Zaginiona Biblioteka

Seriale - TRUE DETECTIVE

ASX76 - 2014-01-25, 15:24
: Temat postu: TRUE DETECTIVE
Romulus napisał/a:


Pierwszy odcinek "True Detective" - o, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zapowiada się mocny, gęsty serial. Obsada doskonała. Chyba Matthew McConaughey lepszy, ale ma lepszą postać, bo bardziej zwichrowaną. Jakie dialogi! Jaka sprawa! I jaki klimat! Po pierwszym odcinku wszystko może się jeszcze zepsuć. Ale wątpię. Początek roku i jest już murowany faworyt jeśli chodzi o premierę roku.


Romulus napisał/a:

"True Detective" - drugi odcinek umacnia moje przekonanie, że serial "należy" do postaci Matthew McConnaugheya. Ma tą przewagę nad postacią W. Harrelsona, że jest "dziwnym" gliniarzem po mocnych przejściach. A jak widać w futurospekcjach, na nim sprawa z serialu (prawdopodobnie) odciśnie najsilniejsze i druzgocące piętno. A poza tym świetnie się to wszystko rozwija.


McConaughey ma ciekawszą rolę, więc i lepszą okazję do wykazania się. :) Aktor z niego znakomity. Takoż i Harrelson.
Początek serialu OK. Drugi odcinek bardziej wciągający. Wyraźnie widać, że historia ma potencjał, a co najważniejsze, jest zrobiona z sensem.
dworkin - 2014-01-25, 15:56
:
Po raz pierwszy w życiu kupuję McConaugheya bez żadnych zastrzeżeń. To chyba jego najlepszy image i najlepsza postać, a przynajmniej dla mnie. W ogóle... Psychologia i życiowe rozterki bohaterów zdają się tu pierwszorzędne w stosunku do intrygi, czego nawet żałuję, bo ta mi się bardzo podoba, i swoim rodzajem, i stylem. Jedyne, do czego bym się przyczepił, to odrobinę zbyt wolno posuwająca się akcja. Tak długie odstępy między checkpointami śledztwa nie są w stanie utrzymać napięcia na stałym poziomie.
Romulus - 2014-01-25, 16:32
:
Właśnie. A seria ma tylko 8 odcinków i jest zamkniętą całością. Zatem zakończenie może być bardzo zaskakujące.

To dorzucę tylko to, co linkowałem w innym temacie - "True Detective" to najchętniej oglądany serial HBO od 3 lat.

I nowe sezony są już "klepnięte". Ciekawe, jakie to będą historie i kto w nich zagra. Zapewne znani aktorzy będą się bili o role w produkcji telewizyjnej. http://hatak.pl/artykuly/...ceptem-2-sezonu

Skoro mamy już temat, to:







Dobrze oddaje klimat serialu:

ASX76 - 2014-01-25, 16:41
:
Tak po prawdzie, to wolałbym tych samych głównych aktorów w nowym rozdaniu. :-)
MrSpellu - 2014-01-25, 19:11
:
Serial jest doskonały. Oglądam z niekłamanym entuzjazmem.
Romulus - 2014-01-28, 09:42
:
ASX76 napisał/a:
Tak po prawdzie, to wolałbym tych samych głównych aktorów w nowym rozdaniu. :-)

Nie miałbym nic przeciwko.

Po wczorajszym odcinku, żałuję, że 4 będzie dopiero za 2 tygodnie. Przeklęty Super Bowl!
Cintryjka - 2014-01-28, 10:55
:
Najlepszy ep do tej pory.
Jander - 2014-02-10, 13:18
:
Kolejny jeszcze lepszy. Zawartość czerwonej skrzyni. I Grinderman na koniec. //spell
Romulus - 2014-02-11, 19:58
:
Ciekawi mnie wątek przesłuchujących śledczych. To jest - powód ich przesłuchania.
A co do odcinka - strzelanka była zaskakująco dynamiczna. Serial minął półmetek i zapuszcza się w interesujące rejony.
Romulus - 2014-02-18, 06:56
:
Po 5 odcinku już wiadomo, o co chodziło z tym przesłuchaniem :)
Kolejny odcinek, który był lepszy od poprzednika. I to po całości. Mrok ściele się gęsto.
Jezebel - 2014-02-20, 13:49
:
Widziałam dopiero dwa odcinki, ale... jakie to jest dobre! Gęste od niepokoju, dopracowane w każdym szczególe (skąd oni wytrzasnęli to ponure zbiorowisko baraków, bo miastem trudno to nazwać?), ale przede wszystkim wybitne aktorsko i pod względem budowania głębi bohaterów. No i właściwie każdy jest tam w jakiś sposób sukinsynem. Kilkuletnie córeczki Martina początkowo wydawały się jedynymi pozytywnymi postaciami... ale i z nimi chyba jest coś nie tak //spell
Romulus - 2014-02-20, 17:01
:
Zostały jeszcze 3 odcinki i czekam z niecierpliwością. Jeśli nie będą zepsute - a nic na to nie wskazuje, to będzie to wysoka poprzeczka do przeskoczenia dla seriali ze stacji kablowych w tym roku. A i dla 2 sezonu, choć ten będzie już z inną obsadą i historią. Upajam się tym mrokiem. James Ellroy pisał takie mroczne fabuły w swoich powiesciach z "cyklu" "L.A. Quartet". Ale w serialu fabuła została napisana lepiej.
onceuponatime - 2014-02-20, 17:14
:
Motyw z córeczką rysującą kutaski w zeszycie, pięknie rozwinięty w ostatnim odcinku :mrgreen:

Świetny serial. Też oglądam i bardzo chwalę. Bardzo mi przypomina klimatem "Se7en", który sobie nawet ostatnio odświeżyłem.
Stary Ork - 2014-02-22, 09:23
:
Jezebel napisał/a:
skąd oni wytrzasnęli to ponure zbiorowisko baraków, bo miastem trudno to nazwać?


Z Luizjany //spell USA to nie tylko sielskie suburbia i strzeliste drapacze chmur //mysli
Romek pisał o Ellroyu, a ja tu widzę też podobną optykę co u Lehane'a, są też wspólne płaszczyzny i z noir (choć nie nazwałbym tego ani hołdem, ani pastiszem) - ale jest np. genialne ujęcie Rusta bodajże z 4. odcinka żywcem wyjęte ze stylistyki noir (Rust jedzie samochodem przez most, a ujęcie jest kręcone w studio z obrazem drogi wyświetlanym za tylną szybą auta na ekranie - tak przynajmniej mi się to widzi, łącznie ze światłocieniami na twarzy Rusta //mysli ). Z resztą praca kamery to małe arcydzieło. Poza tym ciągle widzę może nie odniesienia czy inspiracje, ale na pewno podobieństwa nastroju do Harry'ego Angela i, w mniejszym stopniu, do Twin Peaks //mysli A to czyni ze mnie szczęśliwego Orka //orc [/i]
MrSpellu - 2014-02-22, 09:53
:
Ork napisał/a:
czy inspiracje, ale na pewno podobieństwa nastroju do Harry'ego Angela i, w mniejszym stopniu, do Twin Peaks


Mam tak samo, więc albo faktycznie coś w tym jest, albo jesteś moim zaginionym bratem bliźniakiem //mysli
Stary Ork - 2014-02-22, 12:10
:
Jestem jedną z osobowosci wielokrotnych Sab, więc niczego nie można wykluczyć , witaj w Wielojedni //mysli A skojarzenia z Harrym w kwestii scenografii czy w ogóle lokalizacji miałem po kwadransie pierwszego odcinka; Twin Peaks nasuwa się trochę pobocznie, głównie dzięki wiszącej w powietrzu nadnaturalnej groźbie, bo w innych warstwach jednak nie ma paraleli - chociaż Rust mógłby być złym blizniakiem Dale'a Coopera //spell No, może raczej elementem tego samego toposu po przejściach, kryzysach, wojnach w Iraku i 9.11. //spell
Jezebel - 2014-02-23, 13:49
:
Ciekawe, czy serial będzie czerpał wyłącznie z chambersowej mitologii, czy i lovecraftowskie motywy się pojawią (co byłoby w jakiś sposób naturalne, biorąc pod uwagę, że King in Yellow i Carcosa "wsiąknęły" w lovecraftowski świat do tego stopnia, że wielu nawet nie wie, że jedno i drugie pochodzi z opowiadań innego autora).

Piąty odcinek to majstersztyk.
dworkin - 2014-02-23, 15:59
:
Odnośnie ewentualnego końca, czego pewnie nikt nie zauważył:



I słowa Marty'ego: "The solution my whole life was right under my nose. And I was watching everything else. My true failure was inattention."
Jezebel - 2014-02-23, 16:35
:
Podczas oglądania tego serialu trzeba być naprawdę uważnym i skupionym.


Romulus - 2014-02-23, 21:54
:
Tożsamość Króla Żółci jakoś mnie nie intryguje. Ktos to na pewno jest. Może go poznamy, a może nie. Choć to nierozłączny składnik awesomness tego serialu, to jednak znaczenia nabierze dopiero kiedy jedna z hipotez okaże się słuszna. Bez ziszczenia się tej hipotezy, to tylko "zwykły" punkt kulminacyjny. Istotą tego serialu są bohaterowie i ich przemiana, naznaczenie sprawą i jej wpływ na ich życie.
Romulus - 2014-02-24, 20:32
:
Po 6 odcinku - ech, ci faceci z zasadami :) Perspektywa bycia wykorzystanym przez taką aktorkę jakoś nie budzi mojego moralnego wzburzenia. Ale jak powiedził bohater do dwóch gnojków: chcesz się bawić, jak dorosły to płać jak dorosły :)

Poza tym, odcinek spokojny. Teraz już chyba została bohaterom Teraźniejszość.
ASX76 - 2014-02-25, 01:23
:
Jezebel napisał/a:
Podczas oglądania tego serialu trzeba być naprawdę uważnym i skupionym.

Obrazek


No właśnie... Jak mogła Pani zapomnieć o tym -->

Jezebel - 2014-02-25, 22:36
:
Tak, to też wyłapałam :)

Szósty nie wgniatał w fotel jak piąty, ale nie szkodzi. Tylko trudno mi uwierzyć, że wszystko zostanie wyjaśnione i zamknięte w zaledwie dwóch odcinkach bez znacznego przyspieszenia dość przecież powolnego tempa, jakim się ten serial charakteryzuje.
Jander - 2014-02-25, 22:43
:
Wszystko wyjaśnione i zamknięte? Oby nie.
Shadowmage - 2014-02-25, 22:43
:
Na razie obejrzałem trzy odcinki. Robi wrażenie, szczególnie depresyjnym klimatem i - w pierwszych dwóch odcinkach - połączeniem struktury narracyjnej i fabuły, które wymagają uruchomienia szarych komórek w celu przeciwdziałaniu mindfuckowi.
Luinloth - 2014-02-25, 23:01
:
Namówiliście mnie, już sobie wrzuciłam w kolejkę. :)
ASX76 - 2014-02-26, 00:41
:
Jeśli twórcy nie wyłożą się w końcówce (na co absolutnie nic nie wskazuje), to będziemy mieli produkcję godną najwyższych laurów i ocierającą się o szczyt serialowej maestrii. :d
Romulus - 2014-03-04, 06:55
:
Po obejrzeniu 7 odcinka pomyślałem sobie, że ten serial nie może się skończyć dobrze. I z niecierpliwością czekam na odcinek finałowy.

Przy okazji przypomniał mi się inny "serial". Angielski: "Red Riding" (polski tytuł: "Wilcze prawo" - wyszedł nawet na dvd i można go kupić za niewielkie pieniądze). To w sumie trzyczęściowa trylogia złożona z pełnometrażowych filmów i rozgrywająca się również na przestrzeni lat. Jeśli ktoś nie widział, to polecam. Mroczne i mocne.

Wracając do "True Detective" - znowu zaczęła mnie interesować zagadka zbrodni.
Tomasz - 2014-03-04, 19:00
:
Romulus napisał/a:
trzyczęściowa trylogia
??
Shadowmage - 2014-03-04, 19:59
:
W odróżnieniu od "Władcy pierścieni", który jest trylogią w sześciu częściach :P
Romulus - 2014-03-04, 21:30
:
Tomasz napisał/a:
Romulus napisał/a:
trzyczęściowa trylogia
??

