły trzy poprzednio przeczytane powieści. Wydaje się, że Skinner jest w jakiś sposób historią kluczową dla tego widowiska rozpisanego na stulecia, ale na razie się wgryzam językowo. Facet tak mi imponuje jak i wkurza.
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7174
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2019-11-02, 19:51   

"Kampucza, godzina zero" Zbigniewa Domarańczyka. Czyli relacja pierwszego zagranicznego dziennikarza z wizyty w Kambodży po upadku państwa Czerwonych Khmerów. Z wartościowym posłowiem, częściowo tłumaczącym pewne braki (z dzisiejszej perspektywy i wiedzy o tych wydarzeniach). Trochę o relacjach na linii Kambodża-Francja-Wietnam (Północny, Południowy i zjednoczony)-Chiny-USA.

"Oszust" Javiera Cercasa. A to bardzo ciekawa historia. Trochę jakby autoterapia autora w kryzysie (twórczego i wieku średniego?) mierzącego się z kontrowersyjnym tematem Enrika Marka (serio, wyguglajcie kim jest Enric Marco). Z jednej strony na początku autor przedstawia wiele argumentów, żeby nad tą historią nie pracować, jakie miał opory, ale dlaczego jednak się tej pracy podjął.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19139
Wysłany: 2019-11-04, 18:16   

"Wojenna Korona" Elżbiety Cherezińskiej. W zasadzie poziom bez zmian. Autorka już zapowiedziała, że historię zakończy w piątej powieści z cyklu. Trzymam kciuki, aby nadeszła szybko. Dobrze się ją czyta, do tego relaksuje fabularnie więc pochłaniam sprawnie.

"Imperium Ciszy" Christophera Ruocchio. Myślałem, że wtopię kasę w ebooka i nie doczytam do końca. A tu proszę, miła niespodzianka. Powieść dosyć szybko mnie zaintrygowała. Choć arcydziełem chyba nie jest. Ale też wybija się ponad średnią. Aczkolwiek, gdzieś między 25-30% trochę mi entuzjazm siadł. Wynikało to z sytuacji, w której znalazł się główny bohater. Takie aspekty fabularne zawsze mnie męczą, ale wiem, że to przejściowe i niezbędne dla zbudowania postaci na nowo. Zatem nie marudzę. Niezła kosmiczna fantastyka, która może jeszcze zaskoczyć.

"Krwawa Róża" Nicholasa Eamesa. Nie byłem fanem poprzedniej części. Ta, jak poprzednia, na początku trzyma się nieźle. Nie jest z pierwszą części związana zbyt mocno (chyba). Ale boję się, co będzie dalej. Czyli wysypu menażerii fantasy, bez składu i ładu, aby podbić poczucie humoru autora.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
goldsun 
Szeregowy


