Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Co teraz czytam? V2.0
Autor Wiadomość
Fidel-F2 


Posty: 8805
Wysłany: 2018-07-22, 18:00   

Wiekopomne, nie wiekopomne ale i tak przeskakuje 90 % całej serialowe produkcji.

A Firefly? BSG?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5036
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2018-07-22, 18:26   

Książka jak już wielokrotnie powtarzałem - to taki Sanderson space opery.
Można ale po co.
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12802
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2018-07-22, 19:18   

Fidel-F2 napisał/a:
Wiekopomne, nie wiekopomne ale i tak przeskakuje 90 % całej serialowe produkcji.

A Firefly? BSG?


"BSG" miał bardzo fajny pierwszy sezon, dobry drugi, niezły trzeci. Czwarty to już bestialski gwałt na mózgu. A zakończenie jak z czarnej dupy.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19138
Wysłany: 2018-07-23, 05:45   

Fidel-F2 napisał/a:
A Firefly? BSG?

Tak. Ale to już zakończone seriale. Chodziło mi o konkurencję bieżącą. :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8805
Wysłany: 2018-07-23, 19:49   

Pypcie na języku - Michał Rusinek

Zebrane w książkę felietony prasowe, traktujące o zjawiskach, błędach czy anegdotach językowych. Część zagadnień jest powszechnie znana, czasem niemal przysłowiowa, inne miło zaskakują. Pozycja lekka, humorystyczna, czasem głębsza, momentami błyskotliwa. Napisana językiem o bardzo wysokiej kulturze, bez maniery, przesady, fałszu. Brzmi jak najczystszy pasaż na pianinie.
Jedyna wada tego dziełka wynika z formy. Ponieważ są to felietony prasowe, autor musiał się zmieścić w określonym, niezbyt wielkim, limicie znaków. Efekt tej sytuacji jest taki, że w wielu przypadkach temat sprawia wrażenie potraktowanego bardzo powierzchownie, czujemy niedosyt. Szkoda, że pan Rusinek oddając do druku wersję zwartą, nie pokusił się o poszerzenie choćby części tekstów.

Trudno uznać Pypcie na języku za lekturę obowiązkową, jednak z pewnością nie zaszkodzi poświęcić temu wydawnictwu odrobiny czasu.

7/10
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19138
Wysłany: 2018-07-24, 17:09   

"Inne Światy" - interesująca, pięknie wydana antologia (choć te obrazy z wewnątrz słabej jakości). Większość tekstów to opowiadania dobre, może jedno bardzo dobre. I jedno wybitne. Jacka Dukaja. To minipowieść. Żal, żal, żal, że autor ten nie dostarcza nowych fabuł tak często, jak byśmy sobie tego życzyli. Jedno, pierwsze i ostatnie zdanie i przepadłem "Gaj bogini nad doliną obłoków rośnie w śmiechu małej Kyoko". Podzieliłem ten tekst na cztery części do czytania. Byłem dzielny, skróciłem tylko do trzech.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4997
Wysłany: 2018-07-25, 18:50   

Trojan napisał/a:
Książka jak już wielokrotnie powtarzałem - to taki Sanderson space opery.
Można ale po co.

Dla świetnej zabawy. :mrgreen: Specjalnie nie dokończyłam oglądania drugiego sezonu, żeby mię serial nie spoilerował. //evil
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19138
Wysłany: 2018-07-31, 12:11   

Madeline Miller - "Kirke". Do recenzji. Po czterech rozdziałach powieść jest bardzo przyjemna. To jest, dobrze się ją czyta. Nie wiem, w którym kierunku pójdzie akcja. Ale, na razie, ten przedstawiony grecki panteon bardzo mi się podoba. Choć nie spodziewałem się. Zatem mam zapał, aby czytać dalej.

"Tęcza Grawitacji" Pynchona jest mocną lekturą. Wymagającą skupienia. Choć nie wydaje mi się, aby była trudna. Może i dałbym radę po angielsku? Najwyżej byłoby jeszcze wolniej niż teraz, choć pewnie musiałbym jakieś notatki zacząć robić. :-P Zatem zostanę przy polskim przekładzie. Potrafi zassać. Aczkolwiek w tym tempie czytania - pewnie będę potrzebował kilku tygodni, pewnie ze dwóch miesięcy. Bo jakoś nie mogę odłożyć innych lektur na bok i poświęcić czas wyłącznie jej.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
m_m 
Uchodźca

Posty: 539
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2018-07-31, 15:30   

