Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Ecce Homo
Autor Wiadomość
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2007-12-22, 22:01   Ecce Homo

No właśnie... Oto człowiek... Lecz czym on tak na prawdę jest? Po co i dlaczego żyje? Czym się kieruje w swoim życiu i co jest dla niego najważniejsze? Czy jest istotą wyjątkową, czy tylko lepiej rozwiniętym zwierzęciem?
Temat, jeśłi tak go można nazwać, "ogólnofilozoficzny" dotyczący samego człowieka - jego miejsca w świecie(i wszechświecie), stosunku do innych istot, sensu jego egzystencji itp.
P.S. Tak, dyskusja w "Wegetarianiźmie" mnie zainspirowała. :P (i nie chciałem tam zbyt dużego OT robić ^^")
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Asuryan 
Król Bogów

Posty: 3320
Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-23, 14:34   Re: Ecce Homo

Arlzermo napisał/a:
Oto człowiek... Lecz czym on tak na prawdę jest?

Człowiek jest ssakiem i wyjątkowo rozwiniętym zwierzęciem, które osiągnęło supremację na Ziemii.

Arlzermo napisał/a:
Po co i dlaczego żyje?

Żyje bo został urodzony i udało się mu nie umrzeć :mrgreen: A po co :?: A z tym to różnie bywa. Niektórzy po to by nie odejść w całkowity niebyt związany ze śmiercią, niektórzy by zostawić po sobie potomków lub zapisać się na trwale w historii, niektórzy by mieć lepszy byt po swej śmierci.

Arlzermo napisał/a:
Czym się kieruje w swoim życiu i co jest dla niego najważniejsze?

A to już całkowicie zależy od jednostki :P Tyle ilu jest ludzi, tyle może istnieć motywów kierujących ich postępowaniem.
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-12-23, 16:46   

Człowiek to przede wszystkim istota żywa.
Świadoma i inteligentna. Zdolna do tworzenia na swoje potrzeby sztucznego środowiska zycia- kultury.

Po co i dla czego żyje?
Życie jako takie jest bez sensu.
Jak dla mnie (lecz dotyczy to tylko mojej wiary), życie jest okazją do wewnetrznego rozwoju, szansą na zdobycie doświadczeń. Wykształcenie w sobie pozytywnych cech ducha, a z czasem "uwolnienie" się z fizycznego życia.
Może to niebyt, może to raj, albo nirwana- nazwać to można jak się chce.
Życie w swej fizycznej formie, jako takie nie ma celu innego niż tylko podtrzymywanie ciągłego procesu odnowy gatunku.

A czym człowiek się kieruje? To już oczywiste.
Porządaniem, albo wyrzeczeniem się porządania.
Te dwa czynniki są motywacją wszystkiego.
Albo pragniesz coś zyskać, albo chcesz się dzielić. Zabierasz, albo dajesz coś od siebie.
Możesz też zabierać coś by dać innym itd.
Ale zawsze motywacją jest chęć posiadania czegoś, lub chęć dawania.
To motor napędzający nasze życie i działanie naszych społeczeństw.

Arlzermo napisał/a:
Czy jest istotą wyjątkową, czy tylko lepiej rozwiniętym zwierzęciem?


Jedno i drugie.
Fizycznie jesteśmy tylko ssakami. Wysoko rozwiniętą formą zwierząd.
Duchowo i mentalnie jesteśmy inni i wyjątkowi.
Różnica polega na tym, że my możemy świadomie podejmować decyzje- odpowiadamy za nasze czyny. Zwierzęta nie.
Oczywistym jest więc- spoczywa na nas większa odpowiedzialność, gdyż jesteśmy w stanie zniszczyć nasz świat- w przeciwieństwie do zwierząt, które tego dokonać nie potrafią, ale potrafimy też go bronić przed zagrożeniami.

Istotą człowieczeństwa jest po prostu bycie sobą, samoświadomości, zdolności do rozwoju i odpowiedzialność za siebie i innych. Kto szuka czegoś więcej, raczej nie znajdzie nic co by z tego nie wynikało.
 
 
Prev 
Wina Korwina


Posty: 751
Skąd: Z Twojego ekranu
Wysłany: 2007-12-23, 17:04   

Arlzermo napisał/a:
No właśnie... Oto człowiek... Lecz czym on tak na prawdę jest?

Nie czy jest, lecz czym powinien być - sobą ;P
Arlzermo napisał/a:
Czym się kieruje w swoim życiu i co jest dla niego najważniejsze?

Ja osobiście kieruję się chęcią życia wiecznego (nieosiągalną oczywiście) w świecie materialnym, nie wiem jak inni.
Arlzermo napisał/a:
Czy jest istotą wyjątkową, czy tylko lepiej rozwiniętym zwierzęciem?

Jest wyjątkowym zwierzęciem xD
Nie dotykając kwestii religijnych jesteśmy wysoko rozwiniętą cywilizacją zwierząt. Mamy nad innymi ziemskimi gatunkami panowanie i zarządzamy Ziemią. Dodatkowo zaczynamy podbijać też kosmos, co stawia nas daleko za innymi zwierzętami na Ziemi. Tak, jesteśmy wyjątkami, jesteśmy tu po to, by panować.
_________________
Zapraszam na bloga - http://wirtokracja.blogspot.com/
I zawsze tak wypadnie, że ten, kto ci nie jest przyjacielem, żądać będzie od ciebie neutralności, a ten kto ci jest przyjacielem, żądać będzie otwartego wystąpienia z bronią. - N. Machiavelli
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2007-12-23, 18:55   

Człowiek jest czymś wyjatkowym, bo jako jedyna ziemska istota stworzył cywilizację. Z drugiej strony jest lepiej rozwinietym zwierzęciem, bo ma wiele zwierzęcych instynktów, takich jak instynkt przetrwania, instynkt samozachowawczy, instynkt przetrwania gatunku. Tak jak niektóre inne zwierzeta, zwłaszcza ssaki, ma uczucia wyzsze, takie jak uczucie przywiązania do bliskich.
Niepodobną cechą człowieka do cech innym gatunków zwierząt jest to, że człowiek ma wyjątkową zdolność do niszczenia innych gatunków, i to aż tylu. Żadna równa ani większa liczba gatunków nie wyginęła w inny sposób, niz poprzez działanie człowieka. Człowiek zajmuje jakiś obszar, rozmnaża się na nim, doprowadza do zniszczenia wielu gatunków istot żywych, potem przenosi się na inny teren. Jak słusznie zauwazył agent Smith, przypomina to zachowanie wirusów. :-/ (wirusy nie są zwierzętami ani nawet nie są zaliczane do istot żywych w pełny mtego słowa znaczeniu, więc nie ma porównania do innych). Niestety.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2007-12-23, 22:56   

Człowiek - stworzenie z założenia inteligentnie - choc to różnie bywa...
Człowiek - zwierzę, nadal posiadające przewagę zwierzęcych instynktów.
Człowiek - stworzenie głupie i 'bezładne', stworzenie, które widzi ale nie umie dostrzec, słyszy ale nie potrafi słuchać, czuje ale nie potrafi 'odczuć'
Człowiek - jedyne zwierze, które świadomie niszczy prawdziwe piękno
Człowiek - jedyne zwierze, którego nienawidzę
Ale także...
Człowiek - umiejętność poznania wyzszych uczuć
Człowiek - radość, piękno i dobro
Człowiek - stworzenie, które tworzy piękno nim nie będąc
Człowiek - jedyne zwierze, które może się poczuć w pełni spełnione duchowo

Szkoda tylko, że te pierwsze 'opcje' przeważają, a te drugie wbrew pozorom zaczynają niknąć i przynależą jedynie jednostkom v.v' Jedynie jednostki potrafią dostrzec w codziennym życiu piękno i wewnętrzne tchnienie, wszystko to, co traci w ślepym pedzie mechanicznych czasów...

Au revoir!
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
Prev 
Wina Korwina


Posty: 751
Skąd: Z Twojego ekranu
Wysłany: 2007-12-23, 23:04   

Tanit napisał/a:
Człowiek - stworzenie z założenia inteligentnie - choc to różnie bywa...

Inteligencja jest pojęciem względnym...
Cytat:
Człowiek - zwierzę, nadal posiadające przewagę zwierzęcych instynktów.