Posty: 511
Skąd: Bytom
Wysłany: 2019-11-06, 11:05   

Arthur C Clarke "Koniec dzieciństwa"
Męczę już sam nie wiem jak długo ... zostało mi jakieś 20 stron do końca, czyli pewnie jeszcze ze 2 tygodnie ...
Po pierwsze primo: książka działa na mnie lepiej niż jakiekolwiek środki nasenne (jeszcze żadnych nie używałem, ale wątpię, żeby działały lepiej) - zasypiam w ciągu max 3-4 stron ...
Clarke potrafił pisać fajnie (cykl o Ramie), ale potrafił też przynudzać (coś o delfinach kojarzę, i "Pieśni odległych ziem" przetrwałem tylko dlatego, ze Oldfield zrobił do tej książki płytę i chciałem się dowiedzieć czemu).
Po drugie primo: książka się zestarzała. I to bardzo.
Żeby była jasność - w książce technologii praktycznie nie ma. Żadnych gadżetów, technika co najwyżej gdzieś w tle. Nie zestarzała się więc opisywana technika przyszłości. Zestarzał się podejmowany temat i sposób podejścia do niego.
W latach 50tych temat zagrożenia wojną nuklearną na pewno był na czasie. Pamiętam jakie wrażenie w latach 80tych zrobił na mnie "Ostatni brzeg". Więc wtedy pewnie odbiór książki był inny. Teraz może to zagrożenie jest w top10, ale w top3 to chyba już nie.
"Pierwszy kontakt" w książce jest, bo był potrzebny. Ale bardzo mało jest jakiejś reakcji ludzkości na ten kontakt. Jest ciut, ale w "bardzo małym zasięgu" (reakcja pojedynczych ludzi, lub grupek i to też trochę bardziej na to co się po tym kontakcie dzieje, niż na sam kontakt).
Pójście w religię, zjawiska nadprzyrodzone, tarnscendencję ... pomijając, że to już sama końcówka książki, to i tak jakoś słabo mi to podchodzi w tym wykonaniu. A zagrywka z wyglądem obcych, też wygląda na "zagrywkę pod publikę" niż jakiś większy cel.
Jedynie bronić się mogą IMHO rozważania o tym co stanie się ze sztuką, kulturą, wynalazczością i ogólnie ludzkością, w momencie, gdy ta ludzkość straci swoje cele (ludzkość jako jeden twór - brak konfliktów, czyli brak wyścigu zbrojeń, brak możliwości ekspansji w kosmos, czyli nie ma nacisku na wynalazczość, praca głównie zautomatyzowana, więc brak pracy do wykonania dla ludzi).

IMHO kiedyś to mogła być książka "do przemyślenia". Teraz co najwyżej do przeczytania jako ciekawostka, a dla osób urodzonych w latach powiedzmy 90tych i później - chyba słaba do zrozumienia.
_________________
Załączam różne wyrazy i pozdrawiam
Goldsun
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1229
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2019-11-09, 00:24   

Moja połowica wpadła na informację o ekranizacji Żmijowiska niejakiego Chmielarza autora kryminałów. Piszą, że najlepszy w kraju. Połowica nie czyta kryminałów. Nie wiem czemu ta notka coś zapaliła w jej wyobraźni. Zaraziła mnie, ale sam autor mnie zaraz zraził, bo zacząłem czytać tę jego powieść. Na telefonie smartfonie. Dojrzałem do tego. Koszmarek. Wszystkie ostatnio przeleciane przeze mnie popularne nazwiska autorów rodzimych kryminałów to obraz nędzy i rozpaczy. A zaczynało się tak fajnie. Myślałem, że po Krajewskim będzie tylko lepiej. Lepiej nie myśleć. To nawet nie jest tzw. przezroczyste pisanie. To poziom marnego fabularyzowanego reportażu z drugoligowej prasy. Gdzie redakcja? No redakcja bardzo ważna. Dobra redakcja bywała ważniejsza od nieoszlifowanego talentu autora. Czy ktoś by mógł mi polecić ze szczerego serca wartego czasu polskiego autora kryminału? A?
Nie ma Mariusza Szczygła. Bardzo lubię tego gostka. Jak pewnie większość. Czasem mnie irytuje ta jego wrażliwość na zawieszonym wdechu, ale idę za jego ciekawością. Czasem gdy dojdę nie koniecznie daleko to już mówię - a nie , to ja dziękuję! Czasem bardzo chętnie do końca. Nigdy nie wiem, gdzie dojdę. I o to czasem chodzi. Odpoczywam. Nie wyzbywając się czujności. Nie samym SFem i Faulknerami człowiek żyje. A szczerze, to bardziej niż Mroza, czy Chmielarza to bym z chęcią Pilipiuka przytulił.
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-09, 02:57   

