Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Jeden żywot czy wiele ? - inspiracja Ziemiomorzem :)
Autor Wiadomość
wred 


Posty: 2778
Wysłany: 2007-11-01, 19:57   Jeden żywot czy wiele ? - inspiracja Ziemiomorzem :)

Właśnie kończę 'Opowieści z Ziemiomorza' - końcowy cykl Ziemiomorza. Jakoś tak wyszło że nigdy nie czytałem ostatniego tomu tego cyklu, a przedostatni chyba mocno po łebkach :oops: .

Naszło mnie podczas lektury coś takiego: Analogia przedstawionej w Ziemiomorzu 'Suchej Krainy' i sytuacji ludzi z Archipelagu udających się tam po śmierci do sytuacji jaką postrzegam u chrześcijan: jeden żywot, pragnienie życia wiecznego, zmartwychwstanie itd. Alternatywą będzie nieskończony cykl życia/śmierci jaki następuje po zburzeniu muru 'Suchej Krainy' (i jaki miał miejsce wcześniej) - a jaki utożsamiam z ideą reinkarnacji zaczerpniętą z Dalekiego Wschodu. Le Guin ukazała oczekiwanie dusz w Suchej Krainie jako bez mała koszmar, sztuczne oddzielenie się od Natury i jej cykli. Nie sądzicie, że pragnienie życia wiecznego w formie jaką ją głosi chrześcijaństwo może powodować podobne problemy ?
 
 
Shadowrunner 
Dusza Dzikiego Ludu


Posty: 404
Skąd: Majorat Rabsztyński
Wysłany: 2007-11-02, 03:13   

wred napisał/a:
Nie sądzicie, że pragnienie życia wiecznego w formie jaką ją głosi chrześcijaństwo może powodować podobne problemy ?


Baaaa - nawet nie może - ale w/g mnie powoduje. Stąd uważam, że lepiej w piekle pod garami do ognia podkładać niźli w anielskim chórze na niebiesiech kwilić po wieki :mrgreen:
Koncepcja życia wiecznego - skończoności świata przez sąd ostateczny i cała ta chrześcijańska nadbudowa, filozofia, wieczność, determinizm itp. itd. to bardzo wydumana koncepcja i trochę, rzekłbym... totalistyczna.

Koncepcja odradzania się - tej cykliczności - jako bardziej pierwotna jest niejako bardziej naturalna, bo zapewne wymyślono ją dzięki obserwacjom cykliczności w przyrodzie, stąd też wydaje się ona - w każdym razie dla mnie - bliższa pewnym pierwotnym dążeniom ludzkiej duszy ku prostocie i wolności - bez tych całych okowów wydumania i przeteologizowania, które cechują tą pierwszą koncepcję.

Tedy pierwsza jaki się jako niesłychanie statyczna - skostniała, zamknięta, ograniczona, mimo iż rzekomo wieczna. Druga ma naturę dynamiczną - a więc o otwartym wachlarzu nieskończonych możliwości, zapętlających się bez końca ani początku. Nie dość, że jest to mniej totalistyczne, to w dodatku bliższe rzeczywistemu porządkowi wszechświata (czy może raczej: chaotycznemu brakowi porządku w nim :P ) - bo bardziej pierwotne a przez to prostsze i bardziej naturalne. Stąd też wieczne oczekiwanie może i ma prawo jawić się jako piekło.
_________________
"Summoned I come... Why do you come here? I come to serve... Who do you serve? I serve the truth... What is the truth? That we are one people, one voice... Will you follow me into fire? Will you follow me into darkness? Will you follow me into death? I will follow... Then follow."

Polskie forum eRPG
 
 
makatka 
Zapluta Wiedźma


Posty: 939
Skąd: wprost z absurdu
Wysłany: 2007-11-02, 09:42   

Do mnie o wiele bardziej przemawia odrodzanie w dązeniu do doskonałości, niż wieczne trwanie. A dlaczego to dosyć dobrze oddał w swoim poście Szadoł. Być może również na moją opinię ma wpływ fakt, że chrześcijanizm do mnie kompletnie nie przemawia, a jego rytuały tworzą u mnie wybuchowa mieszaninę znudzenia, ubawu i zniesmaczenia.
_________________
Pitbull- morderca miejsca w łóżku i Twoich kanapek.

zimo, zimo... WYPIERDALAJ!
 
 
wred 


Posty: 2778
Wysłany: 2007-11-09, 01:06   

Shadowrunner napisał/a:
Baaaa - nawet nie może - ale w/g mnie powoduje. Stąd uważam, że lepiej w piekle pod garami do ognia podkładać niźli w anielskim chórze na niebiesiech kwilić po wieki :mrgreen:
hrh :) - no tak, zmiania się wystrój ale podobna stagnacja :)

Ja też jakoś na poziomie 'komórkowym' jestem przekonany o cykliczności istnienia. Nie mam na to żadnych dowodów (poza jakimiś sesjami regresingu - ale kto by ufał hipnozie ;P), ale to jest o wiele bardziej logiczne. Nawet prawo zachowania energii za tym optuje. Absurdalna wydaje mi się myśl, że mogłoby być tak, że istnieję ułamek chwili w skali wieczności, jestem głupcem jakim jestem, dokonuję całej masy złych wyborów i mam za te 60-80 lat za to przez resztę czasu całego wszechświata sławić coś czego nie pojmuję, albo być ukarany z tego samego powodu - absurd.
 