Ojej, nie każdy... Nie możemy uogólniać.
Tanit napisał/a:
Człowiek - stworzenie głupie i 'bezładne', stworzenie, które widzi ale nie umie dostrzec, słyszy ale nie potrafi słuchać, czuje ale nie potrafi 'odczuć'

Ach, co za poezja... Ale skoro tego wszystkiego nie potrafi, znaczy że nie jest mu to potrzebne :P
Cytat:
Człowiek - jedyne zwierze, które świadomie niszczy prawdziwe piękno

Piękno jest również pojęciem względnym. Dla mnie piękno to masowa rzeź na polu bitwy, dla kogoś innego to wschód słońca. ;)
Cytat:
Człowiek - jedyne zwierze, którego nienawidzę

A to już subiektywne odczucie
Tanit napisał/a:
Człowiek - umiejętność poznania wyzszych uczuć

Bez nacisku na potrzebę ich poznawania
Tanit napisał/a:
Człowiek - radość, piękno i dobro

Które są... No, nie zgadniecie... Tak, pojęciami względnymi xD
Cytat:
Człowiek - stworzenie, które tworzy piękno nim nie będąc

Patrz wyżej xDDDDD
Tanit napisał/a:
Człowiek - jedyne zwierze, które może się poczuć w pełni spełnione duchowo

Cóż, nie jestem psem, więc nie wiem... Ale może pies też może się spełnić duchowo, zakładam że nie jesteś psem, więc również tego nie wiesz ;)
_________________
Zapraszam na bloga - http://wirtokracja.blogspot.com/
I zawsze tak wypadnie, że ten, kto ci nie jest przyjacielem, żądać będzie od ciebie neutralności, a ten kto ci jest przyjacielem, żądać będzie otwartego wystąpienia z bronią. - N. Machiavelli
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2007-12-23, 23:12   

Prev, skarbie - to właśnie miały być moje odczucia co do pojecia 'człowieka' ;) Więc... pojęcie względne, nie bardzo mi tu pasuje bo to moja subiektywna ocena. Powiedzmy, że mierzę to miarą w miare ogólnie przyjętych zasad i norm zakolorowaną moimi odczuciami :P
Prev napisał/a:
Piękno jest również pojęciem względnym. Dla mnie piękno to masowa rzeź na polu bitwy, dla kogoś innego to wschód słońca.

jasne! zgadzam się... tylko człowiek nie potrafi czasami w niczym dostrzec piękna. A piękno jest we wszsytkim - nawet w masakrze ;)
Prev napisał/a:
Cytat:
Człowiek - zwierzę, nadal posiadające przewagę zwierzęcych instynktów.

Ojej, nie każdy... Nie możemy uogólniać.
Tanit napisał/a:

A tu napisałam (patrz niżej w poprzednim poście), że nie uogólniam i pojawiają się zwroty 'większość' czy 'jednostki' 'niektóre osoby' ... no coś takiego :mrgreen:

Au revoir!
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-09, 11:22   

Beniek napisał/a:
Żadna równa ani większa liczba gatunków nie wyginęła w inny sposób, niz poprzez działanie człowieka.

Jakieś dane potwierdzające tę tezę?
Beniek napisał/a:
Człowiek zajmuje jakiś obszar, rozmnaża się na nim, doprowadza do zniszczenia wielu gatunków istot żywych, potem przenosi się na inny teren. Jak słusznie zauwazył agent Smith, przypomina to zachowanie wirusów. :-/

Chciałem zauważyć, iż inne zwierzęta działają w ten sam sposób - eksploatują obszar na tyle na ile się da. Na szczęście, w ich wypadku oddziaływania antagonistyczne i "straty energetyczne" wsytępujące w ekosystemach kontrolują ich ilość, przez to choćby populacja lwów nie jest w stanie zagrozić populacji antylop, tak by te wyginęły. Ale to nie oznacza, iż one racjonalnie korzystają z zasobów przyrody - po prostu jest ich za mnało by wyrządzić większe szkody. Ale są przykłady działania równie destruktywnego, jak w wypadku człowieka - choćby szarańcza. Przewala się przez olbrzymie połacie terenów, pozostawijąc za sobą głód.
Agent Smith widocznie nie uczył się ekologii. :P
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-05-09, 11:31   

'Człowiek' to różnie interpetowany zestaw norm jakie narzuca nam dana ideologia która wymaga bycia od nas bycia "dobrym człowiekiem" (a nie co warto podkreślić dobrym sobą!). Ponieważ homo sapiens w rozumieniu biologii to zwierze mające zdolność uśmiechania się, chwytny kciuk, i duży mózg ale nadal zwierze, i tak bada go biologia jako przedstawiciela królestwa zwierząt. Człowiek natomiast jako pewna istota która składa się z norm, wyobrażeń, emocji, to produkt społeczny i badają go nauki humanistyczne (socjologia, psychologia). Stąd dwie oddzielne definicje.

Skopiowałem swoje wypowiedzi z tematu o Tybcie. : >
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-05-10, 10:20   

Arlzermo napisał/a:
Jakieś dane potwierdzające tę tezę?

Konkretnych danych nie mam, ale w wielu książkach i tekstach czytałem o ogromnej liczbie tych gatunków - głównie ssaków, ale również niektórych ptaków, gadów i płazów.
Szkoda, że ludzie nie doprowadzili jeszcze do wygiięcia jakiegoś gatunku muchy czy komara - wtedy przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek. Bo na razie ludzie wybijają same pożyteczne zwierzęta, często te, które żywią się szkodnikami.
Arlzermo napisał/a:
inne zwierzęta działają w ten sam sposób - eksploatują obszar na tyle na ile się da. Na szczęście, w ich wypadku oddziaływania antagonistyczne i "straty energetyczne" wsytępujące w ekosystemach kontrolują ich ilość, przez to choćby populacja lwów nie jest w stanie zagrozić populacji antylop, tak by te wyginęły.

W tym rzecz. A populacja ludzi jest w staniezagrozić każdemu innemu gatunkowi. Nic nie kontroluje populacji ludzi. Moze ludzi też powinno się okresowo odstrzeliwać, tak jak wilki czy dziki, żeby za bardzo nie wyniszczyli środowiska. //mysli
Arlzermo napisał/a:
są przykłady działania równie destruktywnego, jak w wypadku człowieka - choćby szarańcza. Przewala się przez olbrzymie połacie terenów, pozostawijąc za sobą głód.

Szarańcza jest głównie szkodnikiem pól uprawnych, czyli terenów, które wytworzyli ludzie, a nie naturalnego terenu. Kiedyś na miejscu wszystkich pól uprawnych były lasy - a tam już szarańcze za bardzo nie zaszkodzą.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-11, 12:54   

Beniek napisał/a:
Konkretnych danych nie mam, ale w wielu książkach i tekstach czytałem o ogromnej liczbie tych gatunków - głównie ssaków, ale również niektórych ptaków, gadów i płazów.

A słyszałeś o wielkich wymieraniach w paleozoiku czy mezozoiku?
Więc proszę cię, nie powtarzaj takich pretensjonalnych banałów, że to człowiek wytłukł najwięcej gatunków zwierząt, co jest bzdurą, bo natura sama swoje dzieci skuteczniej mordowała.
Beniek napisał/a:
Szkoda, że ludzie nie doprowadzili jeszcze do wygiięcia jakiegoś gatunku muchy czy komara - wtedy przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek. Bo na razie ludzie wybijają same pożyteczne zwierzęta, często te, które żywią się szkodnikami.

Rozumiem, że to taka ironia...
Beniek napisał/a:
W tym rzecz. A populacja ludzi jest w staniezagrozić każdemu innemu gatunkowi. Nic nie kontroluje populacji ludzi. Moze ludzi też powinno się okresowo odstrzeliwać, tak jak wilki czy dziki, żeby za bardzo nie wyniszczyli środowiska. //mysli

A to wina ludzi, ze uzyskali taką potężną broń jaką jest rozum? Gady miały swoje pięć minut - teraz niech "pohulają" sobie ssaki.
Beniek napisał/a:
Szarańcza jest głównie szkodnikiem pól uprawnych, czyli terenów, które wytworzyli ludzie, a nie naturalnego terenu. Kiedyś na miejscu wszystkich pól uprawnych były lasy - a tam już szarańcze za bardzo nie zaszkodzą.

Równie dobrze można powiedzieć, że trukucie podjadki są szkodnikami tylko pól uprawnych, bo tam głównie siedzą. --"
Otóż wyjaśniam - szarańcza żre wszystko co im się nawinie.
Inny przykład na destruktywne działanie zwierząt? Pasożyty. Wiele pasożytów doprowadza swojego żywiciela do śmierci - czyli eksploatuje swoje środowisko życia ponad miarę.
Łaku napisał/a:
Człowiek natomiast jako pewna istota która składa się z norm, wyobrażeń, emocji, to produkt społeczny i badają go nauki humanistyczne (socjologia, psychologia).

A i owszem - ale, przynajmniej mi się tak wydaje, że socjologia to tak na dobrą sprawę ekologia zaadaptowana do potrzeb ludzi.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-05-11, 13:08   

Arlzermo napisał/a:
A słyszałeś o wielkich wymieraniach w paleozoiku czy mezozoiku?