Pełna zgoda co do tych kryminałów. Przeczytałem jednego Chmielarza, miernota. Przeczytałem dwóch Miłoszewskich (drugi tylko dlatego, że o Sandomierzu), nędzunia. Na dodatek Miłoszewski to zadufek i prymityw. Podobał mi się za to Glatz Tomasza Duszyńskiego (nasz, fantasta, Dusza z Latającej Holery). Żaden cud, ale przyjemny. Ale ja jestem mało kryminalny, głównie słucham na Storytelu. Do słuchania wybieram lżejsze, mniej wymagające rzeczy i stąd kryminały.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19139
Wysłany: 2019-11-14, 17:29   

"Wojenna Korona" Elżbiety Cherezińskiej za mną. Takoż i "Krwawa Róża" Eamesa. Czuję, że wrócił mi wigor czytelniczy.

Teraz "Mój rok relaksu i odpoczynku" Ottessy Moshfegh. Spodziewałem się, że powieść mnie odrzuci. A tu siurpryza. Raz, że czyta się ją szybko, ponieważ jest bardzo dobrze napisana. Dwa, potrafi zaintrygować prostą fabułą. Główna bohaterka postanowi wziąć urlop na rok. Od życia. I je przespać. Z małymi przerwami. Cała powieść opowiada tylko o tym, plus trochę tła o dotychczasowym życiu bohaterki. Intrygujące. Choć nie wiem, czy na dłuższą metę. Póki co, ma rytm, jest opowieść, jest styl. Dla mnie bomba.

"Polski Bajer" Moniki Borys. Stosunkowo krótka (288 stron plus dodatki, przypisy) analiza zjawiska, jakim jest disco polo. Od jego korzeni, po wybuch popularności, kryzys (co mnie zaskoczyło) i odrodzenie (dzięki YouTube). Fajna książka, mądrze napisana i wnikliwie.

Skończę przez weekend (taki mam plan) "Imperium Ciszy" Christophera Ruocchio. Bardzo przyjemne zaskoczenie. Taka fantasy w kosmosie. Dawno nie czytałem czegoś dobrego w tym "gatunku". Jest rozmach, jest intrygujący i nie przeładowany świat. Są też minusy - rozwój bohatera, niezbędny z punktu widzenia założeń, ale dla mnie trochę męczący od pewnego punktu (upadek) do dotarcia do kolejnego (odradzanie się). Mimo to, chętnie kupię ciąg dalszy, jeśli zostanie wydany. Powieść dosyć opasła, ale mimo wad, ostateczny rezultat jest niezły.

W kolejce "1632" Erica Flinta. Nowe, polskie wydanie. Chyba miałem do czynienia z poprzednim, ale niewiele pamiętam z fabuły.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-14, 17:37   

Cytat:
"Polski Bajer" Moniki Borys. Stosunkowo krótka (288 stron plus dodatki, przypisy) analiza zjawiska, jakim jest disco polo. Od jego korzeni, po wybuch popularności, kryzys (co mnie zaskoczyło) i odrodzenie (dzięki YouTube). Fajna książka, mądrze napisana i wnikliwie.
//kurwajapierdolę
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5041
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2019-11-14, 17:55   

Ale że co?

Ciekawe zjawisko które warto zbadać.
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12808
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2019-11-14, 18:26   

OMFG... >.<
_________________
Buk, Horror, Dziczyzna
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19139
Wysłany: 2019-11-15, 07:23   

Trojan napisał/a:
Ale że co?

Ciekawe zjawisko które warto zbadać.

To oderwani od rzeczywistości elitaryści. :) Disco polo is all around. Dla mnie nie ma wesela bez "Żono moja". :) A dla większości polskiego społeczeństwa to styl życia. Tokarczuk? Słyszą nazwisko, słyszą Nobel i wiedzą, że to książki "nie dla ludzi". :) Niektórzy nazwą ich chamami, ja normalnymi. :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-15, 08:41   

Romulus napisał/a:
Niektórzy nazwą ich chamami
dlaczego chamami? to po prostu prymitywy o parametrach intelektualnych rozwielitki, ja bym ich nazwał upośledzonymi, mają ograniczoną zdolność przyswajania rzeczywistości

Romku, wiem, że mierzwa wszędzie, ale przyglądać się temu? Już raz gówno widziałem. Obtarłem o trawnik.