 
Regissa 
wredna wiedźma


Posty: 578
Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-11-09, 15:19   

Ale co to znaczy wieczność? Nieograniczona ilość czasu, czy też rzeczywistość "bezczasowa", gdzie zawsze jest "teraz"? Dla mnie to właśnie ta druga sytuacja, a śmierć to właśnie wyzwolenie z czasu. Dlatego (między innymi) nie podoba mi się teoria reinkarnacji, bo ona oznaczałaby powtórne zamknięcie w pułapce czasu kogoś, kto się właśnie z niej uwolnił ;) A co do zasady zachowania energii, to przecież chrześcijaństwo głosi, że stara ziemia przeminie i odrodzi się jako nowa "na końcu czasów", kiedy też odrodzą się wszyscy ludzie, na nowo w ciałach, z tym że w swoich własnych, a nie cudzych. A ponieważ wieczność jest bezczasowa, gdzie zawsze jest "teraz", to dlaczego nie zaryzykować twierdzenia, że z punktu widzenia człowieka umierającego już właśnie w tej chwili jest "koniec czasów"?
Ostatniego tomu "Ziemiomorza" jeszcze nie czytałam, więc na ten temat się nie wypowiem, ale z Twojego opisu, Wred, już mi się wykluwa wizja inna, dość zbliżona do chrześcijaństwa. ;) Myślę, że kiedyś jeszcze wrócę do tego wątku.
_________________
Paskudny otacza nas świat. Ale to nie powód, byśmy wszyscy paskudnieli. Yurga z Zarzecza
 
 
wred 


Posty: 2778
Wysłany: 2007-11-09, 18:36   

A co to znaczy bezczasowa ? - istnienie wiąże się z przemijaniem, z postrzeganiem zmian w czasie - bez zmian, bez czasu nie ma istnienia, nie ma świadomości :) , w każdym razie jest jakaś niewesoła sytuacja w której nie chciałbym się znaleźć.

Wizja jest taka: bez kresu, bez celu, bez nadziei, bez wspomnień, ludzie (albo ich eteryczne odpowiedniki) snują się po śmierci po owej 'mrocznej krainie', ewidentnie cierpią - niektórzy siłą nawyku kontynuują życiowe aktywności, ale nie ma w tym emocji, nie ma serca, jest wyuczona czynność, automatyczna, z czasem i tak zapominana. Wypisz wymaluj wizja czyśca :) - jeżeli doszukać się analogii. Generalnie wizja niemiła, straszna w moim odczuciu.

Z drugiej strony ciągły cykl zmian. W miniaturowym odcinku cykl od obudzenia się do zaśnięcia. Ludzie budzą się z nowymi siłami (narodziny), radośni, wykonują aktywności, uspokajają aktywności, zasypiają (śmierć). Nie wiedzą czy obudzą się kolejnego dnia. Dlatego cieszą się każdą chwilą. Rozciągam to na całe życie. W czym taka wizja jest gorsza ?. Dlaczego czegoś tak wspaniałego jak życie mają dostąpić tylko na moment, a potem co ? Pozytywniejsza jest wizja wiecznego rozwoju ( duszy / świadomości / ... ) ku doskonałości ( osiągnięciu poziomu absolutu / Oświeceniu / ... ), gdzie mają możliwość naprawienia swoich błędów ( karma ), rozwinięcia mądrości, współczucia ( i innych doskonałych cech ), gdzie bardzo często życie przeżywane jest nieświadomie, nie ma w nim nic wartościowego, pięknego. Jak osoba mająca takie wrażenia w umyśle ( np. od małego zabijająca / prostytuująca się / ... ) może czuć się wewnętrznie godna do zjednania się z doskonałością przed którą wg chrześcijaństwa stanie po śmierci ? Wydaje mi się, że nie będzie w stanie. I co wówczas ? Klops.
 
 
bartold


Posty: 71
Skąd: Miasto Drzwi
Wysłany: 2007-11-14, 01:17   

Chyba jednak ludzi ciągnie wizja wielu żywotów... No co, Planescape: Torment jest ceniony, nie? :D
_________________
Flame over all...
 
 
Damian907 


Posty: 15
Wysłany: 2008-11-30, 17:50   

Regissa napisał/a:
Dlatego (między innymi) nie podoba mi się teoria reinkarnacji, bo ona oznaczałaby powtórne zamknięcie w pułapce czasu kogoś, kto się właśnie z niej uwolnił ;)


Mylisz śmierć z oświeceniem.