Oczywiście, że słyszałem. Ale przez to wyieranie nie została bezpowrotnie zakłócona równowaga w środowisku. Przez działalność ludzi już została.
Arlzermo napisał/a:
Rozumiem, że to taka ironia...

Nie, to prawda. Naprawdę tak myślę. Nienawidzę krwiopijnych i roznoszących zarazki i wirusy robali.
Arlzermo napisał/a:
Gady miały swoje pięć minut - teraz niech "pohulają" sobie ssaki.

Podczas tego "hulania" te ssaki - czyli de facto tylko ludzie - mogą doprowadzić tę planetę do zagłady. Gady nie mogły tego zrobić.
Arlzermo napisał/a:
Wiele pasożytów doprowadza swojego żywiciela do śmierci - czyli eksploatuje swoje środowisko życia ponad miarę.

To tak jak ludzie.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-11, 13:30   

Beniek napisał/a:
Oczywiście, że słyszałem. Ale przez to wyieranie nie została bezpowrotnie zakłócona równowaga w środowisku. Przez działalność ludzi już została.

Doprawdy? A wyginięcie gadów i zaczęcie dominacja ssaków nie jest bezpowrotną zmianą?
Poza tym - czy człowiek spowodował jakieś nieodwracalne zmiany? Jasne, część naukowców twierdzi, że globalne ocieplenie jest winą człowieka. Ale pamiętaj, że spora część również uważa, że jest to naturalny proces, który miał miejsce w dziejach Ziemii już wiele razy.
Jak widzisz eksperci są podzieleni w tego typu opiniach - więc ty nie feruj jednoznacznych wyroków.
Beniek napisał/a:
Nie, to prawda. Naprawdę tak myślę. Nienawidzę krwiopijnych i roznoszących zarazki i wirusy robali.

Nie widzisz rozdźwięku w tym co mówisz? Najpierw jęczysz - "o biedne zwierzątka ciemiężone przez człowieka", a potem mówisz, że powinniśmy wybić muchy, komary itp.
I jeszcze jedno - eksterminacja tych robaczków spodowałaby nieodwracalne zmiany w wielu biocenozach - co ciągle podajesz jako przykład negatywnej działalności czlowieka.
Beniek napisał/a:
Podczas tego "hulania" te ssaki - czyli de facto tylko ludzie - mogą doprowadzić tę planetę do zagłady. Gady nie mogły tego zrobić.

Po pierwsze - nie tylko ludzie z ssaków są dominującym gatunkiem. W innych warunkach również ta gromada wywalczyła sobie "pierwsze miejsca".
Po drugie - już ci o tym wcześniej wspominałem. Nie baw sie w katastrofistę zbyt pochopnie.
Po trzecie - bo gady miały przewagę tylko fizyczną. Nasza pozycja opiera się zasadniczo na rozwiniętym mózgu, co zostało wymuszone przeciwstawnością kciuka. Kto wie - może gdyby gady miały inaczej zbudowaną dłoń, to one teraz by "rządziły"?
Beniek napisał/a:
To tak jak ludzie.

Sam to przyznałeś - przyrodzie nie jest obce bycie wyniszczaną ponad miarę przez niektóre gatunki - te najlepiej przystosowane do życia w danym środowisku.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-05-11, 17:46   

Arlzermo napisał/a:
A wyginięcie gadów i zaczęcie dominacja ssaków nie jest bezpowrotną zmianą?

Gady nie wyginęły. Tylko dinozaury wyginęły.
Arlzermo napisał/a:
Jasne, część naukowców twierdzi, że globalne ocieplenie jest winą człowieka. Ale pamiętaj, że spora część również uważa, że jest to naturalny proces, który miał miejsce w dziejach Ziemii już wiele razy.

Oczywiście, że miał miejsce już wiele razy, tylko że za każdym poprzednim razem odbywało się to o wiele wolniej niż teraz. To, co teraz dzieje się z temperaturą na ziemi, dzieje się tysiące razy szybciej niż wtedy. I to to jest zagrożeniem. Tempo, nie sam fakt ocieplania.
Arlzermo napisał/a:
Najpierw jęczysz - "o biedne zwierzątka ciemiężone przez człowieka", a potem mówisz, że powinniśmy wybić muchy, komary itp.

Te biedne zwierzątka ciemiężone przez człowieka to głównie ptaki, ssaki i gady. A nie owady. Na Ziemi żyje trylion owadów. zdajesz sobie sprawę, co to za liczba?
Arlzermo napisał/a:
eksterminacja tych robaczków spodowałaby nieodwracalne zmiany w wielu biocenozach - co ciągle podajesz jako przykład negatywnej działalności czlowieka.

Nikt nie jest w stanie wyniszczyć tych owadów - ale kręgowce już tak.
Arlzermo napisał/a:
przyrodzie nie jest obce bycie wyniszczaną ponad miarę przez niektóre gatunki - te najlepiej przystosowane do życia w danym środowisku

Żaden organizm na Ziemi nie jest w stanie zniszczyć innego gatunku. Tylko człowiek jest w stanie.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-11, 22:19   

Beniek napisał/a:
Żaden organizm na Ziemi nie jest w stanie zniszczyć innego gatunku. Tylko człowiek jest w stanie.

Powiedz to koronie cierniowej - może się w porę zmityguje i nie wpieprzy całej rafy koralowej. :P
Beniek napisał/a:
Nikt nie jest w stanie wyniszczyć tych owadów - ale kręgowce już tak.

Czasami mam wrażenie, źe odpowiadasz na moje posty, niekoniecznie je czytając. --" Doskonale wiem, że wybicie owadów jest niemożlwie - ale ja się odniosłem do twojego stwierdzenia, że "byłby jakiś pożytek z wytłuczenia komarów itp."
Beniek napisał/a:

Gady nie wyginęły. Tylko dinozaury wyginęły.

A tu przepraszam. :P Musiałem wtedy o jakimś wyjątkowo ponętnym gadzie myśleć i przez pomyłkę go tam wkleiłem. :P
Beniek napisał/a:
Oczywiście, że miał miejsce już wiele razy, tylko że za każdym poprzednim razem odbywało się to o wiele wolniej niż teraz. To, co teraz dzieje się z temperaturą na ziemi, dzieje się tysiące razy szybciej niż wtedy. I to to jest zagrożeniem. Tempo, nie sam fakt ocieplania.

Owszem masz rację - ale czy to, że dzieje się to szybciej, oznacza, iż musi to być niekorzystne? Środowisko cały czas się zmienia, nieprzystosowane gatunki umierają, a na ich miejsce powstają nowe. Często te zmiany są wywoływane czynnikami zewnętrznymi - dawniej to bywały meteoryty, epoki lodowcowe, czy eksplozje "super-wulkanów". Obecnie takim czynnikiem jest działalność człowieka. Ale pamietaj, że zmiany środowiska ciągle pozostają procesem naturalnym i w ekologii nazywa się on sukcesją, w tym wypadku allogeniczną. Człowiek mocno wpływa na środowisko i je zmienia, pełni tę samą rolę co inne czynniki kiedyś.
Ponadto, istnieją zwierzęta tzw. synantropijne, czyli takie które świetnie zaadaptowały się do życia w ludzkich siedliskach. Dla nich człowiek jest NIEZBĘDNY. Człowiek w wielu miejscach kompletnie zmienił środowisko życia zwierząt - ale to nie oznacza, iż doszczętnie je zniszczył. Wielu gatunkom przyniosło to zagładę, ale inne, lepiej przystosowane na ich miejsce powstały. Bywały nawet takie przypadki, że gdy człowiek, w swojej naiwnej i rzekomej próbie ratowania jakiś robaczków tylko bardziej im zaszkodził, gdyż kompletnie zaniechał działalności na swoim terenie, tak choćby było z pewnymi motylami na wyspach brytyjskich.
Reasumując - chyba za bardzo wywyżasz człowieka. Robisz z niego jakieś nie-wiadomo-co, które jest w stanie robić za egzekutora całej planety. Dla mnie to tania demagogia. Ludzie to tylko kolejny stopień w rozwoju Ziemii. Ot, uatrakcyjnienie, żeby było ciekawie. Kolejny czynnik, który nadał jej nowy kształt. I stanowi integralną, BARDZO ważną część przyrody.

Mogłem trochę odbiec od tematu, bo lekko "ciapnięty" jestem. :P
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-05-12, 21:18   

Arlzermo napisał/a:
Powiedz to koronie cierniowej - może się w porę zmityguje i nie wpieprzy całej rafy koralowej

Wiem od dawna, że jest taki gatunek rozgwiazdy wyniszczającej rafę koralową, ale ona chyba ma swoich naturalnych wrogów. A człowiek jest za silny i za bardzo dominujący, żeby jego naturalni wrogowie mogli mu przeszkodzić w wyniszczeniu tej planety.
Arlzermo napisał/a:
ja się odniosłem do twojego stwierdzenia, że "byłby jakiś pożytek z wytłuczenia komarów itp."