Użycie w tym kontekście sformułowania "...książka, mądrze napisana i wnikliwie.", podcina mi pęciny. Gdyby była mądra i wnikliwa, miała by 6 stron. Wliczając okładki.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5041
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2019-11-15, 09:59   

"zjawisko" Disco Polo występuje i trudno je ignorować - jest to kompletnie nie moja rzeczywistość, występuje tylko przypadkiem, ale.... to podobnie jest z PiSem.

obserwacyjnie zdaje się że to "muzyka" tylko prowincji i/lub centralno-wschodniej Rzeczypospolitej.

u nas na Stadionie Polsat robił galę Disco Polo (ze 2-3 lata temu/czerwiec) - byliśmy nieco podajarani bo wiedzieliśmy że ludzi będzie kupa (znajomy robił taką imprę na Górnym Śląsku) a kasa będzie się lała szerokim strumieniem. Okazało się że ludzi praktycznie nie było (choć Polsat w swojej transmisji sprytnie tu ukrył) / nie wiem czy 10 tys. było.
Ogólnie porażka, no i z mocarstwowych planów (pt. cykliczna dużą impra) nici

ale
kiedyś stałem pod urzędem i podjeżdża BMW z młodzieżą a z głośników wyje jakieś gławnoDP (sprawdziłem rejestrację - prowincja podwrocławska)
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-15, 10:04   

w mieście słuchają hip hopu, co jest inną pisownią disco polo
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-15, 12:32   

Tarnowskie Góry Fantastycznie

Powyższy tytuł może mieć dwojakie oddziaływanie. Z jednej strony pewnie zachęci jakąś grupę lokalsów do kupienia książki o ich rodzinnym mieście, z drugiej może odstraszyć nabywców z reszty kraju. Antologię o międzygalaktycznych starciach? Czemu nie? O magikach? Błędnych rycerzach? Krwawych krasnalach? Również. Ale o Tarnowskich Górach? Co mnie obchodzą jakieś Tarnowskie Góry? I gdzie to w ogóle jest? Takie myślenie będzie jednak błędem, bo Tarnowskie Góry Fantastycznie jest antologią niewiele różniącą się od innych fantastycznych zbiorów tego typu. Samo miasto w jakiś sposób pojawia w każdym z opowiadań, jednak w większości z nich, jedynie w postaci wzmianki lub po prostu grając rolę miejsca akcji. Pozostałe aspekty - narracja, fabuła, talent artysty, itp. - są takie same jak w innych podobnych publikacjach.

Plusem pozycji jest różnorodność nazwisk i talentów, a na zwrócenie uwagi zasługuje fakt, że brak tu postaci nieznanych, niepewnych debiutantów. Wszyscy twórcy biorący udział w tym projekcie to literaci o mniejszym lub większym dorobku, o nazwiskach znanych w fantastycznym świecie. A jaki tego efekt? Chyba typowy. W mojej ocenie mamy tu rzeczy zupełnie niezłe, przeciętne i raczej słabe. Szczęśliwie udało się uniknąć rzeczy kompletnie nieudanych.