Regissa napisał/a:
A co do zasady zachowania energii, to przecież chrześcijaństwo głosi, że stara ziemia przeminie i odrodzi się jako nowa "na końcu czasów", kiedy też odrodzą się wszyscy ludzie, na nowo w ciałach, z tym że w swoich własnych, a nie cudzych.


Zoombie? brrrrrrrr


Bez reinkarnacji powstaje wiele pytań na które biblia nie jest w stanie odpowiedzieć.
_________________
"Istnieje bardzo prosty sposób, by stać się Buddą. Nie czyńcie zła, nie lgnijcie do życia i śmierci, miejcie głębokie współczucie dla wszystkich odczuwających istot, odnoście się z szacunkiem do tych ponad wami i bądźcie uprzejmi dla tych, którzy stoją niżej. Porzućcie nienawiść i pragnienia, zmartwienia i smutek – oto co zwie się Buddą. Nie szukajcie niczego innego." - Eihei Dogen Zenji, Shoi


www.buddyzm.edu.pl
 
 
Wulf 
wilczy błazen


Posty: 1381
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-11-30, 18:51   

Damian907 napisał/a:
Bez reinkarnacji powstaje wiele pytań na które biblia nie jest w stanie odpowiedzieć
z reinkarnacja powstają inne, na które zarówno Biblia, jak i nikt inny nie potrafi odpowiedzieć. Urok życia pozagrobowego - gówno wiadomo, dopóki się samemu nie zajrzy :D
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7402
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-12-01, 08:51   

Damian907 napisał/a:
Bez reinkarnacji powstaje wiele pytań na które biblia nie jest w stanie odpowiedzieć.
Trafiles miedzy ludzi, sposrod ktorych wielu uwaza, ze biblia w ogole na niewiele pytan jest w stanie odpowiedziec ;)
A twoja wypowiedz sugeruje, ze reinkarnacja jest odpowiedzia na wszystko. Tylko prosze, nie mow, ze dzieki reinkarnacji dowiemy sie kto zabil JFK oraz co stalo sie z Atlantyda.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-01, 09:14   

Ja katolikiem wprawdzie jestem fatalnym, ale mnie Biblia odpowiada na wszystkie istotne pytania dotyczące egzystencji i wiary. Dziwię się ludziom, którzy zmieniają wyznanie z katolickiego na islam. To już trzeba mieć trochę pod sufitem nie ten teges, ale wolna wola w końcu. Można robić nawet głupstwa.

W reinkarnację nie wierzę, może to kwestia takiego a nie innego wychowania. Udowodnić się jej nie da, zaprzeczyć także. Podobnie jak kwestiom biblijnym. A i nie potrzebuję takiej deski ratunku: że się znowu odrodzę. I co z tego? Przecież nie będę w dalszym ciągu Romulusem tylko - może - jakąś muszką owocówką. A nawet, jeśli odrodzę się jako potomek króla Anglii - też mi to w niczym nie pomoże, bo nie będę miał świadomości tego, że żyłem już na tym świecie. (Choć myśl, że mógłbym odrodzić się jako Rosjanin lub talib, czy inny muzułmanin przeraża mnie równie mocno co wizja piekła - taki pożytek z reinkarnacji). W medytację będącą czymś więcej niż doraźnym wyciszeniem, nie wierzę. W sumie "medytując" w kościele też można się wyciszyć i uspokoić wewnętrznie. Albo zamykając się na jakiś czas w klasztorze (co ponoć bardzo popularne jest dziś w wielkich miastach).

Ostatecznie, wizja chrześcijańskiego nieba bardziej mnie pociąga, niż ponowne odradzanie się po to, aby znowu na tym łez padole, powtarzać wszystko od początku. Nie, dziękuję.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Kennedy 
Sepulka


Posty: 601
Skąd: Chasm City
Wysłany: 2008-12-01, 12:09   

Romulus napisał/a:
. A i nie potrzebuję takiej deski ratunku: że się znowu odrodzę. I co z tego? Przecież nie będę w dalszym ciągu Romulusem tylko - może - jakąś muszką owocówką. A nawet, jeśli odrodzę się jako potomek króla Anglii - też mi to w niczym nie pomoże, bo nie będę miał świadomości tego, że żyłem już na tym świecie. (Choć myśl, że mógłbym odrodzić się jako Rosjanin lub talib, czy inny muzułmanin przeraża mnie równie mocno co wizja piekła - taki pożytek z reinkarnacji).

A widzisz, bo reinkarnacja to nie jest żaden ratunek, tylko takie błedne koło. Rodzisz się, umierasz, znowu się rodzisz i znowu umierasz i tak w kółko, kompletnie bez żadnego sensu. Prawie jak piekło. Wyjściem z tego jest nirwana, czyli osiągnięcie stanu po którym już się nie odrodzisz, czyli uwolnisz się z samsary (ciągu powtórnych narodzin). Przynajmniej tak wynika z tego, co mi mówili na wykładach o buddyzmie.