Bo byłby. Komary spowodowały więcej śmierci niż jakiekolwiek inne zwierzę świata. Przenoszą mnóstwo śmiertelnych chorób.
Zresztą, ja zabijam każdego komara, jakiego zdołam dosięgnąć. W ten sposób z mojej ręki ginie około dwustu komarów rocznie.
Arlzermo napisał/a:
czy to, że dzieje się to szybciej, oznacza, iż musi to być niekorzystne? Środowisko cały czas się zmienia, nieprzystosowane gatunki umierają, a na ich miejsce powstają nowe. Często te zmiany są wywoływane czynnikami zewnętrznymi - dawniej to bywały meteoryty, epoki lodowcowe, czy eksplozje "super-wulkanów". Obecnie takim czynnikiem jest działalność człowieka. Ale pamietaj, że zmiany środowiska ciągle pozostają procesem naturalnym i w ekologii nazywa się on sukcesją, w tym wypadku allogeniczną. Człowiek mocno wpływa na środowisko i je zmienia, pełni tę samą rolę co inne czynniki kiedyś.

Przez zbyt szybkie tempo zmian gatunki nie zdążą się przystosować do nowych warunków. Powtórzę to, co już kiedyś w innym temacie pisałem:

Jakiś czas temu w National Geographic był program o globalnym ociepleniu. Wynika z niego m.in. to, że poziom oceanów podniósłby się o około 7 metrów, czyli że takie miasta jak Nowy Jork, Kair czy Szanghaj zostałyby zalane. Ponadto, ocieplenie na Ziemi o 4 stopnie w ciagu najbliższych 40 lat spowodowałoby wyschnięcie Gangesu i pozbawienie źródła wody słodkiej miliarda Hindusów, przez to, że już od kilkudziesięciu lat lodowiec w Himalajach sie cofa, i będzie cofał się dalej; pewien Hindus regularnie chodzi w miejsce, skad wypływa Ganges, od 50 lat, i stwierdził, że od tego czasu ten lodowiec cofnął się już o kilkadziesiąt kilometrów. Ci Hindusi i ich przymusowa emigracja klimatyczna mogłaby spowodować nieobliczalne w skutkach napięcia etniczne, bo nie wiadomo, gdzie mieliby się oni udać, i czy przyjętoby ich tam. Poza tym, podwyższenie się temperatury oceanów o kilka stopni spowodowałoby, oprócz oczywistego dalszego stopnienia lodowców, zasilanie huraganów; być może obok wyróżnianych już pięciu stopni huraganu pojawiłby się nowy, szósty. A huragany, które w XX wieku zdarzały się raz na sto lat, byłyby co kilka lat. Ekstremalne zjawiska pogodowe byłyby codziennością.
Ponadto, bardzo szybki i ogromny wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze i towarzyszące temu fale upałów hamowałyby proces fotosyntezy u roślin, i te rośliny, zamiast wydalać tlen, wydalałyby dwutlenek węgla - tak już działo się m.in. w dżungli amazońskiej lub we Francji latem 2003 i 2005. Jak wiadomo, suche rośliny łatwiej się palą, więc i pożarów lasów będzie coraz więcej. A wysychanie roślin z kolei doprowadziłoby do dalszego samoistnego wzrostu liczby pożarów, a podczas pożarów z ognia powstawałyby kolejne ilości dwutlenku węgla. I tej reakcji łańcuchowej już nic nie będzie w stanie zatrzymać.
Na to, żeby zapobiec wzrostowi temperatury na Ziemi, pozostało jeszcze 10 lat. Potem będzie już za późno i nic nie będzie w stanie powstrzymać dlaszego gwałtownego ocieplania klimatu.

Czyli wcale nie jest tak cacy, jak by isę mogło wydawać.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-14, 19:49   

Beniek napisał/a:
Wiem od dawna, że jest taki gatunek rozgwiazdy wyniszczającej rafę koralową, ale ona chyba ma swoich naturalnych wrogów. A człowiek jest za silny i za bardzo dominujący, żeby jego naturalni wrogowie mogli mu przeszkodzić w wyniszczeniu tej planety.

Wiele gatunków nie ma innych wrogów oprócz samych siebie. Z człowiekiem jest podobnie. Niestety, te organizmy nie były w stanie zniwelować strat energetycznych przypadających na każdy poziom troficzny, więc drapieżników jest siłą rzeczy zawsze mniej niż ofiar. Natomiast człowiek dzięki technikom hodowli jest w stanie sobie zapewnić odpowiednie wyżywienie i stąd jego niezwykła liczebność. Ale to tak nawiasem mowiąc. ^^"
I co z tego, że człowiek bezwzględnie dominuje? Jak już pisałem - jest on integralną częścią natury i arcyważnym składnikiem większości ekosystemów.
Beniek napisał/a:
Bo byłby. Komary spowodowały więcej śmierci niż jakiekolwiek inne zwierzę świata. Przenoszą mnóstwo śmiertelnych chorób.
Zresztą, ja zabijam każdego komara, jakiego zdołam dosięgnąć. W ten sposób z mojej ręki ginie około dwustu komarów rocznie.

Pożytek byłby taki, że zostałaby zachwiana równowaga - jedna z podstawowych zasad przetrwania ekosystemu.
Beniek napisał/a:
Jakiś czas temu w National Geographic był program o globalnym ociepleniu. Wynika z niego m.in. to, że poziom oceanów podniósłby się o około 7 metrów, czyli że takie miasta jak Nowy Jork, Kair czy Szanghaj zostałyby zalane. Ponadto, ocieplenie na Ziemi o 4 stopnie w ciagu najbliższych 40 lat spowodowałoby wyschnięcie Gangesu i pozbawienie źródła wody słodkiej miliarda Hindusów, przez to, że już od kilkudziesięciu lat lodowiec w Himalajach sie cofa, i będzie cofał się dalej; pewien Hindus regularnie chodzi w miejsce, skad wypływa Ganges, od 50 lat, i stwierdził, że od tego czasu ten lodowiec cofnął się już o kilkadziesiąt kilometrów. Ci Hindusi i ich przymusowa emigracja klimatyczna mogłaby spowodować nieobliczalne w skutkach napięcia etniczne, bo nie wiadomo, gdzie mieliby się oni udać, i czy przyjętoby ich tam. Poza tym, podwyższenie się temperatury oceanów o kilka stopni spowodowałoby, oprócz oczywistego dalszego stopnienia lodowców, zasilanie huraganów; być może obok wyróżnianych już pięciu stopni huraganu pojawiłby się nowy, szósty. A huragany, które w XX wieku zdarzały się raz na sto lat, byłyby co kilka lat. Ekstremalne zjawiska pogodowe byłyby codziennością.
Ponadto, bardzo szybki i ogromny wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze i towarzyszące temu fale upałów hamowałyby proces fotosyntezy u roślin, i te rośliny, zamiast wydalać tlen, wydalałyby dwutlenek węgla - tak już działo się m.in. w dżungli amazońskiej lub we Francji latem 2003 i 2005. Jak wiadomo, suche rośliny łatwiej się palą, więc i pożarów lasów będzie coraz więcej. A wysychanie roślin z kolei doprowadziłoby do dalszego samoistnego wzrostu liczby pożarów, a podczas pożarów z ognia powstawałyby kolejne ilości dwutlenku węgla. I tej reakcji łańcuchowej już nic nie będzie w stanie zatrzymać.
Na to, żeby zapobiec wzrostowi temperatury na Ziemi, pozostało jeszcze 10 lat. Potem będzie już za późno i nic nie będzie w stanie powstrzymać dlaszego gwałtownego ocieplania klimatu.

Czyli wcale nie jest tak cacy, jak by isę mogło wydawać.

Beniuś - co jak co, ale nie musisz mi pisać o tym co jest w National Geographic. Od 8 lat mam stałą prenumeratę tego czasopisma, więc jestem na bieżąco. ^^"
Tak się składa, że czytałem ten cykl artykulów poświęconych globalnemu ociepleniu. Ale pamiętaj, że są one jednostronne. A choćby na kanale NG ten sam temat był poruszany, ale eksperci tam się wypowiadający byli różnych opcji, a niektórzy twierdzili, iż globalne ocieplenie jest naturalnym procesem. Środowisko akademickie w tej kwestii jest podzielone - choćby profesorowie mojej babki od chemii byli z opcji "Bez paniki - wszystko pod kontrolą".
I racz zuważyć, iż o tempie zajścia zmian decyduje sam czynnik je wywołujący. Już pisałem o tym przy okazji sukcesji - w przypadku epoki lodowcowej zmiany są powolne, w przypadku meteorytu czy eksplozji wulkanu natychmiastowe. Zmiana klimatu zafundowana przez człowieka jest gdzieś pośrodku.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-05-15, 17:40   

Arlzermo napisał/a:
nie musisz mi pisać o tym co jest w National Geographic. Od 8 lat mam stałą prenumeratę tego czasopisma, więc jestem na bieżąco. ^^"
Tak się składa, że czytałem ten cykl artykulów poświęconych globalnemu ociepleniu.