Do najmocniejszych punktów zaliczyłbym cztery pozycje. Dwie obszerne i dwa króciaki. Do tej pierwszej podgrupy należy opowiadanie Aleksandry Janusz - historia o, nomen omen, januszu polskiego biznesu, który chcąc wypchać kabzę, próbuje manipulować czasem. Jak nie trudno się domyślić, nie wszystko idzie jak trzeba i pojawiają się kłopoty. Mimo pewnych nielogiczności (klepsydra nie mogła stać między zegarami w pracowni, bo praca zegarmistrza byłaby niemożliwa) rzecz bardzo spójna na poziomie przedstawienia rzeczywistości, konsekwentna w obranym kierunku, napisana w lekko ironicznym tonie, z klasyczną narrację jak za dawnych lat. W stylu dawnych opowiadań, gdzie nie szło się w przesadne opisy ale w pomysłową historię. Zaraz obok, i całkiem równorzędnie, stoi historia pewnego marzyciela do którego przemówił anioł, pióra Łukasza Orbitowskiego. I jak to u tego autora bywa, rzecz jest literacko, w każdym aspekcie, na najwyższym poziomie, wciąga, bawi i nasuwa refleksje. Jedynie odrobinę zawodzi nazbyt pośpieszna końcówka, ale to drobiazg.

Równie interesująco, jeśli nie bardziej, znalazłem szorty Jana Maszczyszyna i Tomasza Bochińskiego. Oba w żartobliwym, lekkim tonie, z popkulturową grą opartą na ciekawym pomyśle. Oba pod tą wesoła powłoczką mają również warstwę intelektualną i refleksyjną. Dodatkowo, u Bochińskiego, "śląskość" w języku (przynajmniej w ocenie takiego lajkonika jak ja) robi dobrą robotę. Tak, takie rzeczy lubię.

Po drugiej stronie skali znalazł się Robert Szmidt, który rozczarował mnie płaskim pomysłem, oraz Istvan Vizvary nieposkładaną historią o niczym, jakąś rzeką absurdu bez nijakiej koherencji i myśli przewodniej. Chyba najgorsza rzecz pod względem wewnętrznej logiki. W nic nie wierzyłem i czekałem końca, a to się ciągnęło i ciągnęło. Nie wiem, może tak miało być, a ja czegoś nie zrozumiałem? Sytuacja zaskakująca, choćby z tego powodu, że znam niemal całą twórczość tego autora i jak do tej pory nazwisko Vizvary było gwarancją świetnej roboty. Szkoda.

Osobną kategorią były dla mnie opowiadania Wojciecha Guni i Radka Raka. A to z tytułu osobistej ciekawości. Oba nazwiska pojawiają się ostatnio coraz częściej w przestrzeni literackiej pop-kultury, i zazwyczaj wyrażane opinie mieszczą się gdzieś pomiędzy wyraźną pochwałą a histerycznym zachwytem. Chciałem przy okazji tej lektury choć odrobinę zweryfikować te doniesienia. No i wyszło tak sobie. Po całości zawiodłem się na Guni, bo chociaż nisza horroru nie dla mnie, to dla dobrego literata można by i warto. Na plus jakiś tam pomysł, ale reszta, zwłaszcza styl/język na minus. Jest to tak ciężkie, pretensjonalne, przerysowane. Pompatyczne figury retoryczne, nieadekwatne do opowieści. Dla mnie śmieszne w sposób budzący politowanie. Tego chyba jednak oczekują czytelnicy Lovecraftowskiej odmiany literatury. Pretensjonalności. Poza tym logika świata kompletnie mi nie działa. Z pewnością z dobrej woli po tego autora nie sięgnę. W przypadku Raka wyszło lepiej. Styl ma o wiele lepszy od Guni, ale samym opowiadaniem mnie znużył. Nie uwierzyłem mu. Nie wierzyłem w zachowania ludzi, bo chociaż poszczególne moduły czy warstwy macierzy literackiej są zupełnie niezłe, a nawet bardzo dobre, to wszystko razem mi się nie zgrywało psychologicznie. I to ciągłe uczucie zagubienia: realizm to czy symbolizm? Ani jedno do końca ani drugie.

Pozostałe opowiadania trzymają jakiś tam poziom, mają swe wady i zalety ale w mojej ocenie nie wyróżniają się szczególnie w żaden sposób.