Ups :)
Oczywiście, to trzy filmy :)
EOT.
Romulus - 2014-03-05, 07:07
:
Smaczki:
http://www.vulture.com/20...acebook_vulture

i

http://www.theatlantic.co...di-gras/284218/
Odnośnie drugiego - wydaje mi się, że do tego serialu przydałyby się przypisy. Ponieważ osadzony jest on w specyficznym "regionie" USA, z ciekawymi tradycjami, które są niezrozumiałe dla widzów spoza USA, a które oddziałują na na fabułę i bohaterów. Może jakieś materiały będą w dodatkach w wydaniu dvd.
ASX76 - 2014-03-06, 20:45
:
Matthew i Woody nie wystąpią w drugim sezonie. Zabraknie również reżysera Fukunagi.
Przynajmniej odejdą w glorii chwały. :-P
Jander - 2014-03-06, 21:02
:
Ale to wiadomo od początku przecież, że każdy sezon to inni bohaterowie i inna sprawa.
ASX76 - 2014-03-06, 21:07
:
Jander napisał/a:
Ale to wiadomo od początku przecież, że każdy sezon to inni bohaterowie i inna sprawa.


Teoretycznie można byłoby wziąć bohaterów z pierwszego sezonu i obsadzić ich w innych rolach i nowej historii w drugim sezonie - coś na wzór "American Horror Story".
Cintryjka - 2014-03-08, 19:15
:
Ale praktycznie od początku było wiadomo, że tak nie będzie.
Romulus - 2014-03-08, 20:16
:
I bardzo dobrze. Bo jednak w "AHS" wszystko się zgrało i poziom 3 sezonu wskazuje na zmierzanie w stronę cepelii, która mi się nie podoba. "True Detective" w 2 sezonie będzie innym serialem i jeśli będzie na takim poziomie fabularnym i obsadowym, jak "jedynka" to będzie sukces. Cieszę się, że aktorzy będą inni.

I czy tylko ja uważam, że rola Matthew McConaugheya w "Dallas Buyers Club" (jestem świeżo po obejrzeniu) nie umywa się do roli w "True Detective"? Za ten serial powinien dostać Oscara :)
Romulus - 2014-03-10, 15:26
:
http://hatak.pl/artykuly/...-serwisu-hbo-go
Trochę nie rozumiem takiego masowego zainteresowania tym serialem. Ale też jestem wygłodzony czekaniem na finał. Ale byle do wieczora. Przez GO nie próbuję choć działa bez zarzutu już. Nie ma to jak walnąć się na kanapie przed telewizorem, wyłączyć światła i dać się otulić mrokiem :) Nie czytam opinii po finale, ale spodziewam się, że rozczaruje on niemałą liczbę tych, którzy tak się podniecali samą zagadką. Też mnie interesuje rozwiązanie fabuły, ale nie czekam na żadne objawienia mózgotrzepne.
Cintryjka - 2014-03-10, 21:30
:
Finał potwierdza, że TD to najbardziej przereklamowany serial od lat. Cała (na tym etapie już tylko teoretyczna) para poszła w gwizdek. Zestawianie go z Breaking bad czy The wire to herezja. Mnóstwo zmarnowanego potencjału.
Romulus - 2014-03-11, 07:11
:
Serial bardzo mi się podobał. Ale zgodzę się, że zestawianie go z "Breaking Bad", czy "The Wire" nie miało sensu. Zresztą, jak czytałem niektóre recenzje, szczególnie amerykańskie, to wypływała z nich tęsknota za jakimś serialem, czy dziełem ogólnie z Pytaniami i Odpowiedziami. Sprawiła to pewnie kreacja Cohle'a i jego przemyślenia, w których dopatrywano się ukrytej symboliki.

To po prostu znakomity serial, który od początku był tym czym był: ponurą zagadką kryminalną, którą rozwiązywali dwaj detektywi, których połączyła trudna przyjaźń. Tylko tyle i aż tyle. I cieszę się, że nie popadłem w nadmierną ekscytację szukając symboli, ukrytych znaczeń. Zresztą, jak pisałem wcześniej, w tym serialu przydałyby się przypisy, bo dotyczy on momentami pewnych aspektów lokalnej historii i zwyczajów i sam Google nie wystarczy, jeśli nie wie czego się szuka. Choć czasem się przydaje. Weźmy słowo "Carcosa" http://en.wikipedia.org/wiki/Carcosa Znając jego znaczenie i odnosząc je do fabuły serialu, można chyba na nią spojrzeć inaczej. "Carcosa" staje się po prostu częścią pokręconej, chorej mitologii stworzonej przez obłąkanego przestępcę. Nie ma ukrytego dna - jest po prostu "przetrawiona" przez umysł i oderwana od swojego znaczenia. Równie dobrze mogła to być Arrakis :)

EDIT: kolejna znakomita piosenka z napisów końcowych https://www.youtube.com/watch?v=QohZXA8wvIA
Jander - 2014-03-11, 11:18
:
Ja uważam, że serial można interpretować, jak każde porządne dzieło, na kilka sposobów. Dobrze, że autorzy nie poszli jednoznacznie w fantastykę, ale zostawili na tyle dużo tropów, że interpretacja okultystyczna daje radę. Dla mnie Carcosa na pewno nie jest tylko częścią mitologii stworzonej przez chorego zabójcę.
Romulus - 2014-03-11, 16:09
:
Nawet jeśli poza "normalną" warstwą fabularną nie kryje się nic więcej, to i tak sukcesem stało się spowodowanie tego, że wszyscy szukają w niej "czegoś więcej" :)

Z innej mańki:


ASX76 - 2014-03-11, 17:15
:
Cintryjka napisał/a:
Finał potwierdza, że TD to najbardziej przereklamowany serial od lat.

Zestawianie go z Breaking bad czy The wire to herezja. Mnóstwo zmarnowanego potencjału.


1. Absolutnie się z Twoją opinią nie zgadzam, ponieważ wszystko było świetne aż do finału. Nie można przekreślać całego sezonu który miał 7 wysokiej klasy odcinków + większą część ostatniego, tylko dlatego, że rozwiązanie okazało się niesatysfakcjonujące. No bez jaj...

2. Herezją jest wyrokowanie już teraz, jako że zarówno "Wire", jak i "Breaking Bad", miały kilka sezonów do wykazania się... Proszę o więcej racjonalnego podejścia, jeśli można.
Jander - 2014-03-11, 17:20
:
ASX76 napisał/a:
rozwiązanie okazało się niesatysfakcjonujące

Jak dla kogo. Może nie było pierdolnięcia, ale nie było to też The Killing.
ASX76 - 2014-03-11, 17:32
:
Jander napisał/a:
ASX76 napisał/a:
rozwiązanie okazało się niesatysfakcjonujące

Jak dla kogo. Może nie było pierdolnięcia, ale nie było to też The Killing.


Jak dla kogo, rozumie samo przez się. Nie chodziło mi o pier... W zupełności wystarczyłoby coś zwykłego, bez udziwnień. Tymczasem otrzymaliśmy zakończenie, które w pewnej mierze zawiodło, szczególnie jeśli chodzi o dwójkę bohaterów. Sorry, ale nie kupuję tej gadki pod szpitalem. Do tego momentu było OK. Marty też się posypał. ;)
Jander - 2014-03-11, 17:44
:
Też nie kupowałem, ale teraz to rozumiem i uznaję jako ważny. końcowy element przemiany bohatera.
Właściwie to mam ochotę ponownie zobaczyć całość.
MrSpellu - 2014-03-11, 23:05
:
Obejrzałem przed chwilą finał i jestem bardzo zadowolony.

Jander napisał/a:
Dobrze, że autorzy nie poszli jednoznacznie w fantastykę, ale zostawili na tyle dużo tropów, że interpretacja okultystyczna daje radę. Dla mnie Carcosa na pewno nie jest tylko częścią mitologii stworzonej przez chorego zabójcę.


Dobrze pisze, polać mu.
Romulus - 2014-03-12, 07:38
:
W 2 sezonie też wątki okultystyczne mają się pojawić: http://hatak.pl/artykuly/...sezon-detektywa
Shadowmage - 2014-03-12, 08:42
:
Dobry serial. HBO robi często ostatnie odcinki bez przytupu, więc taka forma nie dziwi. Jestem zadowolony.
Plejbek - 2014-03-12, 08:50
:
O ile z Romulusem pod względem książek rozjeżdżam się praktycznie zawsze to pod względem seriali prawie wcale. Rewelacyjny serial, najlepszy w ostatnim czasie i chyba najmocniejszy kandydat do nagród. A już myślałem dwa tygodnie temu, że Kevin Spacey rozdaje karty.

Nie wiem do końca jak interpretować wątek córki Marty'ego. Wydaje mi się, że Pizzolatto umyślnie rozrzucił trochę tropów, mając na celu nakręcenie jeszcze większego zainteresowania serialem i skłonienie takich nieszczęsnych analityków fabuły jak ja do szukania odpowiedzi na pytania, których wcale nie trzeba zadawać. Co prawda Marty mówi pewnego razu, że "ma rozwiązanie przed oczami" i "że grzechem jest nieuwaga" ale wydaje mi się, że jego córka i jej wątek to takie tylko mruganie okiem do widza.


No i nikt nie pisze o openingu serialu. Osiem razy oglądałem te 2 minuty za każdym razem jednakowo zafascynowany.
MrSpellu - 2014-03-12, 09:31
:
Plejbek napisał/a:
Nie wiem do końca jak interpretować wątek córki Marty'ego. Wydaje mi się, że Pizzolatto umyślnie rozrzucił trochę tropów, mając na celu nakręcenie jeszcze większego zainteresowania serialem i skłonienie takich nieszczęsnych analityków fabuły jak ja do szukania odpowiedzi na pytania, których wcale nie trzeba zadawać. Co prawda Marty mówi pewnego razu, że "ma rozwiązanie przed oczami" i "że grzechem jest nieuwaga" ale nie wydaje mi się, że jednak, że jego córka i jej wątek to takie tylko mruganie okiem do widza.


Ja tak sobie myślę, że wątek córki jest w zasadzie tylko przypisem do zachowania Marty'ego, obnaża jego częściową hipokryzję (wszak sam nie prowadził się lekko). Względnie jej wątek wypłynie w drugim sezonie (co jest przecież możliwe, nawet jeżeli będzie inna historia z innymi bohaterami).
MrSpellu - 2014-03-12, 09:43
:
A... no i scena jak Marty połączył kropki - "portret pamięciowy" i malowany dom. Reakcja Rusta - cymes //spell
Luinloth - 2014-03-12, 22:06
:
Ja nie pojmuję marudzenia na finał. Jeśli chodzi o zakończenie sprawy, to w końcu złapali tego, co go chcieli złapać, a ilość okultyzmu w zakończeniu była i stosowna - po tych wszystkich tropach dać zwykłe sensacyjne zakończenie byłoby wręcz nietaktem - i nieprzesadna, bo przecież nie skończyło się przebudzeniem Cthulhu ani wstąpieniem w wielkie światło, cięcie. Jestem pod wrażeniem, że obydwaj przeżyli, bo spodziewałam się, że sobie tam poumierają. Ale może właśnie to by było już zbyt mistyczne. ;)
Jander napisał/a:
Też nie kupowałem, ale teraz to rozumiem i uznaję jako ważny. końcowy element przemiany bohatera.
Ja kupuję. Obydwaj się zmienili. No i jak na to nie spojrzeć, to śpiączka/śmierć kliniczna jednak jest jakimś przeżyciem, a nie siniakiem na kolanie.
Sceny szpitalne fajnie pokazały ich love-hate relationship :mrgreen:
Plejbek napisał/a:
No i nikt nie pisze o openingu serialu. Osiem razy oglądałem te 2 minuty za każdym razem jednakowo zafascynowany.
Wizualnie bardzo dobre, a muzykę będę teraz ścigać po internetach, bo mnie prześladuje.
Shadowmage - 2014-03-12, 22:33
:
A tak przez ciekawość, bo nie sprawdzałem: jak Marthy bierze za rękę byłą żonę, to czy ona ma na ręku obrączkę/pierścionek zaręczynowy? Coś długo było na to ujęcie, nie wiem czy nie miało to być bardziej znaczące, niż zwykłe pojednanie.
Jezebel - 2014-03-13, 09:56
:
Jander napisał/a:
Ja uważam, że serial można interpretować, jak każde porządne dzieło, na kilka sposobów. Dobrze, że autorzy nie poszli jednoznacznie w fantastykę, ale zostawili na tyle dużo tropów, że interpretacja okultystyczna daje radę. Dla mnie Carcosa na pewno nie jest tylko częścią mitologii stworzonej przez chorego zabójcę.