A skąd wiesz, że w piśmie pisali dokładnie to samo, co mówili w telewizji?
Arlzermo napisał/a:
w przypadku epoki lodowcowej zmiany są powolne, w przypadku meteorytu czy eksplozji wulkanu natychmiastowe. Zmiana klimatu zafundowana przez człowieka jest gdzieś pośrodku.

Wybuch wulkanu to mały pikuś w porównaniu z działalnością człowieka. To też omawiali.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-05-15, 21:09   

Czasami po prostu przechodzisz samego siebie. --"
Beniek napisał/a:
A skąd wiesz, że w piśmie pisali dokładnie to samo, co mówili w telewizji?

Chłopie - czy ty czytasz co ja do ciebie piszę? Już mówiłem - czytałem artykuły i ogłądałem programy. A ty się mnie pytasz, o to skąd wiem, że w czasopiśmie mówili to samo co w TV... No proszę...
Beniek napisał/a:
Wybuch wulkanu to mały pikuś w porównaniu z działalnością człowieka. To też omawiali.

Też już to mówiłem - ale pewnie to zignorowałeś. Nie zwykłego wulkanu - ale "super-wulkanu". Takiego co ma krater wielkości parku Yellowstone. Nawet kiedyś, znowu na NG, był cały program takowym poświęcony. Wybuch takiego byłby katastrofą porównywalną z uderzeniem meteorytu.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-09-23, 18:29   

Cytuję tu post z innego tematu, bo to już nie pasuje do aborcji. Chociaż w gruncie rzeczy sam nie wiem, z jakim tematem to najbardziej się wiąże.
Geoffrey w innym temacie napisał/a:
Cieszę się, że istnieję, i chciałbym, żeby inni tez mogli istnieć

Ja z kolei wolałbym się w ogóle nie urodzić. Po co żyć, skoro kiedyś musi się umrzeć? To nie ma sensu. Życie nie ma sensu. Życie jest przekleństwem, bo jest pełne złośliwości losu, przeciwieństw, bólu i cierpienia. Bez życia by tego nie było. Życie jest wypełnione strachem przed śmiercią - czyli przed końcem tegoż życia. Człowiek, który nigdy nie istniał, nigdy nie żył, nie miał takich zmartwień - bo go po prostu nie było. Lepiej jest się w ogóle nie urodzić, niż urodzić się i potem czekać na śmierć.

A co do istnienia innych - najlepiej byłoby dla tej planety, gdyby gatunek ludzki wyginął już dawno temu. Gdyby wszyscy ludzie się nawzajem wytłukli. Albo, jeszcze lepiej, gdyby nigdy nie powstał. Szkoda, że tak się nie stało. Ludzie to pomyłka natury, błąd stworzenia, wirusy na tej planecie. IMHO gatunek ludzki nie zasługuje na to, żeby istnieć - co jego przedstawiciele pokazują na każdym kroku.
Dla dobra tej planety cała ludzkość powinna popełnić zbiorowe samobójstwo. Już dawno wszyscy ludzie powinni byli to zrobić.
Życie człowieka powinno być traktowane jako mniej warte niż życie wielu gatunków zwierząt. Człowiek to najgorszy gatunek na tej planecie. Gorszego nie ma.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-09-23, 19:22   

Pozwoliłem sobie przenieść powyższy post.
BG napisał/a:
A co do istnienia innych - najlepiej byłoby dla tej planety, gdyby gatunek ludzki wyginął już dawno temu

To jaki byłby sens istnienia tej planety? Na cholerę by była ewolucja, skoro wykształciłaby tylko zwierzęta do pewnego poziomu inteligencji?
Abstrahuję tu od Boga, bo Bóg to zbyt proste rozwiązanie.
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-09-23, 20:38   

BG napisał/a:
Ja z kolei wolałbym się w ogóle nie urodzić. Po co żyć, skoro kiedyś musi się umrzeć? To nie ma sensu. Życie nie ma sensu. Życie jest przekleństwem, bo jest pełne złośliwości losu, przeciwieństw, bólu i cierpienia. Bez życia by tego nie było. Życie jest wypełnione strachem przed śmiercią - czyli przed końcem tegoż życia. Człowiek, który nigdy nie istniał, nigdy nie żył, nie miał takich zmartwień - bo go po prostu nie było. Lepiej jest się w ogóle nie urodzić, niż urodzić się i potem czekać na śmierć.

Nóż mi się otwiera, gdy słyszę tego typu hasła od ludzi który mają co żryć, mają co na dupska włożyć i ogólnie im się powodzi. --"
Stary, to nie życie jest złe, tylko ludzie je sobie takim uczynili. Po prostu. Ja nie odbieram mojej egzystencji jako przekleństwa. Codziennie się dzieje coś fajnego - a to kogoś spotkam, z kimś mi się miło pogada, coś nowego sobie odkryję. I miło jest. Mi to nie przeszkadza. Nie szukam smutku i cierpienia na siłę. Owszem, dekadentyzm jest fajny, bo miło jest się nad sobą poużalać, ALE to w ramach takiego "eksperymentu". Człowiek nie został "stworzony" do płaczu.
Kiedyś umrę... I? Nie wiem czy to definitywny koniec życia - i się tego teraz nie dowiem. Więc po co mam się z tego powodu smucić?
BG napisał/a:
A co do istnienia innych - najlepiej byłoby dla tej planety, gdyby gatunek ludzki wyginął już dawno temu. Gdyby wszyscy ludzie się nawzajem wytłukli. Albo, jeszcze lepiej, gdyby nigdy nie powstał. Szkoda, że tak się nie stało. Ludzie to pomyłka natury, błąd stworzenia, wirusy na tej planecie. IMHO gatunek ludzki nie zasługuje na to, żeby istnieć - co jego przedstawiciele pokazują na każdym kroku.
Dla dobra tej planety cała ludzkość powinna popełnić zbiorowe samobójstwo. Już dawno wszyscy ludzie powinni byli to zrobić.
Życie człowieka powinno być traktowane jako mniej warte niż życie wielu gatunków zwierząt. Człowiek to najgorszy gatunek na tej planecie. Gorszego nie ma.

Kurfa... Już ci to tłumaczyłem... Aż ci zacytuję Desiderate "Masz prawo tu być". Koniec cytatu. :P Jestem stworzeniem i mam takie samo prawo żyć jak moje roślinki owadożerne.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-23, 23:41   

Jander napisał/a:
To jaki byłby sens istnienia tej planety? Na cholerę by była ewolucja, skoro wykształciłaby tylko zwierzęta do pewnego poziomu inteligencji?


Daruj to pytanie, ale po prostu muszę je zadać.

A czy "z nami" na tej planecie jej istnienie jest choć krztynę bardziej sensowne?
Bądźmy szczerzy, ludzkie życie jest absolutnie i całkowicie bezsensowne. To nie znaczy oczywiście że bezwartościowe, możemy sobie wyznaczać własne cele, realizować je i coś osiągać.
Małpy, wilki i surykatki też tak zapewne robią.

Budujemy wielkie miasta!
Wspaniale, a mrówki stawiają wielkie mrowiska. Czy przez to że powstanie ogromne mrowisko istnienie Ziemi staje się bardziej sensowne? Nie.
A czy przez to że powstały metropolie takie jak Tokio, cokolwiek zyskało sens? Też nie.

Jedynym uzasadnieniem dla życia, zdaje się być życie samo w sobie. Przecież nasza planeta nie po to powstała żeby ludzie zbudowali komputery, wynaleźli internet byśmy w ostateczności mogli rozważać (bez)sensowność istnienia Świata.
BG napisał/a:
Ja z kolei wolałbym się w ogóle nie urodzić. Po co żyć, skoro kiedyś musi się umrzeć? To nie ma sensu. Życie nie ma sensu

Poza tym "wolał bym się w ogóle nie urodzić" zgadzam się jak najbardziej.
Życie nie ma sensu i jest absurdalne. Osobiście twierdzę jednak że to wcale nie jest tragiczne, ale rozbrajająco wręcz komiczne.
BG napisał/a:
Życie jest przekleństwem, bo jest pełne złośliwości losu, przeciwieństw, bólu i cierpienia.

Oho, a to znak że ktoś przedawkował Schopenhauera ;)
Nie ma potrzeby być pesymistą. Życie może być całkiem fajne i zabawne- przynajmniej czasami, nie mówiąc o tym że sam jego fakt stanowi okazję do odkrywania tylu fascynujących sekretów na jego temat.
BG napisał/a:
Życie człowieka powinno być traktowane jako mniej warte niż życie wielu gatunków zwierząt.