Na koniec należy dopisać jeszcze jedno nazwisko do tej listy. Pomysłodawca i redaktor tej antologii, Aleksander Kusz, to lokalny patriota i mecenas kultury, niektórym znany jako xan4. Nakładem własnej pracy i środków oraz poświęcając czas, który z pewnością mógłby przeznaczyć na jakieś równie ważne aktywności w rodzaju spacerów ścieżkami peruwiańskich Andów czy bieganie z siatką za motylami gdzieś na stokach Kilimandżaro, stworzył chyba dość niszowy i jednak interesujący projekt. Przypuszczalnie nie zapewni mu on miejsca w książkach do historii powszechnej Europy Centralnej, ale być może za lat kilka lub kilkanaście, na Tarnogórskim rynku stanie żeliwna ławeczka z niewysoką, również żeliwną postacią, pochyloną w skupieniu nad, co za niespodzianka, całkowicie żeliwną książką. :-P

7/10
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Bibi King

Posty: 78
Wysłany: 2019-11-15, 12:46   

Romulus napisał/a:
Dla mnie nie ma wesela bez "Żono moja".


Bez czego, przepraszam? Chyba za mało bywam... A jak mi jeszcze ktoś pisze, że to-to ma "korzenie", to mi się taka obronność percepcyjna uruchamia, jakby mi światło w całym mieście zgasili.

Cytat:
słuchają hip hopu, co jest inną pisownią disco polo

10/10

A bardziej na temat - mam za sobą "Nieznośną lekkość bytu" - świetnie napisane, dużo daje do myślenia, nawet jeśli w gruncie rzeczy nie wszystkie filozoficzne wydumki Kundery mi pasują. Z samą koncepcją nieznośnej lekkości bytu wciąż jeszcze się boksuję. Niemniej jednak... Warto. Także po to, by zobaczyć, z jak bezczelnym wdziękiem autor/narrator sam pcha się czasem na stronice snutej przez siebie opowieści.

Teraz na tapecie inna klasyka - "Sto lat samotności" GGM. Drugi raz. I drugi raz zachwyca. Absurdalność historii, bohaterów i scenerii płynnie splata się z (nieco podrasowaną i przerysowaną) rzeczywistością Ameryki Łacińskiej. Mistrz. Ale muszę się czepić detalu: pierwszy raz mam w rękach wydanie Muzy, zdaje się (twarde okładki, lakierowana obwolutka) i zauważam literówki, których wcześniejsza wersja (nie pamiętam czyja, miękka w każdym razie, z jakimś bohomazem) była chyba pozbawiona. Trochę szkoda, bo wydanie przyjemnie eleganckie poza tym.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-15, 12:52   

A dla mnie Sto lat samotności stoi gdzieś dalej. To znaczy, jasne, to wciąż bardzo dobra rzecz, ale zdecydowanie wyżej stawiam Miłość w czasach zarazy czy Jesień patriarchy.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5041
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2019-11-15, 13:07   

eh, my tu o DicoPolo a wy tu jakieś Sto lat, Sto lat...

ignorowanie problemu tylko pogłębia kryzys (patrz PiS)
już teraz DiscoPolo jest oficjalna melodia IV RP
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8808
Wysłany: 2019-11-15, 13:13   

ale rozumiesz, że mam to głęboko w dupie?, jakim cudem ma to być dla mnie problemem?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Bibi King

Posty: 78
Wysłany: 2019-11-15, 13:37   

Fidel-F2 napisał/a:
A dla mnie Sto lat samotności stoi gdzieś dalej. To znaczy, jasne, to wciąż bardzo dobra rzecz, ale zdecydowanie wyżej stawiam Miłość w czasach zarazy czy Jesień patriarchy.


Dogadalibyśmy się. Dla mnie w/w to TOP3 Garcii Marqueza, co najwyżej inaczej rozkładam akcenty ;)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Żuławski


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,66 sekundy. Zapytań do SQL: 13