Sam wychodzę z założenia, że nie da się stwierdzić niczego na pewno o tym co jest ewentualnie po śmierci, gdyż ludzkie poznanie tam zwyczanie nie sięga. To jest jedna z tych sytuacji, gdzie trzeba czegoś doświadczyć, żeby móc coś o danej rzeczy orzec ( ;) ), a że każdy tego kiedyś doświadczy, to i po co sobie łeb zawracać, w swoim czasie się każdy wszystkiego dowie (albo i nie, jeślli po śmierci niczego nie ma - ale to też dobrze, bo nawet się nie dowiemy że nas nie ma).
Konsekwentnie rzecz biorąc, w kwestii śmierci i tego co poza nią, zarówno Biblia, jak i doktryny buddyjskie, hinduskie, muzułmańskie, jak i wierzenia plemion z Górnej Wolty mają dla mnie taką samą zerową wartość.
 
 
Damian907 


Posty: 15
Wysłany: 2008-12-01, 15:55   

Romulus napisał/a:
Ja katolikiem wprawdzie jestem fatalnym, ale mnie Biblia odpowiada na wszystkie istotne pytania dotyczące egzystencji i wiary.


Musisz być bardzo szczęśliwym człowiekiem z taką wszechwiedzą ;)

Romulus napisał/a:
Dziwię się ludziom, którzy zmieniają wyznanie z katolickiego na islam. To już trzeba mieć trochę pod sufitem nie ten teges, ale wolna wola w końcu. Można robić nawet głupstwa.


Nie lubie islamu, katolicyzm jednak nawet z biblią ma niewiele wspólnego:

http://video.google.pl/vi...366271894192472

Romulus napisał/a:
A i nie potrzebuję takiej deski ratunku: że się znowu odrodzę. I co z tego?


Nie bedziesz cierpiał WIECZNYCH męk w swoim chrześcijańskim piekle :mrgreen:

Romulus napisał/a:
Przecież nie będę w dalszym ciągu Romulusem


Czy jesteś ciągle tym samym Romulusem który pił swoje pierwsze piwo, tym samym który pierwszy raz wagarował - Czy nic się nie zmieniło?

Romulus napisał/a:
- może - jakąś muszką owocówką.


Nie wierze w takie coś ;)
Można się odrodzić tylko w ludzkim ciele.

Romulus napisał/a:
A nawet, jeśli odrodzę się jako potomek króla Anglii - też mi to w niczym nie pomoże, bo nie będę miał świadomości tego, że żyłem już na tym świecie.


Mogłoby to tylko zaszkodzić, chociaż ludzie którzy długo np. medytują mają pamięć (choćby urywkową) poprzenich wcieleń.

Romulus napisał/a:
Ostatecznie, wizja chrześcijańskiego nieba bardziej mnie pociąga, niż ponowne odradzanie się


Wszyscy lubią miłe słówka.

Romulus napisał/a:
ponowne odradzanie się po to, aby znowu na tym łez padole, powtarzać wszystko od początku.


Nie od początku, tylko od momentu gdzie się zatrzymaliśmy :mrgreen:
_________________
"Istnieje bardzo prosty sposób, by stać się Buddą. Nie czyńcie zła, nie lgnijcie do życia i śmierci, miejcie głębokie współczucie dla wszystkich odczuwających istot, odnoście się z szacunkiem do tych ponad wami i bądźcie uprzejmi dla tych, którzy stoją niżej. Porzućcie nienawiść i pragnienia, zmartwienia i smutek – oto co zwie się Buddą. Nie szukajcie niczego innego." - Eihei Dogen Zenji, Shoi


www.buddyzm.edu.pl
 
 
Wulf 
wilczy błazen


Posty: 1381
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-12-01, 16:09   

Damian907 napisał/a:
Można się odrodzić tylko w ludzkim ciele.
skąd wiesz? :)
Damian907 napisał/a:
mają pamięć (choćby urywkową) poprzenich wcieleń.
jesteś pewien? :)
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-01, 17:39   

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:
Ja katolikiem wprawdzie jestem fatalnym, ale mnie Biblia odpowiada na wszystkie istotne pytania dotyczące egzystencji i wiary.


Musisz być bardzo szczęśliwym człowiekiem z taką wszechwiedzą ;)


Żadna wszechwiedza - wystarczy uwaga i umiejętność czytania ze zrozumieniem i... wiara. A przy reinkarnacji jest inaczej? Wiary nie trzeba tylko sam rozum wystarczy?

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:
A i nie potrzebuję takiej deski ratunku: że się znowu odrodzę. I co z tego?


Nie bedziesz cierpiał WIECZNYCH męk w swoim chrześcijańskim piekle :mrgreen:


Nie potrzebna do tego reinkarnacja. Wystarczy życie zgodne z zasadami mojej wiary i mogę piekłu z nieba machać :) W końcu zresztą, przyjdzie zdać rachunek ze swego życia a nie przed nim ciągle uciekać...