A z tym twierdzeniem się nie zgadzam ewidentnie.
Jesteśmy najbardziej świadomym gatunkiem zwierząt na tej planecie, więc nasze życie jest jakościowo najwięcej warte, właśnie przez ten fakt.
Nie daje nam to oczywiście żadnego prawa do dopuszczania się bezsensownych mordów czy okrucieństw na innych stworzeniach, ale życie przeciętnego człowieka jest warte więcej niż przedstawicieli innych gatunków choćby dlatego że możemy więcej osiągnąć, odczuwać w życiu więcej i zdobywać więcej doświadczeń niż dajmy na to surykatka.
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-09-24, 00:25   

Tak - myślę, że z nami, jako kolejnym etapem ewolucji, istnienie planety ma większy sens niż bez nas.
To, że nie mamy sensu podanego na tacy nie znaczy, że on nie istnieje i to, że życie jest bezsensowne jest wyłącznie Twoim subiektywnym odczuciem.
W ogóle to jesteś bardzo odważny ze stwierdzeniem, że jest "absolutnie bezsensowne". O tym, że istnienie planety i istnienie człowieka żadnego sensu nie ma nie wiesz na pewno - może istotą ludzi jest, żeby bombami podziurawili Ziemię, dzięki czemu kula ziemska będzie się nadawała do gry w kosmiczne kręgle.
Jakoś nie wydaje mi się, żeby budowa mrowisk przez okres istnienia mrówek na Ziemi się zmienił, za to budowanie miast przez ludzi zmieniało się diametralnie. Nie tylko organizm człowieka podlega ewolucji, ale również to co on stworzył i to co odróżnia go od innych zwierząt - cywilizacja. Wielkie metropolie i internet są kolejnym etapem ewolucji cywilizacji człowieka, obydwa dają coraz swobodniejszy przepływ memów, które z kolei przyspieszają ewolucję człowieka... I tak w kółko. Jaki to ma sens nie mam pojęcia, ewolucja to proces większy od nas i możliwe, że nigdy nie będziemy w stanie pojąć czemu ma on służyć.
pozdrawiam
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Soulforged 


Posty: 340
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-09-24, 09:13   

Jasne, nasza technologia zmieniła się, sposób wznoszenia miast jest całkiem inny w wyniku zmian naszej kultury.
Jak najbardziej się zgadzam- ale spójrzmy na chwilę z perspektywy mrówki która rozbudowuje i tak już wielgachne mrowisko.
Czy ona nie mogła by powiedzieć (gdyby myślała na tym poziomie i umiała mówić) że jest dumna z rozwoju swojej rasy, bo jeszcze kilka pokoleń wcześniej mieli tylko malutką siedzibę, a dziś mają mrowisko większe od okolicznych krzaków? :mrgreen:

Wiem że to brzmi dziwnie, ale bardzo przypomina nasze osiągnięcia. Kiedyś mieliśmy drewniane szopy, a dziś mamy drapacze chmur. Kiedyś kilka tunelików w ziemi, dziś wielkie mrowisko.

A dlaczego wysuwam twierdzenie że nasze konkretne, jednostkowe życie jest bez sensu?
Spójrz na ogrom wszechświata, jakiż on jest przytłaczający... ile czasu istnieje już Ziemia, a ile trwa nasze życie?
Można by powiedzieć że jesteśmy jak szybko gasnące iskierki wypadające z ogniska życia ;)
W jednej chwili istniejemy, a w drugiej już nas nie ma. Nasze plany, osiągnięcia, marzenia znikają ze świata szybciej niż można by pomyśleć i jedynie przy dużej dozie szczęścia może ktoś nas zapamięta. Ktoś, kto przestanie istnieć równie szybko jak my.

Jander napisał/a:
Jaki to ma sens nie mam pojęcia, ewolucja to proces większy od nas i możliwe, że nigdy nie będziemy w stanie pojąć czemu ma on służyć.

Tutaj mała uwaga, że stwierdziłem uprzednio że istnieje uzasadnienie dla życia jako takiego- a jest nim samo życie, jako proces.
Ale czy istnieje jakikolwiek powód by zakładać że to wszystko zmierza do jakiegoś celu? Przykro mi, ale nie sądzę... dawniej uważano że świat istnieje po to by ludzie mogli na nim żyć- ale dziś już chyba nikt w to nie wierzy, co nie?
Sam powiedziałeś że ludzie ewoluują a wraz z nami nasza kultura i osiągnięcia- jedynie to może być to środkiem do jakiegoś celu, ale i to wątpliwe mi się zdaje by był on z góry wyznaczony.
Prędzej pasuje mi to do wielkiej, artystycznej improwizacji której efektu końcowego nie zna nawet sam twórca a co dopiero ktokolwiek inny.

Ale w tym właśnie sensie życie osoby ludzkiej jest pozbawione jakiegoś zewnętrznego sensu, że właściwie sami nie osiągamy nic. My po prostu jesteśmy i musimy sami zdecydować jak zagospodarować ten krótki czas który mamy- nikt nam tego nie powie. Nie ma żadnego wyznacznika mówiącego z góry co "powinniśmy zrobić".
Człowiek nie budzi się któregoś dnia rano i nie słyszy głosu "celem Twojego istnienia jest zamiatać alejki w parku!", nikt nie rodzi się konkretnie do zamiatania ulic w parkach, tak samo jak parki nie po to istnieją by ci ludzie mogli je zamiatać.

O życiu naprawdę wiele rzeczy mogę powiedzieć- że jest piękne, przyjemne i ciekawe. Że można z niego uczynić prawdziwe dzieło "sztuki", że możemy wiele w nim osiągnąć. Ale nie stwierdzał bym nigdy że mojej osobistej egzystencji przyświeca jakikolwiek zdeterminowany z góry cel.

A wspomniana odwaga nie ma tu nic do rzeczy.
Nikt nie wie na pewno jak to jest z tym naszym życiem- może jesteśmy czymś w rodzaju rybek akwariowych dla jakiejś niewyobrażalnie rozwiniętej rasy?
Fakt, jest to tylko (albo aż) moje subiektywne odczucie, że nasza egzystencja absolutnie żadnego sensu nie ma. Ale czy to źle? Czy wszystko musi mieć sens i przeznaczenie?
Czy nie lepiej jest być wolnym i niezdeterminowanym w działaniu, niż liczyć że jest się trybem w maszynie dziejów...
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-09-24, 22:10   

Arlzermo napisał/a:
to nie życie jest złe, tylko ludzie je sobie takim uczynili.

Łatwo powiedzieć. Ale i tak to życie kiedyś się skończy - bez względu na to, w jakim stopniu zdąży się je wcześniej wykorzystać. Nikt się nie pchał na ten świat i nikt nie decyduje o tym, czy ma się narodzić, czy nie. I to jest najgorsze. Życie nie daje nam tego, czego chcemy, tylko to, co dla nas wcześniej przygotowało. Człowiek tylko w części jest kowalem własnego losu - bo nikt nie wybiera epoki, w jakiej żyje, ani miasta i państwa, w jakim się wychowuje i dorasta. "My decydujemy jedynie o tym, jak wykorzystać dany nam czas" - choć i to niezupełnie. Od pewnego czasu, za wiele ludzi już się pojawiło i ściaśniło, żeby można było być tak niezależnym, jak wówczas, kiedy ludności wszędzie było znacznie mniej. np. w czasach epoki kamiennej człowiek w ciągu całego swojegożycia spotykał ok. 2-25 innych ludzi. A teraz? Co najmniej 3 tysiące-5 tysięcy.
Arlzermo napisał/a:
Człowiek nie został "stworzony" do płaczu

Byłbym ostrożny z arbitralnymi stwierdzeniami, że człowiek został lub nie został do czegoś stworzony. Tego do końca nikt nie wie. I pewnie nigdy się nie dowie.
Arlzermo napisał/a:
Nie wiem czy to definitywny koniec życia - i się tego teraz nie dowiem. Więc po co mam się z tego powodu smucić?

Czasami nie ma nic innego do roboty, tylko refleksja nad sobą i nad życiem. Tylko że, kiedy się tak myśli, to można dojśćdo wniosków - a wnioseki nie zawsze są przyjemne.
Na przykład, nie jest przyjemnym wniosek, że człowiek cały czas jest od czegoś uzależniony, że człowiek jest tak podatny na różne uszkodzenia ciała, że tak łatwo można człowieka ranić lub zabić - wystarczy go np. uderzyć czubkami palców w krtań lub bokiem pięści w skroń, żeby już było po nim; że człowiek jest skazany na bycie zdominowanym przez innych i skazanym na czyjeś towarzystwo, żeby przeżyć, itd.
Arlzermo napisał/a:
Jestem stworzeniem i mam takie samo prawo żyć jak moje roślinki owadożerne.