Zabrałeś się za obydwie książki które mam zamiar zacząć zaraz po urlopie, mam nadzieję że i mnie zassą.
Na razie wakacyjnie i w malutkich dawkach Związek żydowskich policjantów Chabona. Takie se, może dlatego że napisane we wkurzajacej mnie narracji w czasie teraźniejszym.
_________________
quot libros, quam breve tempus
 
 
adamo0 
Gentleman


Posty: 1560
Wysłany: 2018-08-01, 06:01   

m_m napisał/a:
Takie se


Dokładnie. Nie rozumiem fenomenu i zachwytu nad tą książką - jak dla mnie jest bardzo przereklamowana.
_________________
Ignoti et Quasi Occulti
 
 
Cintryjka 

Posty: 1337
Wysłany: 2018-08-01, 10:43   

Ma słabsze momenty, nie da się zaprzeczyć, ale ogólnie jest dosyć ciekawa, choć wątek fantastyczny jak dla mnie niepotrzebny.
_________________
Im mniej cię co dzień, miodzie, tym mi smakujesz słodziej/I słońcem i księżycem, rozkoszą nienasyceń/szczodrością moich dni - dziękuję ci

J.K.
 
 
m_m 
Uchodźca

Posty: 539
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2018-08-01, 10:50   

Wątek fantastyczny czyli miejsce zamieszkiwania Żydów niepotrzebny? :mrgreen:
_________________
quot libros, quam breve tempus
 
 
Cintryjka 

Posty: 1337
Wysłany: 2018-08-01, 18:07   

Nie chodzi o geografię, tylko o te wszystkie teorie spiskowe. Dla mnie to przede wszystkim powieść psychologiczna i tę jej część uważam za zdecydowanie najbardziej udaną.
_________________
Im mniej cię co dzień, miodzie, tym mi smakujesz słodziej/I słońcem i księżycem, rozkoszą nienasyceń/szczodrością moich dni - dziękuję ci

J.K.
 
 
m_m 
Uchodźca

Posty: 539
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2018-08-01, 19:30   

Psychologicznie, czyli cierpienia starego Zyda po rozstaniu. A daj spokój.


Okazało się, że ambitny pomysł przeczytania jakiegoś Pynchona okazał się jednak zbyt ambitny. Po dziesięciu stronach dałem sobie spokój.
Za to Kirke słodziutka. Po stu stronach jestem w siódmym Olimpie
_________________
quot libros, quam breve tempus
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7655
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2018-08-01, 19:55   

Głód Martina Caparrosa. Trudno mi napisać więcej, bo to rzecz która szeroko i w nieprzyjemny sposób otwiera oczy na problemy o których już dawno w Europie zapomnieliśmy.Ciężka, przykra, świetna lektura.
_________________
There once was a lady named Jill
Who tried a dynamite stick for a thrill
They found her vagina
In North Carolina
And bits of her tits in Brazil
 
 
Rashmika 


Posty: 527
Wysłany: 2018-08-02, 07:08   

Michael Crummey - Twarde światło.

Rozczarowanie na maksa. Zbiorek ni to opowiadań (najczęściej zupełnie pozbawionych rozwiniętej fabuły, takie migawki z momentów życia) ni to poezji. Zupełnie nie ta bajka co oczekiwałam znając poprzednie pozycje od WoM.
_________________
Odblurbiacz
 
 
Cintryjka 

Posty: 1337
Wysłany: 2018-08-02, 09:11   

Widać dają wszystko od tego autora, bo to chyba ich gwiazda.
_________________
Im mniej cię co dzień, miodzie, tym mi smakujesz słodziej/I słońcem i księżycem, rozkoszą nienasyceń/szczodrością moich dni - dziękuję ci

J.K.
 
 
Rashmika 


Posty: 527
Wysłany: 2018-08-02, 11:43   

Cóż, Crummey uważa, że Twarde światło to pozycja z której jest najbardziej zadowolony; ja szczerze mówiąc wolę jego późniejsze powieści. Ten zbiorek opowiadań jest zupełnie nie w moim guście, bo nie przepadam ani za krótkimi formami ani za poezją. Ostatnio w WoM brakuje mi satysfakcjonujących powieści, Vinlandia, opowiadania McLeoda i teraz ten Crummey - zupełnie nie dla mnie.
_________________
Odblurbiacz
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7174
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2018-08-05, 16:24   

"Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast" Springera. O mamo, jakie to jest dobre. Szybko naszkicowane portrety byłych miast wojewódzkich, ich czasami szybkiego rozwoju i jeszcze szybszego upadku i mniej lub bardziej udanej próby przełamania marazmu. Przeważa jednak poczucie porażki, odrętwienia, stagnacji i beznadziei. Chyba nie zdawałem sobie sprawy, że funkcja miasta wojewódzkiego może znaczyć tak dużo, a utrata funkcji głównego ośrodka rejonu może być tak bolesna. No i momentami przypomina o niezbyt sensownym podziale na województwa w ramach reformy administracyjnej.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
Trojan 


Posty: 5036
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2018-08-05, 16:47   

Z jednej strony tak,
ale z drugiej - większość tych miast było sztucznie nadmuchane administracją państwową.

Problem tkwi w zbytniej centralizacji wszystkiego. Miasta wojewódzkie wysysaja prowincję a Warszawa z kolei zagrania wszystko kosztem miast wojewódzkich.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7174
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2018-08-05, 17:39   

Cytat:
ale z drugiej - większość tych miast było sztucznie nadmuchane administracją państwową.
Tym boleśniejsza była utrata funkcji, im więcej rozwoju wynikało z pojawienia się funkcji administracyjnych. A jak jeszcze nałożył się na to kryzys potransformacyjny, to było pozamiatane na ładnych kilka lat. Ale to pokazuje też jak łatwo można wzmocnić lub osłabić pewne ośrodki zwykłą decyzją administracyjną. Tak samo z decyzją o budowie lub modernizacji drogi/linii kolejowej. Na mniejszą skalę stało się to też z powiatami, gdzie czasami dwa podobnej wielkości ośrodki rywalizowały o tę funkcję i tylko jeden z tej walki wychodził zwycięsko.

Springer zwraca uwagę, że u nas rzeki dzielą kraj. Linia oczywista, można powiedzieć, że wręcz wyuczona w szkole, to Wisła. Ale też Bug przecinający Podlasie, przez co ten region ląduje w kilku województwach, a województwo podlaskie przesuwa się nienaturalnie na północ.

Co do centralizacji - władza to lubi, łatwiej wszystko i wszystkich (urzędników podległych władzy centralnej) krótko trzymać. Centralna metropolia i podległe jej "kolonie", z ośrodkami władzy niezbędnymi do utrzymania porządku, pobierania podatków, ale żeby poszczególne ośrodki jednak nie urosły zbyt mocno. Trochę myślenie kolonialne. Springer jawnie pisze, że reforma z lat 70. powołująca 49 województw miała na celu osłabienie regionalnych ośrodków i sprawienie, że województwa będą słabsze i ich władze nie będą w stanie zagrozić władzy centralnej.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
Trojan 


Posty: 5036
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2018-08-05, 18:56   

Z kolejnej strony - centralizcja sprzyja zwalczaniu podstawowego problemu II RP i PRLu -czyli rozdrobnieniu. Rozdrobnieniu rolnym, słabej urbanizacji = ubòstwu. Patrz Polska B.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7174
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2018-08-05, 19:32   

Chyba w metropolii. Patrz Polska B widziana z jej wnętrza. Na przykładzie woj. podlaskiego - niski poziom urbanizacji, kiepska infrastruktura. Rozdrobnienie w rolnictwie coraz mniejsze, ale w znacznej mierze jest to wynik struktury demograficznej społeczeństwa, nie celowych działań władz centralnych.

Obecna polityka infrastrukturalna dodatkowo sprzyja ucieczce ludzi z miasta (na przykładzie Białegostoku) do ościennych miejscowości. Praca w większym ośrodku, mieszkanie poza nim i codzienne dojazdy. W sumie nie powinienem tego krytykować, bo sam w ten sposób funkcjonuję. Ale cóż poradzić, skoro miasto zadbało, żeby mój dojazd >20 km trwał ~20 minut do firmy (do ścisłego centrum jakieś 10 minut dłużej w godzinach "szczytu"), a z osiedla sypialni trwałby porównywalnie albo i dłużej?


Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach decentralizacja byłaby lepsza. Co prawda istnieje ryzyko paraliżu władzy poprzez zakłócenie kanałów komunikacji pomiędzy oddalonymi od siebie ośrodkami, ale z drugiej strony decentralizacja utrudniłaby też przejmowanie kolejnych ośrodków władzy (nie tylko wykonawczej) przez pis-bis. Należy też wziąć pod uwagę, że dzisiejsze rozproszenie władzy na kilka ośrodków miałoby jednak inny wymiar niż jeszcze 100 czy 50 lat temu - możliwości techniczne pozwalają na większe skupienie władzy w jednym ośrodku, nawet jeśli fizycznie jest ona rozproszona w więcej niż jednym ośrodku. Mimo wszystko wyciągnięcie np. prokuratury generalnej do takiego Gdańska, TK do Krakowa, NIK do Poznania częściowo mogłoby osłabić zapędy w kierunku autorytaryzmu. Już samo rozproszenie elit (za najważniejszymi instytucjami popłynęłyby też różne biznesy okołoadministracyjne) na różne ośrodki trochę osłabiłoby dominującą rolę stolicy i zwiększyło szanse innych ośrodków.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1228
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2018-08-05, 21:10   

Przeczytałem bestseler sprzed dziesięciolecia. Daniela Kehlmana Rachubę świata. Bardzo lubię takie powieści. Nie za długie, ironiczne ale nie w czczy sposób. Sama konstrukcja narracyjna może nie jest odkrywcza, ale sprawdza się bez większych zarzutów. Zestawienie i przeciwstawienie sobie wizji dwóch wielkich umysłów i osobowości epoki wiele mówi o mechanizmach postępu nie tych, opisywanych przez hagiografów, ale widzianych od środka i banalnej codzienności która jest właściwą osnową pamiętanych potem wiekopomnych czynów i wzlotów umysłu. Bardzo zabawne i przesycone życzliwością dla ludzkich słabości, bez których Wielcy byliby tylko kukłami z brązu.
Nie dokończyłem Nivena i Pournell'a The Mote in God's Eye. Początkowe zainteresowanie zaczęło ustępować irytacji i znudzeniu, bo wydarzenia zaczęły wlec się grzęznąc w nic nie wnoszących scenach. Naiwność z jaką opisany jest kontakt z pierwszą obcą cywilizacją, te niby sprytne wzajemne podchody, papierowość postaci, wizja ostatniego tysiąclecia ludzkiej cywilizacji jak z wyobraźni nastolatka wychowanego na pulpie SF spowodowała, że nie dochodząc do połowy tego niemal 600 stronicowego powieścidła bez żalu odstawiłem ją na półkę. Zadziwiony czytałem pochodzące z wielu lat peany we wpisach na amazonie. Dopiero, gdy, aby zrozumieć jak to może być, że wszyscy tam w USach ją podziwiają, sięgnąłem wzrokiem na goodreads i doznałem ulgi. Nawet mi nie szkoda tego czasu, bo choć lektura nie skończona, to czuję się jakbym posiadł wystarczającą wiedzę na temat tej przez dziadka Heinleina określanej mianem najlepszej historyjki o dzielnych Ziemianach i tajemniczych kosmitach. Nivena zatem też już wykreślam ze spisu mych lektur. Kogo by tu odstrzelić w następnej kolejności?
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
Carmilla 
gołąbeczka


Posty: 500
Skąd: z miasta
Wysłany: 2018-08-05, 23:03   

"Czerwony śnieg" Iana MacLeoda. To z okazji mojej słabości do wampirów. Tych drapieżnych. Ciekawe ujęcie tematu - wampir jak człowiek, którym był zanim "zwampirzał". Czyli chciwy władzy i pieniędzy wykorzysta swoje supermoce by to osiągnąć, uczciwy i z naukowym zacięciem będzie badał czym się stał i co robić, żeby nie zabijać. Do tego pamięć po poprzednikach czyli jestem sobą+tymi, którzy sprawili, że jestem wampirem. Wszystko to przedstawione w ważnych historycznie momentach: rewolucji francuskiej, wojny secesyjnej i prohibicji w USA połączonej z fascynacją komunizmem czyli szczytne idee vs. człowiek.
Generalnie cieszy mnie, że wampir na powrót staje się potworem a nawet kiedy się okazuje, że nie taki straszny jak pobratymcy to nijak się ma do tych romantycznych od Yarbro czy Mayers.
_________________
Recedite plebes! Gero rem imperialem
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4997
Wysłany: 2018-08-06, 15:54   

bio napisał/a:
Daniela Kehlmana Rachubę świata

Skutecznie zachęciłeś. :)
Znaczy, już kupiłam.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19138
Wysłany: 2018-08-06, 17:52   