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:
Przecież nie będę w dalszym ciągu Romulusem


Czy jesteś ciągle tym samym Romulusem który pił swoje pierwsze piwo, tym samym który pierwszy raz wagarował - Czy nic się nie zmieniło?


Jasne że się zmieniło, tyle że tamtego Romulusa który zwiewał z kumplami na wagary i/lub na piwo pamiętam. Suma tych wszystkich doświadczeń z mego zycia składa się w końcu na mnie dziś (jutro...). A co mi przyjdzie po tym, ze się odrodze: od nowa będę musiał nabywać te same umiejętności, przezywać te same radości i bóle i to bez świadomości, że to już kiedyś mi się przytrafiło. Bez możliwości wyciągania wniosków poprzez unikanie powtórnego popełniania tych samych błędów.

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:
A nawet, jeśli odrodzę się jako potomek króla Anglii - też mi to w niczym nie pomoże, bo nie będę miał świadomości tego, że żyłem już na tym świecie.


Mogłoby to tylko zaszkodzić, chociaż ludzie którzy długo np. medytują mają pamięć (choćby urywkową) poprzenich wcieleń.


To oni tak sądzą, że pamiętają, ale pewni być nie mogą, że to nie jakieś złudzenie ich mózgu wywołane medytacją. Nie twierdzę, że to niemożliwe. Twierdzę, że - podobnie jak w przypadku każdej religii - to kwestia wiary. W chrześcijaństwie też trzeba uwierzyć, że Jezus zamienił wodę w wino, był Synem Bozym itd.

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:
ponowne odradzanie się po to, aby znowu na tym łez padole, powtarzać wszystko od początku.


Nie od początku, tylko od momentu gdzie się zatrzymaliśmy :mrgreen:


Znowu: to kwestia wiary. Ale skoro nie pamiętamy poprzedniego życia to co możemy zabrać ze sobą z niego w nowe? Nic. Skoro zaczynamy nowe życie od końca poprzedniego to jest to znowu zaczynanie wszystkiego od początku w innej epoce, czy tej samej - ale bez pamięci o poprzednim. Chyba że się dozna jakiegoś mistycznego oświecenia, które spłynie na ciebie jakimś samopoznaniem i poznaniem wszechrzeczy. Ale to chyba nie zdarza się często, a nawet można powiedzieć - zdarza się niezmiernie wyjątkowo. Skąd ta pewność? Wystarczy spojrzeć na rzeczywistość, na historię, aby stwierdzić, że ludzkość to nadal ułomny twór z punktu widzenia religijnych wymogów i ideałów.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Damian907 


Posty: 15
Wysłany: 2008-12-01, 18:56   

Romulus napisał/a:
Żadna wszechwiedza - wystarczy uwaga i umiejętność czytania ze zrozumieniem i... wiara. A przy reinkarnacji jest inaczej? Wiary nie trzeba tylko sam rozum wystarczy?


To zależy jak się to rozumie, jeśli jako podejście materialistyczne to nie.

Romulus napisał/a:

Nie potrzebna do tego reinkarnacja. Wystarczy życie zgodne z zasadami mojej wiary i mogę piekłu z nieba machać :) W końcu zresztą, przyjdzie zdać rachunek ze swego życia a nie przed nim ciągle uciekać...


No dobra, ale w biblii jest napisane że do nieba raczej trudno się dostać.
Pamiętaj że zawsze ktoś zostanie potępiony i Wasz miłosierny bóg skarze go na WIECZNE potępienie - za klikadziesiąt lat życia w dodatku!


Damian907 napisał/a:
A co mi przyjdzie po tym, ze się odrodze: od nowa będę musiał nabywać te same umiejętności, przezywać te same radości i bóle i to bez świadomości, że to już kiedyś mi się przytrafiło. Bez możliwości wyciągania wniosków poprzez unikanie powtórnego popełniania tych samych błędów.


Druga szansa nie jest zła - przynajmniej nie WIECZNE piekło ;)

Pomyśl co by było gdybyś miał świadomość że Twój sąsiad w poprzednim wcieleniu pobił Cię i zrobił coś złego np. Twojej dziewczynie?

Romulus napisał/a:

To oni tak sądzą, że pamiętają, ale pewni być nie mogą, że to nie jakieś złudzenie ich mózgu wywołane medytacją. Nie twierdzę, że to niemożliwe.


Wiesz to są bardzo zrównoważeni ludzie, chociaż oczywiście masa jest "astrologów".

Damian907 napisał/a:
Znowu: to kwestia wiary. Ale skoro nie pamiętamy poprzedniego życia to co możemy zabrać ze sobą z niego w nowe?


Nasz bagaż w postaci naszych działań które przyniosły skutki "karmiczne".

Romulus napisał/a:

Skoro zaczynamy nowe życie od końca poprzedniego to jest to znowu zaczynanie wszystkiego od początku w innej epoce, czy tej samej - ale bez pamięci o poprzednim.