Teoretycznie tak, ale człowiek naruszył równowagę w środowisku. Nie inne stworzenie. A teraz okazuje się, że ów człowiek jest za słaby i za głupi, żeby tą równowagę przywrócić. Ale, niestety, zawsze jest tak, ze łatwiej jest coś zepsuć, niż to naprawić. Zawsze. Rąbnąć siekierą w stół i rozwalić go jest łatwo i szybko, ale zrobić nowy - o wiele trudniej i o wiele dłużej. Spalić las jest łatwo i szybko, ale zasadzić nowy i odrobić straty - o wiele trudniej idłużej. Itd. W każdym przypadku tak jest.
Soulforged napisał/a:
to znak że ktoś przedawkował Schopenhauera

Może i tak. Zresztą, przynajmniej jak dla mnie, życie, które polega na nieustannej walce lub ucieczce przed natrętnym i nieznośnym światem zewnętrznym, często jest cierpieniem właśnie z powodu niepowodzenia w tej walce/ucieczce.
Zawsze zdecydowanie wolałem - i nadal wolę - świat fikcji lub historii, czyli ogólnie biorąc - abstrakcji - od otaczającej mnie rzeczywistości. Nawet kiedy idę po zakupy, na wydział, czy gdziekolwiek się znajduję - to kiedy to tylko możliwe, uciekam myślami do scen z filmów, historycznych bitew, dźwięków mojej ulubionej muzyki, riffów gitarowych, perkusji itd.
Otaczajacy mnie świat jest czymś atakującym mnie zewsząd i czymś, co mi tylko przeszkadza. Np. przeszkadzają mi różne dźwięki - np. jazgot małych psów, głos spikera zapowiadającego proframy i filmy w TVN-ie, raptowne zamykanie drzwi, brzęk szkła, tłuczenie, wiercenie przez sąsiadów itd., zapachy - np. smród dymu papierosowego w wielu miejscach poza domem, widoki - np. widok pijaków, meneli spod buski z piwem (z których każdy, jak wiadomo, ma jeden głos, tak samo jak każdy profesor uniwersytetu ;) ), obecność niektórych owadów i wiele innych rzeczy. Ja nad tym wszystkim nie panuję - nie kontroluję otaczającej mnie rzeczywistości. Zarówno tego wszystkiego, co wymieniłem wyżej, jak i relacji z innymi osobami. Dlatego wolę sobie włączyć film, o którym wiem, co się tam wydarzy, posłuchać muzyki, o której wiem, jaka jest, i którą mogę zmienić, jak mi się znudzi, poczytać książkę, którą mogę zmienić na inną itd.
Jednak zawsze ten świat abstrakcji i fikcji jest ograniczony i nie moze być obecny cały czas. Jest jeszcze np. praca, uczelnia czy wszystkie inne codzienne sprawy, które nie mogą być nieobecne. Ale nawet przy wykonywaniu wielu domowych (i niedomowych) czynności myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Najchętniej zamknąłbym saię w świecie książek, filmów, internetu i niektórych części przyrody, gdyby to było możliwe. Ale nie jest.
Soulforged napisał/a:
Jesteśmy najbardziej świadomym gatunkiem zwierząt na tej planecie, więc nasze życie jest jakościowo najwięcej warte, właśnie przez ten fakt

Masz tu trochę racji.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-09-25, 10:58   

BG napisał/a:
Łatwo powiedzieć. Ale i tak to życie kiedyś się skończy - bez względu na to, w jakim stopniu zdąży się je wcześniej wykorzystać. Nikt się nie pchał na ten świat i nikt nie decyduje o tym, czy ma się narodzić, czy nie. I to jest najgorsze. Życie nie daje nam tego, czego chcemy, tylko to, co dla nas wcześniej przygotowało. Człowiek tylko w części jest kowalem własnego losu - bo nikt nie wybiera epoki, w jakiej żyje, ani miasta i państwa, w jakim się wychowuje i dorasta. "My decydujemy jedynie o tym, jak wykorzystać dany nam czas" - choć i to niezupełnie. Od pewnego czasu, za wiele ludzi już się pojawiło i ściaśniło, żeby można było być tak niezależnym, jak wówczas, kiedy ludności wszędzie było znacznie mniej. np. w czasach epoki kamiennej człowiek w ciągu całego swojegożycia spotykał ok. 2-25 innych ludzi. A teraz? Co najmniej 3 tysiące-5 tysięcy.

A kto tworzy epoki/państwa/miasta? Toć to wszystko ludzkie twory i to ludzie decydowali o ich wyglądzie czy charakterze. Nie widzę tu żadnej "odgórnej" ingerencji.
Sorry, ale gadanie, że ktoś się "urodził w złej epoce" to dla mnie to głupota. Jeśli ktoś się nie potrafi dostosować do tej, w której żyje - to do żadnej innej też by nie przywykł.
Nie rozumiem w jaki sposób duża ilość napotykanych ludzi ogranicza twoją niezależność. Jak nie chcesz, to nawet nie musisz z nimi rozmawiać. Po prostu są, mijają cię, żyjecie obok siebie. Co ci do tego?
I taka drobna refleksyjka - jak ktoś będzie szukał dziury w całym, to zawsze ją znajdzie. ^^
BG napisał/a:
Byłbym ostrożny z arbitralnymi stwierdzeniami, że człowiek został lub nie został do czegoś stworzony. Tego do końca nikt nie wie. I pewnie nigdy się nie dowie.

Dlatego stworzony było w "". Chodziło mi o to, że te wszystkie problemy, o których mi tu opowiadasz wymyśliła pewna mniejszość. Większość ludzi nie ma takich refleksji - oni żyją sobie i starają się by ich egzystencja była jak najlepsza(oczywiście wedle ich standardów). Takie rzeczy jak dekadentyzm czy egzystencjalizm to wymysł wąskiej grupki ludzi. Stąd wydaje mi się, że głównym ludzkim celem nie jest zamartwianie się jakimiś problemami, które zrodziły się w łbach kilku ludzi, ale po prostu życie. I żeby było jasne- nie mam nic przeciwko filozofii. Sam lubię sobie czasem "pogdybać", poczytać dzieła jakiś ludzi zajmujących się ta dziedziną itd. Ale jakoś nie wydaje mi się dobrym by wszystkie tego typu przemyślenia brać do siebie.
BG napisał/a:
Czasami nie ma nic innego do roboty, tylko refleksja nad sobą i nad życiem. Tylko że, kiedy się tak myśli, to można dojśćdo wniosków - a wnioseki nie zawsze są przyjemne.
Na przykład, nie jest przyjemnym wniosek, że człowiek cały czas jest od czegoś uzależniony, że człowiek jest tak podatny na różne uszkodzenia ciała, że tak łatwo można człowieka ranić lub zabić - wystarczy go np. uderzyć czubkami palców w krtań lub bokiem pięści w skroń, żeby już było po nim; że człowiek jest skazany na bycie zdominowanym przez innych i skazanym na czyjeś towarzystwo, żeby przeżyć, itd.

Ale to są twoje wnioski - dla mnie wszystko to co tutaj wymieniłeś jest co najmniej "ambiwalentne"(musiałem przyszpanować. :P ) Możliwość łatwego zabicia człowieka można rozpatrywać ta jak ty - czyli negatywnie, albo tak jak ja - że to jest fascynujące. Człowiek potrafi dokonywać naprawdę niezwykłych rzeczy - choćby niektórzy przeszkoleni ludzie nawet nie odczuwają silnych ciosów siekierami w brzuch. A wystarczy jedna skórka od banana... Właśnie! Życie jest kruche i to tylko daje mi kolejny powód by je bardziej cenić - bo mogę je stracić, a to czy będę miał kolejne nie jest już takie pewne.
Jesteś skazany na czyjeś towarzystwo? Benek, pieprzysz - dżungla amazońska wita! I po problemie.
BG napisał/a:

Teoretycznie tak, ale człowiek naruszył równowagę w środowisku. Nie inne stworzenie. A teraz okazuje się, że ów człowiek jest za słaby i za głupi, żeby tą równowagę przywrócić. Ale, niestety, zawsze jest tak, ze łatwiej jest coś zepsuć, niż to naprawić. Zawsze. Rąbnąć siekierą w stół i rozwalić go jest łatwo i szybko, ale zrobić nowy - o wiele trudniej i o wiele dłużej. Spalić las jest łatwo i szybko, ale zasadzić nowy i odrobić straty - o wiele trudniej idłużej. Itd. W każdym przypadku tak jest.