O, to, to.
Zresztą finał fanowskich teorii absolutnie nie przekreślił. Sami bohaterowie przyznają, że nie rozwiązali zagadki do końca, że wiele osób powiązanych z kultem wciąż jest na wolności. Więc niezadowolenie serialowych zapaleńców wynika w moim odczuciu głównie z faktu, że finał nie poklepał ich po pleckach i nie powiedział "ale jesteście bystrzy, mieliście rację", nie zaspokoił potrzeby nagrody, którą była przecież sama "zabawa" przy wyłapywaniu i kojarzeniu tropów, składaniu ich w możliwe rozwiązania. Oraz z przyzwyczajenia do zawsze triumfującego dobra i do tego, że ciężka praca musi być nagrodzona pełnym zwycięstwem, bo w filmach/serialach detektywistyczno-policyjnych zawsze tak jest i nie może być, by pomimo kompleksowego śledztwa źli zbrodzienie nadal hasali na wolności.
Taki finał, będący częściowym jedynie zwycięstwem dobra nad występkiem, świetnie się wpasowuje w jedną z głównych myśli, na których pierwszy sezon się opierał - całą ideę "flat circle", wciąż popełnianego zła, najgorszych zbrodni, które się działy, dzieją i dziać będą, bo to jest wpisane w ludzką naturę, która nie potrzebuje żadnych interwencji kosmicznego juju, by wciąż i wciąż uwidaczniać swoje najgorsze strony i skłonności.

A wątki zaczerpnięte w weird fiction to osobny temat. Choć w moim odczuciu pełnią głównie rolę tła, na którym wyraźniej widać, że największym skurwysynem jest człowiek, nie żadna mroczna siła, poprowadzono je w taki sposób, że same w sobie mają pewien ciężar, pewną siłę oddziaływania na widza, skłaniają do zastanawiania się, czy to wpisane w ludzi zło jest aby na pewno jedynie skazą na charakterze i skąd pochodzi. No i tworzą tę perfekcyjną, cierogenną atmosferę.
dworkin - 2014-03-13, 12:37
:
Jezebel napisał/a:
Więc niezadowolenie serialowych zapaleńców wynika w moim odczuciu głównie z faktu, że finał nie poklepał ich po pleckach i nie powiedział "ale jesteście bystrzy, mieliście rację", nie zaspokoił potrzeby nagrody, którą była przecież sama "zabawa" przy wyłapywaniu i kojarzeniu tropów, składaniu ich w możliwe rozwiązania. Oraz z przyzwyczajenia do zawsze triumfującego dobra i do tego, że ciężka praca musi być nagrodzona pełnym zwycięstwem, bo w filmach/serialach detektywistyczno-policyjnych zawsze tak jest i nie może być, by pomimo kompleksowego śledztwa źli zbrodzienie nadal hasali na wolności.

Nie sądzę, by wyrafinowani odbiorcy chadzali drogą prostych rozwiązań. Zresztą już od dłuższego czasu widać odwrotną tendencję. Seriale nowej generacji nie dają jasnych odpowiedzi, jednoznacznej moralności i całkowitego zwycięstwa nad złem. Kontemplują raczej naturę tego zła, dając mu prawo wypowiedzi, a czasem nawet dominacji. Zła z którym trzeba pertraktować. Godzić się na nieciekawe kompromisy. I to takie produkcje są dziś najbardziej doceniane.

A cóż z tego, że dobro nie zwyciężyło tym razem totalnie? W moim odczuciu zwyciężyło bez dwóch zdań. Bo choć nie wszystkich postawiono przed obliczem sprawiedliwości, sprawiedliwość się dokonała, mówiąc: Choćby przed tobą wszyscy się kłonili, zawsze pojawią się jacyś Hart i Cohle, by skopać ci dupsko. Nawet po 15 latach.

Mnie samemu serial podobał się bardzo, ze szczególnym uwzględnieniem roli Rusta (rola Marty'ego ustępowała jej tylko o jotę i raczej z powodu scenariusza). I naprawdę kupuję go niemal od początku do końca. A dokładniej do szpitalnych refleksji Cohle'a, bo jego przemiana zdaje mi się nieprzekonująca. To nie była powolna ewolucja przez osiem odcinków, a nagły zwrot po traumie śpiączki. Co prawda Rust zmiękczył się przez lata po służbie, ale nie przeszedł jeszcze na stronę kucyków Pony.

Natomiast najsurowiej oceniam niewykorzystany potencjał zawartej w serialu mitologii na linii Carcosa - Yellow King. To hasła, mity czy ich rzeczywiste emanacje, które padały z ust co najmniej kilku napotkanych postaci, a zatem w jakiś sposób funkcjonowały w luizjańskim półświatku. Brakowało mi nakreślenia - jaki.
Jezebel - 2014-03-13, 13:25
:
dworkin napisał/a:
Nie sądzę, by wyrafinowani odbiorcy chodzili drogą prostych rozwiązań.

Niestety nie tylko tacy serial oglądali i wyrażali o nim opinie, stąd moje wrażenia. Druga rzecz - trudno jest mi mieć dobre zdanie o kimś, kto kilka godzin wyśmienitej rozrywki skreśla po kilkunastominutowym fragmencie, który nie przypadł mu do gustu (bo i opinie typu "cały serial spieprzony tym kiepskim finałem" czy "i po co ja to wszystko oglądałem?" się tłumnie pojawiły).

dworkin napisał/a:
A dokładniej do szpitalnych refleksji Cohle'a, bo jego przemiana zdaje mi się nieprzekonująca. To nie była powolna ewolucja przez osiem odcinków, a nagły zwrot po traumie śpiączki. Co prawda Rust zmiękczył się przez lata po służbie, ale nie przeszedł jeszcze na stronę kucyków Pony.

Tutaj pełna zgoda, ale szczerze mówiąc to właściwie niewiele zmienia w mojej ocenie serialu, który nadal, mimo tego słabszego momentu, uważam za wyśmienity.
Jezebel - 2014-03-16, 11:42
:
Nagraliśmy odcinek podcastu poświęcony głównie "True Detective", jeśliście zainteresowani, zapraszam do odsłuchania :)
http://kapryfolium.pl/201...ast-odcinek-21/


Stary Ork - 2014-03-16, 22:37
:
dworkin napisał/a:
Natomiast najsurowiej oceniam niewykorzystany potencjał zawartej w serialu mitologii na linii Carcosa - Yellow King. To hasła, mity czy ich rzeczywiste emanacje, które padały z ust co najmniej kilku napotkanych postaci, a zatem w jakiś sposób funkcjonowały w luizjańskim półświatku. Brakowało mi nakreślenia - jaki.


Zawsze jest nadzieja, że zrobią z tego wątek spinający sezony //slina

W każdym razie serial znakomity, mimo ostatniej sceny pasującej do poetyki całości jak cycki do biskupa. To się nie powinno tak skończyć, Marty powinien wpaść na Childressa, dostać pod żebra i wykrwawić się jak pies w ciemności, a Rust miał przeżyć ze świadomością, że Childress i reszta się wymknęli - i zapić się na śmierć lata później. To by uczyniło mnie szczęśliwym Orkiem - co nie znaczy, że TD nie jest kapitalną produkcją. //orc
dworkin - 2014-03-17, 09:19
:
Stary Ork napisał/a:
To się nie powinno tak skończyć, Marty powinien wpaść na Childressa, dostać pod żebra i wykrwawić się jak pies w ciemności, a Rust miał przeżyć ze świadomością, że Childress i reszta się wymknęli - i zapić się na śmierć lata później. To by uczyniło mnie szczęśliwym Orkiem - co nie znaczy, że TD nie jest kapitalną produkcją. //orc

Neva! Nigdy nie zaakceptowałbym takiej końcówki. Childress muss sterben! I w istocie tak się stało. W najgorszym wypadku łyknąłbym śmierć całej trójki. Ewentualnie Childressa i jednego z detektywów. Może nawet Marty'ego, by Rust musiał spojrzeć w oczy jego rodzinie i zapić się z żalu. Ale nie do końca by to banglało, bo śmierć Rusta najbardziej pasuje jako zwieńczenie jego postaci - finalne ukojenie, na które pracował od samego początku.
Jander - 2014-03-17, 10:19
:
Ależ znalazł ukojenie, ale trochę inne niż się spodziewaliśmy.
Romulus - 2014-03-18, 18:20
:
http://kulturaliberalna.p...true-detective/
Fajny tekst. Choc jako drobnomieszczanin z cenzusem :badgrin: napiszę, że profesor się za bardzo podniecił i pojechał zbyt intelektualną frazą. Ale co ja tam wiem :mrgreen:
MadMill - 2014-03-18, 18:53
:
Jestem w połowie sezonu, no i wreszcie coś na miarę The Wire :P
ASX76 - 2014-03-18, 19:24
:
Jak dla mnie, najlepsza produkcja HBO od czasów genialnego "Deadwood". Howgh!
Cintryjka - 2014-03-18, 19:54
:
Idźcie z tymi herezjami:)
ASX76 - 2014-03-18, 20:05
:
Cintryjka napisał/a:
Idźcie z tymi herezjami:)


Z całym szacunkiem, ale nawet jeśli finał kogoś zawiódł, to przecież w niczym nie ujmuje to wartości siedmiu znakomitych odcinków, a także całkiem dobrego ostatniego. //mysli
Po kim jak kim, ale po Tobie spodziewałem się bardziej wyważonej opinii, a nie barbarzyństwa na zasadzie: "finał do dupy", to i "cały serial nadaje się do spuszczenia w kiblu". ;)

Ty głosisz herezje, a co więcej, jesteś w tym odosobniona. Tak więc jeśli już ktoś ma iść... na stos, to przez wrodzoną grzeczność paluchem nie wskażę. ;P
MadMill - 2014-03-18, 20:13
:
Deadwood skończyłem chyba na drugim sezonie... nie wiem czemu przestałem. TRUE DETECTIVE dla mnie serial jest przed, ale np. mojej żonie wcale się tak nie podoba, uważa że jest to serial od obejrzenia zapomnienia...
ASX76 - 2014-03-18, 20:31
:
Warto zajrzeć. Polecam lekturę profili randkowych Rusta i Marty'ego -->

http://opium.org.pl/2014/...true-detective/

:badgrin:
Cintryjka - 2014-03-19, 13:57
:
ASX76 napisał/a:
Cintryjka napisał/a:
Idźcie z tymi herezjami:)


Z całym szacunkiem, ale nawet jeśli finał kogoś zawiódł, to przecież w niczym nie ujmuje to wartości siedmiu znakomitych odcinków, a także całkiem dobrego ostatniego. //mysli
Po kim jak kim, ale po Tobie spodziewałem się bardziej wyważonej opinii, a nie barbarzyństwa na zasadzie: "finał do dupy", to i "cały serial nadaje się do spuszczenia w kiblu". ;)

Ty głosisz herezje, a co więcej, jesteś w tym odosobniona. Tak więc jeśli już ktoś ma iść... na stos, to przez wrodzoną grzeczność paluchem nie wskażę. ;P


Mnie ten serial zawodził niemal od samego początku, a na pewno od czwartego odcinka wzwyż. Nuda, szablonowe postaci, nic ponad genialną muzykę/aktorstwo/zdjęcia. Co niestety nie wystarcza na zakwalifikowanie serialu nie tylko do pierwszej ligi. W kryminale najważniejsza jest intryga, w noirze psychologia bohaterów. Tu jedno i drugie słabuje przeokrutnie, mętna filozofia na poziomie gimnazjum, dziury logiczne w fabule, bezsensowne zachowania postaci, mnożenie wątków zawisających ostatecznie w niebycie. Częściowo moje odczucia oddaje następujący cytat z jednej z recenzji: In the end, True Detective was only surface deep, but a mighty shiny surface it was.
Ale o wiele pełniej cytat z Vilgefortza: Kto nazywa True Detective znakomitym serialem, myli niebo z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu (parafraza moja). Nie jest to bynajmniej problem finału, finał jedynie pogrzebał jakiekolwiek moje nadzieje na polepszenie ostatecznej oceny tej produkcji. Więcej na ten temat nie mam do dodania.
Romulus - 2014-03-19, 17:10
:
Ale ASX będzie miał do dodania :badgrin:

Ja cię rozumiem. Nie dlatego, że się zgadzam, ale przy kilku tytułach uznawanych dziś za kultowe ziewam z nudy i uznaję je za pustą, sztampową do bólu bzdurkę - vide: "Firefly", którego "kultowość" jest dla mnie jedną z największych serialowych zagadek wszechczasów :)
Stary Ork - 2014-03-19, 21:27
:
Cintryjka napisał/a:
Co niestety nie wystarcza na zakwalifikowanie serialu nie tylko do pierwszej ligi. W kryminale najważniejsza jest intryga, w noirze psychologia bohaterów.