Skoro się odrodziliśmy to znaczy że potrzebujemy się czegoś jeszcze nauczyć.

Romulus napisał/a:

Chyba że się dozna jakiegoś mistycznego oświecenia, które spłynie na ciebie jakimś samopoznaniem i poznaniem wszechrzeczy. Ale to chyba nie zdarza się często, a nawet można powiedzieć - zdarza się niezmiernie wyjątkowo. Skąd ta pewność? Wystarczy spojrzeć na rzeczywistość, na historię, aby stwierdzić, że ludzkość to nadal ułomny twór z punktu widzenia religijnych wymogów i ideałów.


To wszystko przez monoteizm, polecam odwiedzić daleki Wschód ;)
_________________
"Istnieje bardzo prosty sposób, by stać się Buddą. Nie czyńcie zła, nie lgnijcie do życia i śmierci, miejcie głębokie współczucie dla wszystkich odczuwających istot, odnoście się z szacunkiem do tych ponad wami i bądźcie uprzejmi dla tych, którzy stoją niżej. Porzućcie nienawiść i pragnienia, zmartwienia i smutek – oto co zwie się Buddą. Nie szukajcie niczego innego." - Eihei Dogen Zenji, Shoi


www.buddyzm.edu.pl
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-01, 21:46   

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:

Nie potrzebna do tego reinkarnacja. Wystarczy życie zgodne z zasadami mojej wiary i mogę piekłu z nieba machać :) W końcu zresztą, przyjdzie zdać rachunek ze swego życia a nie przed nim ciągle uciekać...


No dobra, ale w biblii jest napisane że do nieba raczej trudno się dostać.
Pamiętaj że zawsze ktoś zostanie potępiony i Wasz miłosierny bóg skarze go na WIECZNE potępienie - za klikadziesiąt lat życia w dodatku!


:mrgreen: Ja nie znam fragmentów Biblii mówiących o tym, że do nieba trudno się dostać. Wręcz przeciwnie. Nie mam pod ręką więc cytował nie będę, ale na każdy twój cytat z Biblii, o tym że trudno się do tego pensjonatu dostać mogę znaleźć ze sto, że jest inaczej. Na religii uczono mnie właśnie tego, że droga do nieba nie jest trudna jeśli się żyje zgodnie z nakazami wiary. Tylko tyle i aż tyle. A o miłosierdziu boskim nie słyszałeś??? Jeśli chodziłeś na religię to do bardzo skrzywionego psychicznie człowieka widać, bo - nie obraź się - albo Biblii nie czytałeś, albo mam ogromnie wypaczone pojęcie. Inaczej wiedziałbyś że do piekła nie trafia się na zasadzie: na kogo wypadnie na tego bęc, czy innej rosyjskiej ruletki. Nikt ci nie wywiesi też karteczki na drzwiach: sorry, brak miejsc :) (mój ksiądz byłby ze mnie dumny: do kościoła nie chodze a zbłąkane owieczki nawracam :mrgreen: - jak nic V kolumna Kościoła Katolickiego... upss....)


Damian 907 napisał/a:
Druga szansa nie jest zła - przynajmniej nie WIECZNE piekło ;)

Pomyśl co by było gdybyś miał świadomość że Twój sąsiad w poprzednim wcieleniu pobił Cię i zrobił coś złego np. Twojej dziewczynie?


Ha! Marny przykład. Właśnie takie jest życie - raz na wozie, raz pod wozem. Gdyby było tylko szczęśliwe to byś go nie doceniał itd. Psiakość, czuję się głupio tłumacząc oczywistości. wiem, że moi rodzice (oby żyli długo) kiedyś umrą i będzie mi z tego powodu źle. Ale, Damianie907 - takie jest życie. I czy będę o tym pamiętał 20 lat po ich smierci? No jasne, ale w końcu się z tym pogodzę. Reinkarnacja jest do bani, bo nie zabrałbym do nowego życia swoich wspomnień i doświadczeń, dobrych i złych. Kiedy umierali moi dziadkowie (babcie ich wykończyły) też mi do śmiechu nie było - ale po tych 14 latach musiałbym być chory psychicznie, aby nadal przez to jakoś cierpieć. Było, minęło i koniec...

Damina907 napisał/a:
Romulus napisał/a:

To oni tak sądzą, że pamiętają, ale pewni być nie mogą, że to nie jakieś złudzenie ich mózgu wywołane medytacją. Nie twierdzę, że to niemożliwe.


Wiesz to są bardzo zrównoważeni ludzie, chociaż oczywiście masa jest "astrologów".


Ależ oczywiście, że wierzę iż są zrównoważeni. Katoliccy święci też nie byli w swej masie bandą obłąkańców biegających po łące (choć kilku takich pewnie by się znalazło). Tylko to niczego nie zmienia, bo to czy było to złudzenie czy religijne przeżycie to nadal tylko kwestia wiary.