Naruszył równowagę w środowisku, bo takie środki zostały mu "dane". Wałkowaliśmy to już. --" Człowiek otrzymał niewspółmiernie potężna broń jaką jest jego umysł - dziwić się, że to wykorzystał? Bo co miał zrobić? Zakopać się po pas w ziemi i kontemplować piękno przyrody? --"
Jeszcze się odniosę do twojego stwierdzenia, że człowiek jest jakoby "błędem natury". A skąd taka opinia? Jakieś dowody, poza swobodnymi przemyśleniami? I już pominę fakt, że gdyby człowiek faktycznie był pomyłką, czy błędem to już dawno by odpadł w toku ewolucji. Jak wiadomo, mutacje prowadzące do zmian są losowe. Na tym etapie nie ma mowy o żadnej celowości zmian ewolucyjnych. Coś się gdzieś-tam połączyło tak a nie inaczej i już. Natomiast ostrze ewolucji działa później, gdy odsiewa tych lepiej przystosowanych od słabych. Jeśli dana losowa zmiana przeszkadzała organizmowi w przetrwaniu - osobnik zazwyczaj odpadał. W tym wypadku możemy mówić o "błędzie"(choć błąd to cecha istot świadomych, a nie jakiś sił fizycznych, no ale cóż...) W związku z powyższym nie widzę żadnych podstaw aby ludzi nazywać błędami - wprost przeciwnie. Nasz gatunek WYJĄTKOWO się udał.
I pamiętaj o jednej prostej sprawie - my to natura, natura to my. Uciekając od ludzi, uciekasz także od pewnej poważnej części przyrody.
BG napisał/a:
...

Chodzi mi o to co odpisałeś Sulfozgredzikowi.( :P )
Rozumiem o co ci chodzi. Ale takie życie, nie inne jest twoim wyborem. I OK. Ale wydaje mi się co najmniej dziecinnym określanie ludzi, że są oni błędami, że nie powinni istnieć itp. tylko z powodu własnych animozji. Nie chcesz przebywać w takim towarzystwie - spoko wodza, nie będę się narzucał. Ale chłopie, nie życzę sobie byś mnie nazywał pomyłką natury!
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
BG 
Wyżełłak


Posty: 1842
Wysłany: 2008-09-25, 18:40   

Arlzermo napisał/a:
A kto tworzy epoki/państwa/miasta? Toć to wszystko ludzkie twory i to ludzie decydowali o ich wyglądzie czy charakterze

Ludzie. Nie pojedynczy człowiek. A, jak wiadomo, niektórzy są w większym stopniu indywidualistami niż inni. Jedni lubią towarzystwo, drudzy nienawidzą towarzystwa. Itd.
Arlzermo napisał/a:
gadanie, że ktoś się "urodził w złej epoce" to dla mnie to głupota. Jeśli ktoś się nie potrafi dostosować do tej, w której żyje - to do żadnej innej też by nie przywykł.

Skąd to stwierdzenie? Przecież nie ulega wątpliwości, że istnieje coś takiego jak "choroby cywilizacyjne". Ściśle zwiążane z daną epoką.
Arlzermo napisał/a:
Nie rozumiem w jaki sposób duża ilość napotykanych ludzi ogranicza twoją niezależność. Jak nie chcesz, to nawet nie musisz z nimi rozmawiać. Po prostu są, mijają cię, żyjecie obok siebie. Co ci do tego?

Łatwo powiedzieć. Ale przecież na pewno znasz takie przykłady:

- jeden chce sobie zapalić papierosa w miejscu publicznym, ale ktoś inny chce mieć czyste, niezadymione i niezatrute powietrze. Jak to pogodzić? Albo jeden, albo drugi musi ustąpić.
- jeden chce posłuchać głośno muzyki, a jego sąsiad chce mieć ciszę.
- jeden chce mieć psa, a drugi - sąsiad - nie chce, żeby coś mu przeszkadzało hałasem, bo pies ma kaprys sobie poszczekać/pojazgotać.
Takich przykładów jest mnóstwo.
Arlzermo napisał/a:
te wszystkie problemy, o których mi tu opowiadasz wymyśliła pewna mniejszość. Większość ludzi nie ma takich refleksji - oni żyją sobie i starają się by ich egzystencja była jak najlepsza(oczywiście wedle ich standardów).

No i co z tego? W imię czego mniejszość ma poddawać się woli większości? Toż to dyskryminacja ze względu na poglądy. :P
Arlzermo napisał/a:
Takie rzeczy jak dekadentyzm czy egzystencjalizm to wymysł wąskiej grupki ludzi

No to ja należę do tej wąskiej grupki ludzi.
Arlzermo napisał/a:
Jesteś skazany na czyjeś towarzystwo? Benek, pieprzysz - dżungla amazońska wita! I po problemie

Ta, jasne... tylko że tam czekają inne problemy - np. muchy składające jaja pod skórą, piranie, czarne wdowy, choroby tropikalne i inne świństwa.
Arlzermo napisał/a:
Bo co miał zrobić? Zakopać się po pas w ziemi i kontemplować piękno przyrody?

Tego pierwszego nie, ale to drugie - jak najbardziej.
Arlzermo napisał/a:
stwierdzenia, że człowiek jest jakoby "błędem natury". A skąd taka opinia? Jakieś dowody, poza swobodnymi przemyśleniami?

Przecież to byłby czysty absurd, gdyby natura chciała, żeby jakiś organizm przez swoją działalność zakłócił równowagę w środowisku i niszczył inne organizmy. A człowiek właśnie z takiego absurdu się składa.
Arlzermo napisał/a:
nie życzę sobie byś mnie nazywał pomyłką natury!

To działa w obie strony - jeśli nazywam tak ludzi, to zarówno Ciebie, jak i siebie samego.
Oczywiście nikt nie wybiera przynależności do danego gatunku, ale jeżeli już, to - IMHO ludzie powinni się raczej wstydzić niż być dumnymi z tego, że są ludźmi.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2008-09-25, 19:28   

Soulforged napisał/a:
Wiem że to brzmi dziwnie, ale bardzo przypomina nasze osiągnięcia. Kiedyś mieliśmy drewniane szopy, a dziś mamy drapacze chmur. Kiedyś kilka tunelików w ziemi, dziś wielkie mrowisko.

To złe porównanie - gdybyśmy byli jak mrówki, to mielibyśmy dziś sieć jaskiń bądź nomadyczne społeczeństwa. Zauważ, że zmienił się materiał budowlany - kiedyś drewno, a dziś beton i szkło. Czy u mrówek zmienił się budulec ich mrowisk? Rozwinęła się technika budowania mrowisk? Nie, gdyż mrówki nie stworzyły kultury. One jedynie budują większe mrowiska, które mieszczą więcej mrówek, a pojedyncza mrówka nie wie, że kilka pokoleń wcześniej mrowisko było malutkie, bo prawdopodobnie nie przekazują sobie takiej informacji.
Soulforged napisał/a:
W jednej chwili istniejemy, a w drugiej już nas nie ma. Nasze plany, osiągnięcia, marzenia znikają ze świata szybciej niż można by pomyśleć i jedynie przy dużej dozie szczęścia może ktoś nas zapamięta. Ktoś, kto przestanie istnieć równie szybko jak my.

No to w takim razie nasze życie jest bardzo bardzo bardzo bardzo mało znaczące względem ogromu wszechświata. Ale nie nieznaczące. Mamy perspektywę człowieka, który żyje przeciętnie 70 lat, który wpływa na cywilizację mającą kilka tysięcy lat, która wpływa na środowisko planety mającej x milionów lat, która wpływa na Układ Słoneczny mający x miliardów lat. Ziarnko do ziarnka, tudzież iskierka do iskierki. ;)
Co do sensu samej ewolucji - wydaje mi się możliwe, że natura wykształcała coraz inteligentniejsze formy życia, by być przez nie obserwowaną. Przypomina to inteligentny projekt, ale wg. mnie nie ma w tym świadomości, tak jak np. rośliny same ulegają procesowi fotosyntezy. Nie będę z tym wychodził szerzej, prezentuję to wyłącznie jako możliwość.
Soulforged napisał/a:
Człowiek nie budzi się któregoś dnia rano i nie słyszy głosu "celem Twojego istnienia jest zamiatać alejki w parku!", nikt nie rodzi się konkretnie do zamiatania ulic w parkach, tak samo jak parki nie po to istnieją by ci ludzie mogli je zamiatać.

To już jest raczej predestynacja, że "ktoś musi taki być". Jeśli istnieje cel to istnieje on poza czasem, więc nie da się o nim z perspektywy czasowego człowieka powiedzieć coś konkretnego, toteż "człowiek nie obudzi się któregoś dnia rano [...]".
Poza tym cel może być jeden, ale środki mogą być różne - to jest przestrzeń wolności człowieka, która dzięki nieświadomości człowieka jest jeszcze większa.
A bycia w jakimś stopniu zdeterminowanym nie da się uniknąć, bardziej wpływają na nas czynniki środowiskowe, niż my sami.
pozdrawiam
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,42 sekundy. Zapytań do SQL: 12