Argument w stylu "Yusuf jest Polakiem. Yusuf nie zna hymnu i źle odmienia czasowniki. Dlatego Yusuf nie jest dobrym człowiekiem" :badgrin: Poza tym, serio? W kryminale intryga może, ale nie musi być najważniejsza; jeśli sięgniesz do klasyki, to u Agathy Christie czy Arthura Conan Doyle'a faktycznie osią fabuły może być dojście do tego, że zabił ogrodnik, nożem, w bibliotece. Ale u Hammetta czy Chandlera to już nie jest takie oczywiste. O nowsze kryminały nie stoję, ale jak się czyta Ellroya czy Lehane'a, to intryga też nie jest najważniejsza. To samo można rzec o kryminale fimowym. Z resztą granice gatunków moga być mylące, bo np. House M.D. jest pełnorwistym kryminałem ;)
To samo jeśli chodzi o noir - to nei gatunek, to pewna stylistyka, konwencja filmowa, i trudno się dopatrzeć w tak zmanierowanej i skostnialej konwencji nacisku na psychologię bohaterów, zarówno w klasycznym wydaniu, jak i we współczesnych wariacjach. Kino noir do tego stopnia operuje stereotypami i kliszami psychologicznymi (zblazowany detektyw i femme fatale wychodzą zdecydowanie na czoło peletonu), że w zasadzie trudno mówić o nacisku na psychologię. W dodatku w TD z kina noir widzę głównie stylizację dotyczącą nastroju, pracy kamery, muzyki, bo jeśli koniecznie musimy się bawić w upychanie w szyfladki, to True Detective stanowczo jest wariacją na temat buddy filmów (hell, nie spełnia nawet podstawowego warunku kina noir, czyli samotnego głównego bohatera :badgrin: ).
Cintryjka napisał/a:
Ale o wiele pełniej cytat z Vilgefortza: Kto nazywa True Detective znakomitym serialem, myli niebo z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu (parafraza moja).

Bardzo ładnie nazywasz entuzjastów serialu niedouczonymi bezguściami :badgrin:
Jander - 2014-03-19, 22:34
:
W takich Związku Żydowskich Policjantów czy Miasto i Miasto kto zabił i w ogóle cała intryga kryminalna pełnią służalczą rolę względem budowy świata.
Oczywiście rozumiem, że mogło się nie podobać, mi się nie podobało Boring Bad.
Cintryjka napisał/a:
mętna filozofia na poziomie gimnazjum

A to już mętna erystyka, zapomniałaś dopisać: "dla pryszczatych chudzielców w grubych okularach mieszkających w piwnicach swoich rodziców".
MrSpellu - 2014-03-20, 08:02
:
Orku, a bierzesz poprawkę na to, że duszą jesteśmy redneckami i dlatego jaramy się tym serialem?
Stary Ork - 2014-03-20, 08:15
:
Ja jestem redneckiem nawet na zewnątrz :badgrin:
Romulus - 2014-03-20, 10:13
:
Nigdy nie wstydziłem się bycia redneckiem. Wolę być redneckiem niż, tfu, yntelektualistom polskym. Po przeczytaniu tekstu Mikołejki o "True Detective" ponownie stwierdzam jednak, że jestem ograniczony i może nawet nie jestem drobnomieszczaninem z cenzusen tylko jakimś aspirującym plebsem. Aczkolwiek, czytałem też opinię z prawej strony (z portalu wNas - sam tam nie wszedłem, może Toudi zalinkował na Fejsie) i była podobna "w duchu" do opinii Mikołejki. Więc może sam dokonuję redukcji tego serialu nie pozwalając mu wybuchnąć w mojej głowie...
Cintryjka - 2014-03-20, 13:05
:
No, dobrze, Orku, niech ci będzie neonoir. Zresztą, nie zależy mi na szufladkach. Po prostu wszystko mnie w tym serialu zawiodło. Począwszy od banalnego wyjaśnienia konfliktu głównych bohaterów (poszło im o żonę Marty'ego, krańcowa klisza, nie odzywali się do siebie przez X lat, po czym po jednej rozmowie puścili lata wrogości w zapomnienie), poprzez zmarnowanie potencjału licznych wątków, brak ewolucji protagonistów poza najprostszy charakterologiczny szablon (Marty jako świętoszkowaty dupek-hipokryta), lub też ewolucja bezsensowna (cudowne oświecenie Cohle'a w końcówce); przełom w śledztwie z sufitu i ogólnie niczego, co mogłoby minusy zrównoważyć. I na tym już naprawdę skończę, nie jest moją intencją przekonywanie nieprzekonanych ani tym bardziej obrażanie kogokolwiek, kto ma odmienne zdanie.
MrSpellu - 2014-03-20, 14:23
:
Stary Ork napisał/a:
Ja jestem redneckiem nawet na zewnątrz :badgrin:


Ty patrz, a ja myślałem, że jesteś wiggerem :badgrin:

Cintryjka ma trochę racji, bo dostrzegam część wymienianych przez nią wad, ale oprawa, klimat oraz poetyka tego serialu zdecydowanie rekompensują mi wspomniane braki :)
No i Cyntryjko, czy ty naprawdę uważasz, że w tej kłótni poszło o kobietę? :roll:
Cintryjka - 2014-03-20, 14:28
:
Ze strony Marty'ego to był kamień obrazy, jak najbardziej. Na pewno to było bezpośrednią przyczyną jego napaści na Cohle'a, zerwania kontaktów etc. Gdyż niestety Marty był i pozostał dwulicowym bucem, z radością stosującym podwójne standardy w życiu prywatnym i zawodowym. Z tego też powodu w pierwszej chwili nie do końca ogarnął (a może tylko nie chciał przyjąć do wiadomości), że Maggie wyłacznie posłużyła się Cohlem, żeby bardziej bolało. I że to konsekwentna bucówa Marty'ego popchnęła ją do tego kroku.
dworkin - 2014-03-20, 15:15
:
Moim zdaniem był to tylko wyzwalacz dla negatywnych emocji, które trwały w obydwu bohaterach już od jakiegoś czasu. Od strony Rusta chodziło o problemy z samym sobą i światem, całym otoczeniem, które go wkurwiało, brzydziło, wykańczało. Stąd pyskówa, jaką odstawiał w stosunku do reszty. Natomiast w Martym powoli narastała frustracja dla Rusta i jego odchyłów, do czego doszedł ból ponownego kryzysu w małżeństwie. Nie sądzę też, by dla Cohle'a była to zadra na wiele lat. Nie w stosunku do partnera, raczej całego otoczenia. Co innego ten drugi - na pewno potrzebował więcej czasu, by odpuścić Marty'emu posunięcie żony. Lecz nie całe lata. Bo to nie Rust kumulował w sobie nieszczęście partnera, a on sam. I dobrze o tym wiedział.

Poza tym nie zgadzam się z przełomem od czapy i niesatysfakcjonująca ewolucją (nie licząc przemiany Rusta) bohaterów. Zgadzam się z nieprzekonującym oświeceniem głównego cynika i urwaniem co najmniej paru ciekawych wątków. Bo szeptana mitologia, o której pisałem, była dla mnie chyba najlepszą częścią intrygi.
Stary Ork - 2014-03-20, 16:16
:
O, to, to. Marty i Rust skakali sobie do oczu od samego początku, a zdrada była tylko casus belli, panowie dali sobie po szlagu i poszli w swoją stronę; a ponowne spotkanie? Jednak to było mocno po latach, z perspektywy czasu ogląd pewnych spraw się zmienia, można nabrać dystansu do siebie - co z resztą widać po zachowaniu Marty'ego w szpitalu.
ASX76 - 2014-03-20, 18:11
:
Cintryjka napisał/a:
Począwszy od banalnego wyjaśnienia konfliktu głównych bohaterów (poszło im o żonę Marty'ego, krańcowa klisza, nie odzywali się do siebie przez X lat, po czym po jednej rozmowie puścili lata wrogości w zapomnienie),

poprzez zmarnowanie potencjału licznych wątków, brak ewolucji protagonistów poza najprostszy charakterologiczny szablon (Marty jako świętoszkowaty dupek-hipokryta), lub też ewolucja bezsensowna (cudowne oświecenie Cohle'a w końcówce);

przełom w śledztwie z sufitu i ogólnie niczego, co mogłoby minusy zrównoważyć.



1. Wyjaśnienie konfliktu głównych bohaterów jest bardzo życiowe - bądź co bądź kobieta jest dobrem najwyższym... przynajmniej dla kochającego męża, choćby i dupka-hipokryty, który zareagował na zdradę żony jak każdy zazdrosny samczyk. :-P
Hol, hola, nie tak prędko z tym puszczeniem wrogości w zapomnienie było! Przecież Marty stawiał zacięty opór i z dużą niechęcią odnosił się do Cohle'a, nie chciał mieć z nim nic wspólnego i dopiero przybliżenie do rozwiązania zagadki nad którą wcześniej pracowali przez długi czas spowodowało zmianę nastawienia. A i to, początkowo, ograniczało się to tylko do współpracy. Proszę również wziąć pod uwagę, że od pamiętnej zdrady minęło wiele lat. Ponadto Marty chyba zrozumiał, że małża chciała dokonać na nim pomsty za jego puszczanie się na pewno i lewo, więc w tym celu sprowokowała sexualnie jego partnera. A chłop, jak to chłop - został tak zaprogramowany przez mateczkę Naturę, że obojętny wobec jej wdzięków pozostać nie mógł, tym bardziej, że zanim do niego przyszła miał już trochę w czubie, później winko, ona w sexownym stroju, uperfumowana (w domyśle)... No kuźwa! Tylko impotent by się nie skusił! ;) Argumenty Cohle'a w kwestii morderstw okazały się pierwszym i najważniejszym krokiem na drodze prowadzącej do porozumienia.
Wspólne ściganie killera odświeżyło dobre wspomnienia z dawnej, nieraz szorstkiej współpracy, a dramatyczne zakończenie sprawiło, że Marty w końcu całkiem wymiękł. Powiadają, że wspólne przeżycia zbliżają ludzi, a co dopiero takiej wagi...

2. Szanowna Cintryjko, po bardzo ciężkich przejściach człowiek może całkowicie się zmienić, także pod względem światopoglądu. Cohle był w strasznym stanie i faktycznie mogło się w nim odmienić. Proszę zwrócić uwagę na dwie zasadnicze kwestie: tuż przed ostatecznym starciem z "Zielonymi Uszami" miał znamienną wizję, a potem, gdy leżał w szpitalu "rozmawiał" ze zmarłą córką, czym podzielił się z Marty'm... Może gdybyś bardziej się wczuła, to wtenczas nie uznałabyś tego za bezsensowne.

3. Nieraz w prawdziwych śledztwach zdarzają się przełomy dzięki przypadkowemu skojarzeniu mniej lub więcej nie pasujących części/fragmentów układanki/wydarzeń/przedmiotów... Zielone uszy, zielona farba, zielony dom - why not? //mysli
Romulus - 2014-06-13, 22:47
:
Dla mnie bomba, jeśli mają być tylko 3 sezony: http://hatak.pl/artykuly/...-przez-3-sezony

Szkoda, że nie potwierdziły się plotki, że w 2 sezonie zagra Jessica Chastain.
Shadowmage - 2014-06-14, 10:57
:
Że nie zagra, to zostało zdementowane niemal natychmiast. A co do liczby sezonów... poczekamy, zobaczymy.
Fidel-F2 - 2014-09-22, 01:36
:
Zobaczyłem. Dwie główne role i relacje między nimi aktorsko rewelacyjne. Reszta obrazu odrobinę drugoligowa, pewien przerost formy nad treścią, chujwiepocomistycyzmjakiśniewykorzystany.

Jako całość rzecz przyzwoita, bez wielkiego jednak szału.

Powie mi o co chodziło z ta scenką gwałtu lalek (początkowe odcinki) w pokoju dziewczynek Martina?
jewgienij - 2014-09-22, 11:17
:
Fidel-F2 napisał/a:


Powie mi o co chodziło z ta scenką gwałtu lalek (początkowe odcinki) w pokoju dziewczynek Martina?


Bo to Universum podszyte Ciemnością :evil:

Diabeł czai się wszędzie, nie tylko w ruderach na pół zwierzęcych osobników, ale i pośród pięknego krajobrazu, wśród społecznie akceptowanych ludzi tamtejszej elity, wśród policjantów i wreszcie w dziecięcym pokoju. Trzeba mu tylko dać przyzwolenie.