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:

Skoro zaczynamy nowe życie od końca poprzedniego to jest to znowu zaczynanie wszystkiego od początku w innej epoce, czy tej samej - ale bez pamięci o poprzednim.


Skoro się odrodziliśmy to znaczy że potrzebujemy się czegoś jeszcze nauczyć.


Pierwszy sensowny argument za reinkarnacją. Ale, z drugiej strony - jeśli będę żył np. 80 lat i nie nauczę się wszystkiego "co potrzeba", to myślę, że jestem tak ograniczony, że i kolejnych 150 lat mi nie wystarczy. Ale tu sobie dowcipkuję.

Damian907 napisał/a:
Romulus napisał/a:

Chyba że się dozna jakiegoś mistycznego oświecenia, które spłynie na ciebie jakimś samopoznaniem i poznaniem wszechrzeczy. Ale to chyba nie zdarza się często, a nawet można powiedzieć - zdarza się niezmiernie wyjątkowo. Skąd ta pewność? Wystarczy spojrzeć na rzeczywistość, na historię, aby stwierdzić, że ludzkość to nadal ułomny twór z punktu widzenia religijnych wymogów i ideałów.


To wszystko przez monoteizm, polecam odwiedzić daleki Wschód ;)


Z przyjemnością bym się udał, ale na razie nie skorzystam - za dużo tam islamu (błeh...). Ostatnie zamachy w Bombaju mnie utwierdziły, że są to kraje mało bezpieczne, czyli terroryści osiągnęli swój cel. Jednak mimo to i tak wolę Europę pozwiedzać najpierw.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
  
 
 
Wulf 
wilczy błazen


Posty: 1381
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-12-01, 22:18   

Damian907 napisał/a:
że zawsze ktoś zostanie potępiony
gdzie jest tak napisane?
Damian907 napisał/a:
To wszystko przez monoteizm
a co to ma do rzeczy?
Damian907 napisał/a:
Skoro się odrodziliśmy to znaczy że potrzebujemy się czegoś jeszcze nauczyć.
a może jest inaczej? Skąd pewność, że na pewno jest to wynik potrzeby nauczenia się czegoś... a nie np. złośliwość Boga? :)
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-12-02, 01:41   

Romulus napisał/a:
Na religii uczono mnie właśnie tego, że droga do nieba nie jest trudna jeśli się żyje zgodnie z nakazami wiary.

Czyli konkretniej jakie życie?
Chrześcijaństwo jest o tyle proste, że ma się jedno życie i albo po nim poleci się do piekła (a kto do niego idzie wie tylko Bóg, więc pojęcia "do nieba łatwo/trudno się dostać" pozostaną dla nas relatywne) albo do nieba, natomiast buddyzm uważa, że życie to cierpienie i ten kto sobie to uświadomi będzie mógł wyjść z koła reinkarnacji (samsary) i pozbyć się cierpienia (nie jest to jednak pogrążenie się w niebycie czy wieczna śmierć).
Wielość inkarnacji ma właśnie służyć poznaniu tej prawdy (tudzież jak to się określa szerzej, bo ja dość upraszczam, "czterech szlachetnych prawd"), uświadomieniu sobie, że to wszystko już się przeżywało i że można się z tego wyrwać. Suma doświadczeń ze wszystkich wcieleń składają się na naszą podświadomość.
Romulus napisał/a:
(Choć myśl, że mógłbym odrodzić się jako Rosjanin lub talib, czy inny muzułmanin przeraża mnie równie mocno co wizja piekła - taki pożytek z reinkarnacji)

A jako upiór z otworem gębowym wielkości ucha igielnego żywiący się wyłącznie kałem? ;) (buddyjska klasyka)
Odrodzenie się jako człowiek ma ten przywilej, że pozwala wyjść z koła samsary, natomiast odrodzenie się jako coś mniejszego lub większego (vide bóg) na to z różnych przyczyn nie pozwala.
Wulf napisał/a:
a może jest inaczej? Skąd pewność, że na pewno jest to wynik potrzeby nauczenia się czegoś... a nie np. złośliwość Boga? :)

Bo Boga nie ma - i sprawa złośliwości Boga w buddyzmie rozwiązana. ;)
pozdrawiam
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-02, 07:56   

!!!!
A 10 przykazań to co? Oczywiście, że w chrześcijaństwie to Bóg ostatecznie decyduje kto "wchodzi" do jego teamu a kto nie. Ale to na podstawie choćby tego, czy i jak się człowiek w ciągu życia zachowywał, czyli czy żył zgodnie - choćby - z przykazaniami. Toż to klasyka.