"Kirke" Madeleine Miller już prawie za mną. Ciekawa powieść, choć mnie nie uwiodła, ani zachwyciła. Autorka opowiada przede wszystkim o kobiecie, los głównej bohaterki to - jak to teraz, pod koniec widzę - droga do odnalezienia spokoju, siebie, miejsca w życiu. Ale wstrzymam się z interpretacją na razie. Zwłaszcza że może nie ma czego interpretować. :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7174
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2018-08-07, 17:54   

Springer pochłonięty. Teraz "14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji" Igora Miecika.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8805
Wysłany: 2018-08-07, 22:57   

Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach - Walter R. Borneman

Pozycja w zamierzeniu jest biografią czterech pięciogwiazdkowych admirałów floty USA, ale tylko po części. Siłą rzeczy nie da się w takiej sytuacji uniknąć opowieści o wojnie, historii, polityce, wszak oficerowie ci piastowali najwyższe stanowiska. Śledząc ich losy, widzimy jednocześnie kilka płaszczyzn. Poznajemy historię powstania współczesnej US Navy, od momentu wojny amerykańsko-hiszpańskiej do czasów apogeum drugowojennego - koncepcje rozwoju, mechanizmy tworzenia nowych rodzajów broni, politykę personalną wraz z rozmaitymi podchodami, rozgrywkami i złośliwościami, itp. Kolejna sprawa to aspekt polityczny (tak wewnętrznie amerykański jak i międzynarodowy), który jest tu momentami eksponowany bardzo mocno. Wszak bohaterowie niniejszego opracowania, ze względu na rangę swoich stanowisk - zwłaszcza Leahy i King - od pewnego momentu, bardziej zajmowali się sprawami globalnej strategii i polityki niż dowodzeniem w ściśle wojskowym sensie. Oczywiście nie dało się też uniknąć stricte militarnego aspektu ale autor bardzo ładnie to przemyślał. Nie powtarza opisów znanych, wielki bitew, nie w tym jest sens tej pozycji. Bitwę o Midway zamyka w zasadzie jednym zdaniem, a może nawet przerwą między akapitami. Później jedynie odnosi się do pewnych aspektów czy wydarzeń, które mają znaczenie dla interesującej go narracji. Książka jest o admirałach i o tym jak "zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach", jej sednem jest holistyczne spojrzenie na proces powstawania potęgi US Navy poprzez życiorysy czterech admirałów.

Rzecz jest bardzo dobrze napisana zarówno pod względem konstrukcyjnym jak i literackim. Podział na rozdziały jest logiczny i zrozumiały. Czyta się świetnie.
Mam dwa zarzuty:
1. Gross książki oczywiście zajmuje historia drugiej wojny światowej. I chociaż faktem jest, że Pacyfik był dla amerykańskiej floty głównym teatrem działań, to jednak wydaje się, że warto by było napisać kilka słów więcej o Atlantyku. Bo w tej chwili jest ich tylko kilka.
2. Odrobinę kulejące tłumaczenie. Nie wiedzieć czemu torpedy napędzane są powietrzem skompresowanym zamiast sprężonego, wczesne niszczyciele miast kontrtorpedowcami zwane są niszczycielami torpedowców, itp. Od czasu do czasu trafiają się kiksy składniowe. Dodatkowo zdarzają się dopiski od tłumacza, coś tam wyjaśniające, w ogromnej większości kompletnie zbędne. Na koniec mamy dziwną manierę w tworzeniu przypisów, nie wiem czy to zasługa autora czy tłumacza.
Tak czy siak, wszystkie te wady razem wzięte nie ujmują opracowaniu zbyt wiele.

Wydane zgrabnie, twardookładkowo z estetycznym layoutem. Standardowo w takich przypadkach kilka mapek plus garść zdjęć.

Dla zainteresowanych tematyką rzecz konieczna.
9/10
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19138
Wysłany: 2018-08-09, 14:49   

Do recenzji "Woda na sicie" Anny Brzezińskiej. Zacząłem czytać i podoba mi się. Tym razem autorka przygotowała chyba bardziej konwencjonalną powieść. Klimatem trochę przypomina niektóre opowiadania ze zbioru "Wody głębokie jak niego". Fabuła osadzona w fantastycznym świecie podobnym do renesansowej Italii. Narracja jest pierwszoosobowa - z punktu widzenia oskarżonej kobiety zeznającej przed inkwizycją. Styl autorki na wysokim poziomie. Nie wiem, czy powieść nie okaże się zbyt ambitna dla masowego czytelnika. Póki co - podoba mi się.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Katedra


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,68 sekundy. Zapytań do SQL: 12