Albo scenarzysta chciał pokazać problemy rodzinne gliny w sposób "niebanalny i mocny", jak wszystko inne w serialu. ;)
Fidel-F2 - 2014-09-22, 11:33
:
Czyli przerost formy
dworkin - 2014-09-22, 11:39
:
jewgienij napisał/a:
Diabeł czai się wszędzie, nie tylko w ruderach na pół zwierzęcych osobników, ale i pośród pięknego krajobrazu, wśród społecznie akceptowanych ludzi tamtejszej elity, wśród policjantów i wreszcie w dziecinnym pokoju. Trzeba mu tylko dać przyzwolenie.

Celowałbym w tę stronę, ale wyjaśnił to trochę inaczej. Spirale, łapacze snów, obrazy przedstawiające dziewczynki otoczone przez zamaskowanych kultystów tudzież samych kultystów pojawiają się w serialu co najmniej kila/kilkanaście razy i to właśnie nie w ruderach, ale w/przy domach mieszczańskiej klasy średniej. Moim zdaniem oznacza to, że ta zbrodnicza rytualna atmosfera (psychosfera - wg. Rusta) oplata całą społeczność Luizjany, istnieje gdzieś na granicy jej świadomości, w podświadomości. Będąc jednak prawdą zbyt straszną i wbrew psychicznej naturze, nie może zostać przyjęta i tym samym zatruwa społeczną nieświadomość zbiorową (copyright by Jung). Ma to więc wymiar symboliczny, opracowany przez scenarzystów, ale może też być realnym wpływem zbrodni na psychikę zaangażowanych w nią pośrednio i bezpośrednio osób.
jewgienij - 2014-09-22, 12:17
:
Dlatego też łączę True Detective nie tyle z prozą Cormaca McCarthyego, co z kinem Lyncha, mimo że pozornie serial jest realistyczny.
Romulus - 2014-09-25, 19:59
:
A tymczasem w Juesej: w obsadzie drugiego sezonu Colin Farrell i Vince Vaughn. A dziś dołączyła do nich Rachel McAdams. Lubię ją :) Ma urocze dołeczki, kiedy się uśmiecha.
Fidel-F2 - 2014-09-25, 20:53
:
dla Rachel można oglądać każdy szmelc
Ł - 2014-12-30, 18:57
:
Obejrzałem i dziwie się temu dziwowaniu na brak śmierci Rusta.

Przecież Rust przestał istnieć w Carcosie, stając się maską Kapłana którą ten ostatecznie odrzucił. Czarne gwiazdy wzeszły i przemówiły głosami jego córki, ojca etc. Tego człowieka nie zabito, zrobiono mu coś gorszego - przepisano na własne przeciwieństwo. Coś go przenicowało. Jak myślicie co zrobi Rust gdy zechce jeszcze raz doświadczyć kosmicznej miłości? Jak obudzi czarne gwiazdy? Pierwszy odcinek sugeruje że trzeba użyć przynęty.

Zresztą społeczny kontekst tej sprawy też jest smutny - oto wykolejony gliniarz odrzucony przez świat i swych mocodawców odniósł "zwycięstwo" nad wykolejonym mordercą, którego mocodawcy też wyraźnie odstawili na boczny tor.
Ł - 2015-01-01, 16:30
:
dworkin napisał/a:

A cóż z tego, że dobro nie zwyciężyło tym razem totalnie? W moim odczuciu zwyciężyło bez dwóch zdań.

Doprawdy? A czy aby plan Childressa również się nie wypełnił? I to plan snuty od 1995, kiedy to przedstawił detektywom pierwszą "Pannę Młodą" i nakazał pójście jej śladem*?


dworkin napisał/a:

Childress muss sterben! I w istocie tak się stało.

Zwróciłeś uwagę że określił on śmierć swoich akolitów jako błogosławieństwo dane im przez detektywów i zapraszał Rusta-kapłana do umarcia wraz z nim? Uprzednio mówiąc o swoim "wyniesieniu".

dworkin napisał/a:
śmierć Rusta najbardziej pasuje jako zwieńczenie jego postaci - finalne ukojenie, na które pracował od samego początku.

Dodaj do tego jego komentarz do słów murzynki że śmierć to nie koniec - "mam nadzieje że starsza Pani się myli". To chyba najbardziej podkreśla tragedię *zmartwychwstania* Rusta i charakter wyniesienia Childressa.

dworkin napisał/a:
Natomiast najsurowiej oceniam niewykorzystany potencjał zawartej w serialu mitologii na linii Carcosa - Yellow King. To hasła, mity czy ich rzeczywiste emanacje, które padały z ust co najmniej kilku napotkanych postaci, a zatem w jakiś sposób funkcjonowały w luizjańskim półświatku. Brakowało mi nakreślenia - jaki.

Ale to zostało dość jasno wyłożone. Carcosa była lokalnym miejscem pogańskich rytuałów ku czi Żółtego. I masz dwa wyjścia - albo przyjąc że to lokalny synkretyczny kult powstały z połączenia europejskiej tradycji karnawałowej + santeria/voodoo będący oprawą degeneracji pewnej rodziny, albo przyjąć że ww. tradycje to właśnie kawałki rozbitego lustra jakim był pierwotny kult Żółtego. Antropolog kultury celował by w to pierwsze, Lovecraft w to drugie.

Swoją drogą karnawał wywodzi się z Saturnalii. A Saturn, bóg który pożerał własne dzieci to również bóg czasu.

A jego atrybutem jest kosa, taka do koszenia.

Miłego mindblowna.


* - zresztą mam luźną teorie że to Childress zsyła halucynacje wbrew strzałce czasu na Rusta i Redgiego. Robi to w czasie swojego monologu w Carcosie, gdy streszcza cały serial w swojej wypowiedzi *Panna Młoda-Akolici-Kochankowie*. To dlatego Redgie na chwilę przed swoją kulą w łeb mówi "jesteś w 'Carcosie', ze mną, a on Cię widzi".
dworkin - 2015-01-01, 21:57
:
Od tamtego posta moje pojmowanie i percepcja głębszych pokładów interpretacyjnych "Detektywa" uległa istotnej ewolucji, co widać w ostatnich postach, ale...

Ł napisał/a:
dworkin napisał/a:

A cóż z tego, że dobro nie zwyciężyło tym razem totalnie? W moim odczuciu zwyciężyło bez dwóch zdań.

Doprawdy? A czy aby plan Childressa również się nie wypełnił? I to plan snuty od 1995, kiedy to przedstawił detektywom pierwszą "Pannę Młodą" i nakazał pójście jej śladem*?

W tym miejscu wciąż pozostaję szarym zjadaczem chleba, który pojmuje sprawiedliwość w prosty zero-jedynkowy sposób. Unicestwienie Childressa było jedyną opcją, jaka zaspokoiłaby jej potrzebę.

Ł napisał/a:
dworkin napisał/a:
śmierć Rusta najbardziej pasuje jako zwieńczenie jego postaci - finalne ukojenie, na które pracował od samego początku.

Dodaj do tego jego komentarz do słów murzynki że śmierć to nie koniec - "mam nadzieje że starsza Pani się myli". To chyba najbardziej podkreśla tragedię *zmartwychwstania* Rusta i charakter wyniesienia Childressa.

Nie rozpatrywałem tego jako post-narkotyczno-traumatycznego prania mózgu. Tak, w tym kontekście może być ciekawe, nawet bardzo, lecz fabularnie (jako zwrot w konstrukcji postaci) naciągane. I z tego ostatniego względu trudno mi przyjąć taką interpretację. Chyba że, jak sam mówisz, kolejna seria przyzna Ci rację, umieszczając Rusta w wiadomej roli.

Ł napisał/a:
dworkin napisał/a:
Natomiast najsurowiej oceniam niewykorzystany potencjał zawartej w serialu mitologii na linii Carcosa - Yellow King. To hasła, mity czy ich rzeczywiste emanacje, które padały z ust co najmniej kilku napotkanych postaci, a zatem w jakiś sposób funkcjonowały w luizjańskim półświatku. Brakowało mi nakreślenia - jaki.

Ale to zostało dość jasno wyłożone. Carcosa była lokalnym miejscem pogańskich rytuałów ku czi Żółtego. I masz dwa wyjścia - albo przyjąc że to lokalny synkretyczny kult powstały z połączenia europejskiej tradycji karnawałowej + santeria/voodoo będący oprawą degeneracji pewnej rodziny, albo przyjąć że ww. tradycje to właśnie kawałki rozbitego lustra jakim był pierwotny kult Żółtego. Antropolog kultury celował by w to pierwsze, Lovecraft w to drugie.

Ja Carcose widzę raczej jako (ideowo, więc dla zaangażowanych może to być scena każdego rytuału) miejsce wyniesienia/ascendencji oraz granicy/przejścia do innego świata. Czegoś na kształt innego świata z opowiadania "An Inhabitant of Carcosa", co istniało w głowie Childressa i próbował odtworzyć w realu (a nasuwa się dopiero po ostatnim odcinku). Jednak nadal chciałbym lepiej poznać praktykę funkcjonowania tej mitologii (ezoteryki?) w luizjańskim półświatku, bo swoją interpretację na szczeblu psychologicznym zawarłem w poprzednim poście.
Ł - 2015-01-02, 16:12
:
dworkin napisał/a:
Od tamtego posta moje pojmowanie i percepcja głębszych pokładów interpretacyjnych "Detektywa" uległa istotnej ewolucji, co widać w ostatnich postach, ale...
No wiem wiem, ale musiałem się do kogoś przyczepić, bo to daje gwarancje na odpowiedź, a ja chce sobie o Detektywie pogadać... więć podążaj tropem Panny Młodej.

dworkin napisał/a:
Chyba że, jak sam mówisz, kolejna seria przyzna Ci rację, umieszczając Rusta w wiadomej roli.

Sezon pierwszy to zamknięta całość i mam nadzieje że drugi nie będzie próbą rozwinięcia a kolejną samocałością, z ewentualnymi mrugnięciami okiem i eastereggami. Element okultystyczno-fantastyczny mam nadzieje że będzie takim łącznikiem jakim jest między opowieściami Lovecrafta czyli daje poczucie jakieś większej całości, ale jest to właśnie poczucie a nie kawa na ławę. To coś jak przeczucia Rusta "te miasto jest balknącym wspomnieniem, dźungla tu wróci".

Tak naprawdę ciężko mi powiedzieć czy Rust został opętany, czy w jakiś sposób metafizycznie spacyfikowany. Ja właśnie w gwałtowności przemiany widzę ten element nadnaturalny. Zwłaszcza że Rust w czasie serialu wyśmiewa takie cudowne oświecenia: https://www.youtube.com/watch?v=hTnNsIgQArM . Warto zauważyć że zmienia się też jego podejście do czasu - Nowy Rust wierzy w jakąś wielką narracje, liniowy czas w którym na początku był wielki mrok, ale światło mimo wszystko wygrywa. Ma to się nijak do jego z przeszłości gdy wykłada M-teorię na przesłuchaniu i twierdzi że śmierć ( czyli istoty n-wymiarowe, czyli wielcy przedwieczni) stworzyła czas. Dawny Rust mieszający fizykę z okultyzmem wydaje się bliżej prawdy w ujęciu lovecraftowskim. Może dlatego został spacyfikowany jako zagrożenie (pułapki na demony były nijako przeznaczone na Rusta), bądź namaszczony na nowego kapłana? Może Childress potraktował Rusta jako rodzaj kapłana-spowiednika któremu chce wyznać swoją historie ("niczego się nie wstydze") zanim odejdzie z tego świata? W końcu ta rola Rusta jako tego który wysłuchuje win i grzechów innych jest wielokrotnie akcentowana w serialu.

Z tymi koncepcjami czasu to też fajna perspektywa serialu widzącego samego siebie. Albo uwierzymy że True Detective to linearna historia z małym zwycięstwem dobra na końcu, i damy sobie spokój albo będziemy wracać wciąż i wciąż do tych samych scen karząc ludzikom w serialu wygłaszać te same kwestie w poszukiwaniu prawdy której nie ma. Jak Rust mówi śledcznym - który już raz z wami rozmawiam? Może my widzowie, jesteśmy dla postaci w serialu takimi n-wymiarowymi przedwiecznymi, a czas to krążek blue-ray albo dvd który kręci się w odtwarzaczu. Może to różnica między dawnymi historii przekazyowanymi w jaskini przy oginisku, a współczesnymi cyfrowymi.