No nie wiem Jander, czy nie wolałbym być tym potworem mając w perpsektywie taliba, czy Rosjanina... Nie miałbym świadomości tego kim jestem. Co jest ostatecznie lepsze od bycia psem Kremla lub brudnym brodaczem.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-12-02, 16:03   

10 przykazań czyli 10 razy nie, czyli jak nie być złym człowiekiem. A bycie dobrym człowiekiem? Poza tym przykazania to raczej nie zasady wiary, prędzej zasady wyznania, np. o Jezusie to tam nie ma ani słowa, a "kto we mnie wierzy, ma życie wieczne" więc... ;)

Poza tym - jakie Ty masz pojęcie o Rosjanach i muzułmanach? Ilu z nich znasz? Skąd
czerpiesz o nich informacje? Ile razy byłeś na wschodzie? Bo z tego co widzę to masz bardzo ograniczone horyzonty pod tym względem, co nie daje mi spokoju, bo choćby mieszkam parunastoma Rosjanami na piętrze i niczym się oni nie różnią od znanych mi ludzi.
pozdrawiam
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-02, 17:07   

Pozostając w temacie reinkarnacji: musiałem w poprzednim życiu być Rosjaninem albo talibem (lub podobnym) albo jakimś zesłańcem na Syberię.

A poza tym: skoro 10 przykazań to za mało dorzucę jeszcze: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego (o! tu mam mankamenty...); nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe. A czy "jak nie być złym człowiekiem" to nie wystarczy, aby być dobrym?
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Wulf 
wilczy błazen


Posty: 1381
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-12-02, 17:12   

Jander napisał/a:
bo choćby mieszkam parunastoma Rosjanami na piętrze i niczym się oni nie różnią od znanych mi ludzi.
Jander... to zdanie zabrzmiało, jakby Rosjanie nie byli ludźmi :D
Jander napisał/a:
10 przykazań czyli 10 razy nie, czyli jak nie być złym człowiekiem. A bycie dobrym człowiekiem?
Zło to brak dobra ;) Dobro to brak zła ;)
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3115
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-12-02, 18:29   

Romulus napisał/a:
A poza tym: skoro 10 przykazań to za mało dorzucę jeszcze: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego (o! tu mam mankamenty...); nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe. A czy "jak nie być złym człowiekiem" to nie wystarczy, aby być dobrym?

No nie wystarczy. Nawet w tych dwóch przykazaniach zostaje dużo miejsca na interpretację słowa "bliźni".
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-12-02, 19:10   

Wulf napisał/a:
Jander... to zdanie zabrzmiało, jakby Rosjanie nie byli ludźmi :D

Nacisk w mojej wypowiedzi był położony na "znanych" mi ludzi. ;)
Wulf napisał/a:
Zło to brak dobra ;) Dobro to brak zła ;)

To tak możemy sobie rozkminiać w nieskończoność, chodzi mi o konkrety. ;)
pozdrawiam
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Damian907 


Posty: 15
Wysłany: 2008-12-02, 22:19   

Kilka słów o 10 przykazaniach, POLECAM

http://www.youtube.com/watch?v=5QpOs4w6TYg

:mrgreen:
_________________
"Istnieje bardzo prosty sposób, by stać się Buddą. Nie czyńcie zła, nie lgnijcie do życia i śmierci, miejcie głębokie współczucie dla wszystkich odczuwających istot, odnoście się z szacunkiem do tych ponad wami i bądźcie uprzejmi dla tych, którzy stoją niżej. Porzućcie nienawiść i pragnienia, zmartwienia i smutek – oto co zwie się Buddą. Nie szukajcie niczego innego." - Eihei Dogen Zenji, Shoi


www.buddyzm.edu.pl
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17265
Wysłany: 2008-12-02, 22:28   

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Dobre, naprawdę dobre... Ameryka widać wyzwala się z political correcntess: można już się śmiać z żydowskiego Starego Testamentu. Niedługo może będzie można śmiać się z Dalajlamy. Zresztą, wszyscy się już z niego śmieją i tak (za plecami: face to face to oczywiście Wielki Autorytet)... Zatem może kiedy reinkarnuje się Dalajlama (on może?), to będzie nowych pierwszym sekretarzem Komunistycznej Partii w Chinach?

Zakończenie: zachowaj swoją religię dla siebie...
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Wulf 
wilczy błazen


Posty: 1381
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-12-04, 16:28   

Romulus napisał/a:
Ameryka widać wyzwala się z political correcntess:
Ameryka nigdy nie była political correct ;) z resztą tam ciągle mówi się "God bless America", "In God we trust". Nie ma więc wyzbycia się swojej przeszłości... chociaż chrześcijan w Ameryce znowu nie ma aż tak wielu by totalnie dominowali. Wystarczy popatrzyć na takiego Larry'ego Flynta i jego zachowania, wystarczy posłuchać niektórych skeczy z lat 80tych. Nie ma poprawności politycznej. Howard Stern też za spokojny nie był. Political Correct to bardziej ideał brytyjski, gdzie faktycznie robi się absurdalnie powoli, bo na Boże Narodzenie, angielski MEP nie może wysłać swoim wyborcom kartki świątecznej... tylko "holidayową" :D
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant | Craiis ]

Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 12