Kurczę ten serial to majstersztyk. Bardzo mi się podoba ogólne założenie niemożliwości poznania pełnej prawdy której widz zajmuje szczególną rolę - emancypuje się - najpierw widzimy tylko ekran LCD aparatu który nagrywa przesłuchanych, później kadry z śledczymi, później różnice między relacją detektywów a ich prawdziwymi czynami, a później w 8 odcinku wychodzimy poza perspektywę detektywów, zahaczając o motywy Childressa. Ale mimo tego postępu na mniejszych przykładach wyraźnie jest powiedziane że prawda w całej historii wytraca się - ktoś zatrzymuje sekret dla siebie, ktoś woli nie dostrzegać, ktoś słucha bezrefleksyjnie przełożonych, ktoś nie słucha dzieci.

dworkin napisał/a:
Jednak nadal chciałbym lepiej poznać praktykę funkcjonowania tej mitologii (ezoteryki?) w luizjańskim półświatku, bo swoją interpretację na szczeblu psychologicznym zawarłem w poprzednim poście.

Sposób przedstawienia pewnych haseł i symboli, przypomina to co robił Chambers i Lovecraft, czasem rzucając je tylko, dając do zrozumienia że poza tekstem podstawionym jest wiele wiele więcej.
dworkin - 2015-01-02, 16:38
:
Ł napisał/a:
dworkin napisał/a:
Chyba że, jak sam mówisz, kolejna seria przyzna Ci rację, umieszczając Rusta w wiadomej roli.

Sezon pierwszy to zamknięta całość i mam nadzieje że drugi nie będzie próbą rozwinięcia a kolejną samocałością, z ewentualnymi mrugnięciami okiem i eastereggami. Element okultystyczno-fantastyczny mam nadzieje że będzie takim łącznikiem jakim jest między opowieściami Lovecrafta czyli daje poczucie jakieś większej całości, ale jest to właśnie poczucie a nie kawa na ławę. To coś jak przeczucia Rusta "te miasto jest balknącym wspomnieniem, dźungla tu wróci".

Mam dokładnie to samo zdanie co do wspólnego motywu dla wszystkich serii. A raczej - kreacji świata, w którym będą się one odbywać. Okultystycznego półświatka Luizjany.

Ja jednak należę do tych, co lubią wiedzieć, chwytają wycinki filmowej rzeczywistości, by zbudować jej jak najpełniejszy obraz. Po każdym epizodzie surfuję przez blogi fanbojów, co wypatrują najmniejszych szczegółów, by potem opisać z nich większą całość.

A co do przemiany Rusta - po głębszym zastanowieniu - jest tak grubymi nićmi szyta, że trudno uwierzyć, by scenarzysta wcześniej wierny odmiennej wizji na nią pozwolił. Początkowo potraktowałem to właśnie jak kolejny hollywoodzki bubel, teraz jednak zaczynam sądzić, że jest zbyt tendencyjne, by było przypadkowe. Być może faktycznie stanowi element grubszego planu.
Ł - 2015-01-03, 15:11
:
dworkin napisał/a:

Ja jednak należę do tych, co lubią wiedzieć, chwytają wycinki filmowej rzeczywistości, by zbudować jej jak najpełniejszy obraz. Po każdym epizodzie surfuję przez blogi fanbojów, co wypatrują najmniejszych szczegółów, by potem opisać z nich większą całość.


Ja odwrotnie, programowo bojkotuje hype i czekam na moment aż będę mógł sobie przyswoić całość w jeden wieczór. Fiksacja na szczegółach zazwyczaj prowadzi do rozdrabniania sensu produkcji na drobne, teraz czytam niektóre fanowskie teorie tylko dla beki.Np. kwestia córki Martego wokół której wyrastały niestworzone domysły, ma taki sam ciężar dla fabuły, jak znaleziona pułapka na demony w szopie, o której też wiemy że została zrobiona podczas zajec szkolnych.

Dopiero z perspektywy całości, widać że ten film telewizyjny ma bardzo konkretną kompozycję, fabuła zatacza dwa okrażenia w czasie których powtarza sie dosłownie wszystko (rytualne zabójstwo na początku , kochanka Martego, Rust działający pod przykrywką, śmierć potwora na końcu). Coś takiego jak w Death Proof, z tym że Tarantino nie dorabia do tego innego wyjaśniania jak estetyka - sama geometria kompozycji przełamana w końcówce jest czymś fajnym. A Detektyw właśnie jeszcze coś dorzuca, warstwe którą dla jednych będzie mamieniem a dla innych rozwiązaniem.
Ł - 2015-01-04, 12:33
:
Romulus napisał/a:
http://kulturaliberalna.pl/2014/03/18/mesjasz-piekle-luizjany-serialu-true-detective/
Fajny tekst. Choc jako drobnomieszczanin z cenzusem :badgrin: napiszę, że profesor się za bardzo podniecił i pojechał zbyt intelektualną frazą. Ale co ja tam wiem :mrgreen:

Fajny tekst ale w kategorii "rajd po krainie ciekawostek dokonywany przez prof. Dygresję". W ogóle nie dotyka sedna rzeczy. Tutaj lepsza rzecz: http://film.org.pl/a/anal...-smierci-55819/
Młodzik - 2015-01-05, 12:29
:
Obejrzałem właśnie. I na pewno obejrzę ponownie (może po sesji?), bo część elementów intrygi, motywacji bohaterów mi umknęła. Dobra produkcja, znaczy się.
Ciekawi mnie, jakim człowiekiem był Rust przed śmiercią córki, bo mam wrażenie, że jego skurwysyńska filozofia z '95 jest efektem traumy i późniejszych przeżyć. Być może wcześniej był po prostu zwykłym człowiekiem, tyle że piekielnie inteligentnym. Ale to tylko moje małe gdybanie, bo nie jest to istotne dla serialu jako całości.

Zakończenie było fajne, bo nie dawało żadnych odpowiedzi, ani definitywnego zakończenia sprawy. Zbyt dużo osób maczało w tym palce, by śmierć jednego psychola załatwiała sprawę. Ale to pasuje do postrzegania czasu jako spirali. Może serial skończył się w takim właśnie momencie, ponieważ po przemiana jaka zaszła w bohaterach nie byliby już w stanie drążyć dalej sprawy.
Ł - 2015-01-09, 16:13
:
Młodzik napisał/a:

Ciekawi mnie, jakim człowiekiem był Rust przed śmiercią córki, bo mam wrażenie, że jego skurwysyńska filozofia z '95 jest efektem traumy i późniejszych przeżyć. Być może wcześniej był po prostu zwykłym człowiekiem, tyle że piekielnie inteligentnym. Ale to tylko moje małe gdybanie, bo nie jest to istotne dla serialu jako całości.

Wydaje mi się że właściwością Rusta nie jest nadzwyczajna piekielna inteligencja (taka w stylu Sherlocka) tylko plastyczność własnej tożsamości. Z tego wynikają jego dwie główne umiejętności - działanie pod przykrywką i umiejętność przesłuchiwania. On niejako staje się osobą którą udaje/przesłuchuje, a okupuje to tym że jego własna tożsamość jest zredukowana do roli true detektywa (czego obrazem jest jego mieszkanie). Dlatego w przeciwieństwie do Martego (mającego rodzinę, kochanki, czy nawet głupie hobby jakim jest łowienie ryb) może poświęcić kilkanaście godzin na wertowanie akt. Rola detektywa (i dragi) jest też ostatnią barierą która dzieli go od jego samoświadomości. Dlatego kiedy Childress karze zrzucić mu maskę, on być może naprawdę ją zrzuca i konfrontuje się z samym sobą. Może Rust zawsze był takim człowiekiem jak na końcu serialu, jedynie zamaskowanym i wypierającym się (co tłumaczy uwagi Martego o tym że Rust brzmi spanikowanie gdy mówi o religijnych ludziach).
Młodzik - 2015-01-09, 18:57
:
Faktyczne przesadziłem, może aż tak inteligentny nie był, natomiast w serialu chyba nikt mu nie dorównywał.
Podpisuję się pod twoją charakterystyką :) .
Romulus - 2015-03-20, 06:41
:
http://www.hollywoodrepor...cebook_20150319
http://www.vanityfair.com...social_facebook
:badgrin: :badgrin: :badgrin:
Romulus - 2015-04-09, 20:00
:
Teaser 2 sezonu: https://www.youtube.com/watch?v=4OfU7CGY5DQ
Kvothe - 2015-04-10, 16:22
:
Teaser zaostrzył apetyt.

Do pierwszego sezonu zabierałem się jak pies do jeża, ale jak już usiadłem, to w jeden weekend skończyłem. Serial niepozbawiony małych dłużyzn, ale można to z łatwością wybaczyć, bo serial jest wciągający, nastrojowy, znakomicie zagrany, potrafiący podniecić (panna Daddario), zaintrygować (społeczność internetowa drążąca wątki symboli i tekstów przewijających się w serialu).

Znacznie bardziej podoba mi się taka formuła na serial - nieco przeszarżowana, ale z charakterem i wyrazistym pomysłem, niż osiemnaście sezonów o tym samym.
jewgienij - 2015-04-13, 14:17
:
Po tej zajawce jestem trochę w strachu, że utracili największą siłę, czyli hipnotyczny, psychodeliczny klimat oraz rytm, który brał się z pięknych ujęć plenerowych i wyrazistych fizjonomii dwójki bohaterów.
Tak to na razie wygląda na jakieś kind of "The Killing", "The Fall", czyli standardowy serial o psychopatach i detektywach, lekko podlany modnym sosem dziwności.

Ale ocenimy żarcie po jedzeniu, nie po karcie.
Romulus - 2015-04-13, 15:05
:
Sądząc po wypowiedziach Nica Pizzolatto nie nastawiam się na powtórkę z pierwszego sezonu. Pewne elementy wrócą - co sugerują fragmenty najważniejszych wątków. Ale nie tak jak w pierwszym sezonie.
jewgienij - 2015-04-13, 19:57
:
Nie wiem czemu, ale mimo wielu pretensjonalnych chwytów, pseudofilozofii, na koniec w ogóle stylistyki z kina B, ten serial traktuję jakoś odrębnie, na innej zasadzie niż resztę. Coś tam było w sposobie realizacji, że uwodziło. Jak to teraz utrzymają, to będzie frajda.
Romulus - 2015-05-15, 05:49
:
Nowy trailer: https://www.youtube.com/watch?v=Q4uxGbhO4ag
Romulus - 2015-06-22, 17:23
:
Czołówka pyszna: https://www.youtube.com/watch?v=GJJfe1k9CeE
Myslałem, żeby sobie nagrać premierę i obejrzeć dziś do obiadu. Ale szkoda byłoby poniedziałkowego seansiku po zmroku i czekam do 22.00 :)
ASX76 - 2015-06-22, 19:15
:
Pyszna czołówka, to była w pierwszym sezonie... //amor
Natomiast tutaj jest tylko OK (muzykę też biorę pod uwagę)... //mysli
Ł - 2015-06-22, 19:29
:
Romulus napisał/a:
Czołówka pyszna: https://www.youtube.com/watch?v=GJJfe1k9CeE


W samym show pojawia się jeszcze pyszniejszy kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=QOqzziWdVzk
Jander - 2015-06-22, 20:58
:
Odcin git, a muzyka jeszcze bardziej. O ile Pharell to póki co klisza, tak reszta, a zwłaszcza Ten Czwarty, są ciekawi.
Ł - 2015-06-23, 04:54
:
Bohaterowie z policyjnym rodowodem wyglądają na próbę wykreowania jeszcze bardziej kompulsyjno-impulsywno-destruktywnej pary gliniarzy, ale w obawie przed kolapsem wszechświata na skutek zbyt dużego jump-da-sharka dokonano rozdziału cech na 3 osoby a czwartą dodano dla kontrastu.
Romulus - 2015-06-23, 05:21
:
Ogólnie obsada jest znakomita. Nawet Colin, który w tym serialu, jak mi się wydaje, gra a nie się pręży :) Po pierwszym odcinku jestem bardzo zadowolony. A do tego Rachel McAdams w tym odcinku ładnie zagrała twarzą i znowu się zakochałem.
Kvothe - 2015-06-23, 08:56
:
O, a spodziewałem się raczej narzekania, bo mnie zapowiedziana obsada raczej rozczarowała w porównaniu z pierwszym sezonem. McAdams bardzo ładna, więc powiedzmy, że to był jeden plus. ;-]

Hm hm, może dziś.
Luinloth - 2015-06-23, 14:43
:
Ł napisał/a:
Romulus napisał/a:
Czołówka pyszna: https://www.youtube.com/watch?v=GJJfe1k9CeE


W samym show pojawia się jeszcze pyszniejszy kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=QOqzziWdVzk
Byłabym chora, gdyby nie udało mi się w końcu wyszperać pełnej wersji i nazwiska artystki:
http://thefifthandahalfel...t-favorite-life
Tomasz - 2015-06-23, 17:13
:
A na koniec był jeszcze przepyszny kawałek mojego króla depresji Nicka Cave'a.

https://www.youtube.com/watch?v=GmPPuIQS1H4
Plejbek - 2015-06-28, 23:04
:
Ł napisał/a:

Wydaje mi się że właściwością Rusta nie jest nadzwyczajna piekielna inteligencja (taka w stylu Sherlocka) tylko plastyczność własnej tożsamości. Z tego wynikają jego dwie główne umiejętności - działanie pod przykrywką i umiejętność przesłuchiwania. On niejako staje się osobą którą udaje/przesłuchuje, a okupuje to tym że jego własna tożsamość jest zredukowana do roli true detektywa (czego obrazem jest jego mieszkanie). Dlatego w przeciwieństwie do Martego (mającego rodzinę, kochanki, czy nawet głupie hobby jakim jest łowienie ryb) może poświęcić kilkanaście godzin na wertowanie akt. Rola detektywa (i dragi) jest też ostatnią barierą która dzieli go od jego samoświadomości. Dlatego kiedy Childress karze zrzucić mu maskę, on być może naprawdę ją zrzuca i konfrontuje się z samym sobą. Może Rust zawsze był takim człowiekiem jak na końcu serialu, jedynie zamaskowanym i wypierającym się (co tłumaczy uwagi Martego o tym że Rust brzmi spanikowanie gdy mówi o religijnych ludziach).

Będąc pod wpływem Ligottiego idę tym tropem - bo to wg mnie właściwy trop.

Obejrzałem ponownie pierwszy sezon, skupiając się na świeżo ułożonym w głowie "Teatro Grottesco". Rust Cohle wedle tej strony:
http://lovecraftzine.com/...tti-and-others/
to wręcz chodzący lektor "Spisku przeciwko ludzkiej rasie" Ligottiego. W internecie krążą przeciwstawne sobie opinie na temat tego czy jest to faktycznie plagiat czy nie. "Spisek..." wychodzi jeszcze w tym roku w Polsce - sam się przekonam.
Sam Pizzolatto podaje Schopenhauera, Nietzschego i Ciorana jako główne inspiracje filozoficzne. A mi wydaje się, że serial ten nie tyle opiera się na filozofii powyższych (i Ligottiego również) co z nią mocno polemizuje.
Cały ten nihilizm, negacja samoświadomości i fatalizm Rusta jest wynikiem jego traumy. Poglądy, które wykłada nie są jego, nie zawsze te poglądy podzielał, dopiero śmierć córki, odejście żony spowodowało, że założył maskę, którą ostatecznie zrzuca w Carcosie.
Rust według mnie w finale nie umiera, nie zostaje zredefiniowany, nie zostaje skrzywdzony. Wręcz przeciwnie, to doświadczenie go wyzwala, przywraca go do stanu sprzed wypadku córki. Starsza ciemnoskóra kobieta z przedostatniego odcinka, mówiąc, "Widział pan Carcosę? Niech się Pan raduje! Śmierć to nie koniec" potwierdza według mnie raczej pozytywne niż negatywne skutki objawienia w Carcosie. Rust jednak, w tym siódmym odcinku jeszcze z założoną maską, cały czas na spirali zapętlonego czasu nie przyjmuje tego do wiadomości. To nie jest prawdziwy on, od momentu wkroczenia na spiralę po śmierci córki, posuwa się po niej bez możliwości zejścia. Stąd nihilizm, brak wiary w samostanowienie, gadka o ludziach-marionetkach, powracanie do tych samych miejsc fabularnych w których już był (a może bardziej spoglądanie w dół z wyższego poziomu spirali, jak na schodach na klatce schodowej). Na końcu spirali czeka Carcosa - wyzwolenie, catharsis, prawdziwy wgląd w naturę wszechświata, spojrzenie na spiralę czasu z zewnątrz, z wyższego wymiaru jak w M-teorii.

Ostatnie opowiadanie "Teatro Grottesco" jest o pewnym artyście, który doznaje gnostycznego objawienia prawdziwej natury świata. Podczas ataku choroby w galerii traci przytomność, po jej odzyskaniu nie jest już sobą. Jego jaźń, osobowość umiera on sam jest już tylko ciałem animowanym przez wszechobecną, odwieczną siłę budującą wszechświat. Nie ma "po drugiej stronie" nic poza ciemnością, brakiem nadziei.

Pizzolato wg mnie nawiązuje do tego opowiadania w ostatnim odcinku serialu i trawestuje je. Rust opowiadając Marty'emu swoje doświadczenie z Carcosy, mówi o tym, że jego świadomość zaczęła się rozpadać, jego definicje blaknąć. Rust rozpłynął się w ciemności, dokładnie jak bohater opowiadania Ligottiego ale w odróżnieniu od świata z "Teatro Grottesco" gdzieś tam pod powierzchnią ciemności jest coś co demaskuje ten cały nihilizm jako sztuczną pozę. Miłość, światło wygrywające z ciemnością, nadzieja, jedna ciągła narracja świata (wyższy poziom egzystencji) zamiast powtarzającego się w kółko i w kółko świata z którego nie ma ucieczki (niższy poziom egzystencji). Można by powiedzieć, że banał. Ale mi się to podoba.
Ł - 2015-07-19, 20:42
:
Plejbek napisał/a:

Pizzolato wg mnie nawiązuje do tego opowiadania w ostatnim odcinku serialu i trawestuje je. Rust opowiadając Marty'emu swoje doświadczenie z Carcosy, mówi o tym, że jego świadomość zaczęła się rozpadać, jego definicje blaknąć. Rust rozpłynął się w ciemności, dokładnie jak bohater opowiadania Ligottiego ale w odróżnieniu od świata z "Teatro Grottesco" gdzieś tam pod powierzchnią ciemności jest coś co demaskuje ten cały nihilizm jako sztuczną pozę. Miłość, światło wygrywające z ciemnością, nadzieja, jedna ciągła narracja świata (wyższy poziom egzystencji) zamiast powtarzającego się w kółko i w kółko świata z którego nie ma ucieczki (niższy poziom egzystencji). Można by powiedzieć, że banał. Ale mi się to podoba.


W sumie to identycznie kończy się "Wieczny Grunwald", tyle że tam zamiast córki jest matka a zamiast ciemności są czarne bogi. Nie żebym sugerował że HBO rżnie z Twardocha, ale raczej jako myśl że niekiedy do poobnych rozwiązań da się dojść niezależnie.
Ł - 2015-07-30, 23:30
:
Dobra 3/4 drugiej serii za mną. I niestety średnio.

Parę uwag na marginesie:
Stary Ork - 2015-07-31, 01:12
:
Mam trochę podobne wrażenia, ale ogląda się świetnie - zdjęcia w punkt trafione; ktoś oprócz mnie ma ochotę na powtórkę z Zagubionej autostrady? Bo w kilku momentach drugi sezon wprost jedzie Lynchem, od strony wizualnej i muzycznej.
Ł - 2015-07-31, 08:15
:
Fakt niektóre sekwencje to wprost cytaty z Lyncha szczególnie postacie które objawiaja się - tańczący Elvis i nagi Bob. Ale liczyłem raczej że II seria będzie w podobny sposób budować łączność i mitologie co teksty Lovecrafta z sobą. A narazie ten czynnik okultystyczno-nadnaturalny zarzucono - ciekawie czy ostatnie 2 odcinki coś zmienia w tej materii.

Strona wizualna trzyma poziom, ale nie wywołuje takiego napięcia co sceny z pierwszego sezonu. Jak Rust Cohle kilka lat po morderstwie znalazł na miejscu zbrodni spiralny "wieniec" i patrzył się w jego ciemny środek - to mimo braku jakiekolwiek komentarza werbalnego, mialem ciary. Mistrzostwo komunikowania się językiem wizualnym. A druga seria jak narazie ma ładne migawki.
Stary Ork - 2015-07-31, 10:32
:
Wątpię czy będzie jakiś okultyzm, a jeśli będzie - to się zawiodę, bo jednak będzie dospawany na siłę, drugi sezon to zupełnie inna atmosfera niż pierwszy, wspólny mianownik obu serii to nie okultyzm, tylko Nie trzeba być wykolejeńcem żeby robić w policji, ale to pomaga. Z resztą odbrązowienie kina policyjnego masz nawet w tytule. Druga seria jest jakoś tak bardziej oczywista, jednoplanowa, nie ma mylenia tropów, zacierania śladów i czerwonych śledzi - chyba że wszystko do tej pory jest czerwonym śledziem, ale w takim wypadku obawiam się o toporne ex machina w ostatnich odcinkach.
A co do Lyncha, szło mi też o ogólną warstwę wizualną, ale muszę przypomnieć sobie i Zagubioną autostradę, i Mulholland Drive, bo kobieca intuicja zwraca mnie w tym kierunku.
A Farrell tip-top, z resztą nawet McAdams na którą zwykle mam uczulenie tu się spisuje.
Ł - 2015-07-31, 12:16
:
Zhaltuj Orku, w 2 sezonie są też ślady okultyzmu (no new-agowy tata pani detektyw wyglądający jak big lebowski, maski zwierzaków), kosmicznej perspektywy (chociażby słońce w negatywie widocznie w czołówce), kongwistycznego kombinowania (historia franka o piwnicy z której nigdy nie wyszedł). Ja jednak mam nadzieje że to nie są okruszki jakie zostały na stale po pierwszym sezonie, ale coś co czeka żeby urwać mi głowę w finale.
Stary Ork - 2015-07-31, 12:40
:
Wiesz, Łaku, niuejdżowe mambo-dżambo jednak tak się ma do Carcosy jak Jaruzelski do Pol Pota, tam wątki nadnaturalne były na pierwszym planie i autorzy podsuwali je nam wprost jako równoprawną płaszczyznę narracji. Tu to jednak jest element scenografii, i to mocno ukryty.
adamo0 - 2015-07-31, 12:57
:
Ł napisał/a:
Ja jednak mam nadzieje że to nie są okruszki jakie zostały na stale po pierwszym sezonie, ale coś co czeka żeby urwać mi głowę w finale.


Myślę, że się tego nie doczekamy. W pierwszym sezonie 'inspiracją' był Ligotti, w którego twórczości występują elementy nadprzyrodzone. Ten sezon to podobno zrzynka różnych elementów z prozy Ellroya, w którym raczej (nie jestem pewien, bo nie czytałem) brak elementów szeroko pojętego okultyzmu/magii/nadprzyrodzonych elementów.

Obstawiam, że trzeci sezon (o ile w ogóle powstanie) powróci do korzeni. Po szale jaki wywołał pierwszy sezon, widzowie raczej nie są usatysfakcjonowani tym co dostają w drugiej serii. Skoro widzowie nie są kontent to i HBO nie będzie.
Cintryjka - 2015-08-01, 11:30
:
Rany, ten drugi sezon jest tak rozwleczony i męczący, że oglądam już tylko dlatego, bo mało zostało do końca i szkoda by mi było czasu zmarnowanego na poprzednie odcinki. Intryga rozlazła, postaci kompletnie mnie nie obchodzą, od dialogów częstokroć zęby bolą. Za trzeci sezon zdecydowanie podziękuję.
Ł - 2015-08-04, 13:39
:
Ostatni odcinek to będzie 90 min nudzenia przeplatanego rozpierduchą: http://fdb.pl/wiadomosci/...cinka-detektywa
Romulus - 2015-08-04, 16:51
:
Ł napisał/a:
Ale liczyłem raczej że II seria będzie w podobny sposób budować łączność i mitologie co teksty Lovecrafta z sobą. A narazie ten czynnik okultystyczno-nadnaturalny zarzucono - ciekawie czy ostatnie 2 odcinki coś zmienia w tej materii.


W moim przypadku jedynym - choć chyba umiarkowanym - rozczarowaniem związanym z 2 sezonem byłby właśnie brak tej łączności. Liczyłem na to, że to będzie jakiś temat spajający każdą część antologii, choć od innej strony (inny punkt widzenia, bo inni bohaterowie).

Poza tym 2 sezon podoba mi się bardzo. Scenariusze do tego sezonu mógłby pisać James Ellroy. Dostrzegam tu oczywistą fascynację jego twórczością. A nawet jeśli nie nim, to kimś, kim się Ellroy inspirował. Początkowo był to Mickey Spillane, ale potem już Ellroy "jechał" przez swoje traumy i obsesyjnie powracające tematy. Nic Pizzolato już sam nie pisze scenariuszy, więc raczej nie jest w stanie egzorcyzmować się literacko, tak jak robił to w sezonie pierwszym. Pozostały zatem inspiracje.

Może tropienie Lyncha jest uzasadnione, ale Ellroy przebija go w głównej warstwie fabuły. Choć taka wielowątkowa narracja, która w pewnym momencie zbiega się w jednym punkcie i prowadzi kulminacji to nie jest tylko jego specjalność. Ale już mieszanie ze sobą pospolitych przestępstw z korupcją polityczną - taką średniego szczebla - przyprawione hedonistycznym zepsuciem i nihilizmem moralnym, to już Ellroy.

Widać te inspiracje także na przykładzie postaci. Choć trudno coś nowego powiedzieć o policjantach w filmie i serialu, jak i w literaturze. Ale w twórczości Ellroya (szczególnie w powieściach składających się na "L.A. Quartet") jest pełno głównych bohaterów popaprańców. Policjantów, którzy kiedyś podjęli złą decyzję, skręcili w niewłaściwy zjazd z autostrady i już pojechali dalej, bo nie potrafili lub nie chcieli zawracać. Zawsze, niemal w każdej powieści, dochodzili do jakiejś granicy, kiedy cały ten bagaż, który nazbierali po drodze, w końcu ich przygniatał. A oni w ostatnim zrywie zrzucali go z siebie, chcąc przekreślić przeszłość, "obmyć" się w (zazwyczaj daremnym) geście, czynie, który miał nadać ich życiu sens. Albo pakował ich w jeszcze większe bagno. Tak było z Exleyem w "Tajemnicach Los Angeles", Davem Kleinem z "Białej gorączki". Czy z bohaterami późniejszego "USA Underworld Trilogy" - Wardem Littelem ("Amerykański spisek", "Sześć tysięcy gotówką"), czy Dwightem Hollym ("Śmierć to włóczęga"). Zawsze zostawał jeden, który potem z perspektywy lat spoglądał w przeszłość. Trochę jak "Noodles" w "Dawno temu w Ameryce".

Oni wszyscy także wdeptywali w jakimś zwyczajnym śledztwie w coś wielkiego. Albo korupcja w LAPD, albo polityczno-gangsterskie powiązania lub wprost - brutalne zetknięcie mafii i polityki. Doprawiane to było jakimiś krwawymi zbrodniami popełnianymi przez wykolejeńców (np. morderców mordujących dzieci i przyszywających im skrzydła, nekrofili, sadystów itp., jakieś brudne rodzinne tajemnice rodem z "Chinatown" Polańskiego). "True Detective" zaproponował hedonistyczne orgie, w które angażowani byli członkowie lokalnych elit biznesowo-politycznych, jako swoisty "punkt zborny" tego zła. Co pozostaje w ścisłym związku z "duchem" powieści Ellroya.

Bohaterowie, co oczywiste, są napisani odmiennie, niż w pierwszym sezonie. Bo nie mogło być inaczej. To nie są ludzie, którzy naczytali się ponurych książek, przepuścili je przez swoje traumy i klęski i zaczęli poszukiwać sensu, lub kwestionować istnienie takowego. To "prości" policjanci. Nikt ich nie uczył szukania odpowiedzi egzystencjalnych, albo tego nie potrzebowali. I radzą sobie z rzeczywistością w sposób realistyczny, tj. taki, w jaki każdy na ich miejscu by się z nią mierzył - nie potrafiąc zbudować niczego na stałe, bo nie nauczono ich nigdy kłaść fundamentów pod budowę takiego życia, bo kiedyś, jak to napisałem wcześniej, wybrali zły zjazd z autostrady i już na nią nie wrócili.

Zagrani są doskonale.

Colin Farrell - może on grając Velcoro, jako aktor, przepracowuje swoje traumy, ale staje się przez to lepszy i ma mój szacunek. Nie upadł tak jak Mickey Rourke i rola Velcoro daje mu szansę na powrót do gry jako dojrzałego, dramatycznego aktora, a nie pięknisia hulaki.

Vince Vaughn - mój ulubiony aktor w tym sezonie. Tak samo jak jego postać. Gangster, który chciał się "wyprać" i dołączyć do społecznie akceptowalnej elity. Ale - niczym Michael Corleone w "Ojcu chrzestnym", w tej scenie https://www.youtube.com/watch?v=UneS2Uwc6xw tylko nie w tak dramatycznym wymiarze - musiał wrócić do korzeni. I zostać na nowo gangsterem, bo nie miał innego wyjścia. Do tego Vaughn udanie zerwał w tej roli ze swoim komediowym emploi.

Rachel McAdams - trudno ją chwalić ponad miarę, ponieważ to zawsze była dobra aktorka. Nawet jeśli grała w takich filmach jak "Pamiętnik", to nie dała się zaszufladkować jako bohaterka romansideł i komedii romantycznych i konsekwentnie buduje swoją pozycję.

Na początku też myślałem, że Taylor Kitsch to jakaś pomyłka i drewno. W USA mają na niego jakiś hype, chyba dlatego, że przystojny jak Channing Tatum i nic więcej. Ale z odcinka na odcinek, kiedy dodawano mu ciężaru widać było, że aktor po prostu konsekwentnie budował swoją postać. Zachowywał się właśnie tak, jak powinna jego postać: twardziel, rozdarty wewnętrznie i przygnieciony traumami ze służby jako najemnik prywatnej armii pracującej do dla rządu. I jednocześnie tłumiący w sobie traumę poczucia winy i własnej tożsamości. Wróżę tej postaci zgon. Może właśnie dlatego, że jest to postać podobna do bohatera "Wielkiego nic" Ellroya, jak on się zwał, Danny Upshaw chyba.

Swoją drogą zbudowano w przypadku Black Mountain skojarzenie, jak cep proste i wiodące do Blackwater (która to korporacja już się "przebrandowała" na Xe Services LLC, aby pijarowo odciąć się od niechlubnego wizerunku). Naprawdę, można było się tu bardziej postarać.

Ostatni odcinek przed nami. W zasadzie na wątki okultystyczne już nie liczę, choć może coś się uda wcisnąć. Ten gościu, który strzelał do Velcoro w 2 odcinku rozbudził nadzieję. Bo jakaś rozprawa z przeciwnikiem jest niezbędna, a to daje szansę na jakiś obrzędzik. Byle było z sensem. Do tej pory bez tych wątków serial i tak mi się podobał. Skoro mam być pod tym względem rozczarowany brakiej rozwinięcia tego tematu, to niech tak będzie. Lepsze to niż rozczarowanie wciskaniem go na siłę.
Tomasz - 2015-08-04, 18:23
:
Bardzo trafnie Romulus. Dodałbym tylko, że zdjęcia są bajeczne. Miasta nikt tak nie pokazywał chyba od Michaela Manna.
Romulus - 2015-08-04, 21:37
:
Obejrzałem 7 odcinek (na raty oglądałem) i szkoda, że miałem rację. Ale to wpisuje się w pewien schemat z kryminału noir, gdzie niewinni umierają, a przeżywają ci "starzy", sterani życiem i dźwiganym ciężarem. Może lepiej, aby ten bohater przeżył i spróbował stać się dobrym człowiekiem, jak mówił? Ale to byłoby zbyt lukrowane.

A co do nocnych obrazków miejskich - rzeczywiście masz rację. Jeszcze trochę ujęć z pogranicza nocy i dnia, z industrialnym "wypełnieniem" i byłby to wizualny Michael Mann :)
Tomasz - 2015-08-05, 12:52
:
Ja się zastanawiam czy ktoś w ogóle to przeżyje. Bo to będzie bardzo trudne, tak by jeszcze klapa z tego nie wyszła. Jak się ciekawie zakończy i ktoś przeżyje to tym bardziej mi się ten sezon spodoba.
adamo0 - 2015-08-10, 22:12
:
Skończyło się lepiej niż zaczęło, ale i tak ten sezon nie ma podejścia do 'jedynki'. W jedynce była ciekawa fabuła i te wszystkie okultystyczne aluzje. To dawało niesamowity klimat. W sezonie drugim natomiast fabuła jest naprawdę denna. Jeżeli autor chciał pokazać 'ludzi upadłych' i ludzi z problemami to może i mu to wyszło, ale za mało tego jak na osiem odcinków. Poza tym nic się nie dzieje. Zamiast rozwijać główną oś fabuły przez 3/4 sezonu widzimy na ekranie jakieś bzdury mające mało wspólnego ze śledztwem. Naprawdę masakra. Widać, że ktoś planował zrobić sezon na miarę jedynki tylko cholernie mu nie wyszło.
Ł - 2015-08-11, 05:36
:
adamo0 napisał/a:
Skończyło się lepiej niż zaczęło,


Szczerze to uważam wprost przeciwnie. 2 odcinki 2 serii nakręciły mnie nakręciły, kolejne do strzelaniny wynudziły a teraz to oglądałem siłą bezwładności. Mam wrażenie że wszyscy uwierzyliśmy że Pizzolatto wie co robi (ja uwierzyłem) i że największym wyzwaniem TD 2 będzie aktorstwo. Tymczasem aktorzy dali radę z nawiązką, ale scenariusz rozjechał się totalnie. Masa wątków prowadzących z dupy do dupy, wyglądających na zaimprowizowane zmyły i odnośniki do pierwszego sezonu czy Lyncha, które miały dać posmaczek i hype na forach internetowych, a całościowo okazało się że 2 seria to produkt czekoladopodobny. Do tego słabe rozłożenie akcentów (woodrow mógł równie dobrze zarobić kulką w strzelaninie w połowie sezonu), przeciągające się dialogi, brak jakiekolwiek przyłożenia się do kreacji antagonistów (Osip miał potencjał). Pusty w środku wielkanocny zajączek. Największe rozczarowanie tego roku.
MrSpellu - 2015-08-11, 10:13
:
Serio taka bardacha?
Stary Ork - 2015-08-11, 10:24
:
Nie, po prostu Łak liczył na dużo więcej i się zawiódł. To nadal jest dobra produkcja, świetne zdjęcia, muzyka i aktorstwo, kapitalny nastrój, kilka scen naprawdę arcymocnych - po prostu po pierwszym sezonie oczekiwania były naprawdę zawyżone.
adamo0 - 2015-08-11, 10:38
:
Wszystko w tym sezonie było pomieszane. Zabójstwo w pierwszym odcinku i maska noszona przez zabójcę sugerowały znowu wątki okultystyczne lub podobne. Nie zostało to w ogóle rozwinięte. Odpowiedź zawarta została w jednym dialogu w ostatnim odcinku, chociaż wątek tego konkretnego zabójstwa rozwijany był przez 3 lub cztery kolejne odcinki. Była kwestia sekty, na której czele stoi ojciec głównej bohaterki - nie wiadomo po co to znalazło się w serialu. Mieliśmy domek w lesie z narzędziami tortur. To też zostało potraktowane po macoszemu. Mieliśmy zabójstwo dwóch gangsterów pracujących dla Franka - to w ogóle nie zostało wyjaśnione kto i po co to zrobił.

Po trzecim czy czwartym odcinku zapominamy już o zabójstwie otwierającym całe śledztwo i skupiamy się na całkowicie czymś innym: diamenty i działki pod drogę. Ten wątek rozwijany jest już do końca. Bohaterowie nie ścigają zabójcy z 1 odcinka, w ogóle nie ma o nim mowy. Przez dwa odcinki był też wątek konfliktu pomiędzy przełożonymi głównych bohaterów, który też został wpleciony nie wiem po co bo nic z tego nie wynikało.

Muzyka, zdjęcia, aktorski fach - za to możemy doceniać ten sezon, tak jak i poprzedni. Jednak od względem fabuły, prowadzenia wątków, klimatu sezon pierwszy bije ten na głowę.
Ł - 2015-08-11, 13:44
:
Spellu jest tak jak napisał Orku. Druga seria jest umiarkowanie niezłym serialem, ma swoje mocne momenty i dłużyzny, tylko że nie tego oczkiwałem po marce jaką wyrobiła pierwsza historia. Tam w scenariuszu była jakaś big idea której naprawdę wzorcowo asystował język wizualny, aktorstwo, sposób przedstawienia fabuły etc. W drugiej serii jest bałagan w scenariuszu a pozostałe aspekty robią dobrą robotę niezależnie od tego.


adamo0 napisał/a:
Była kwestia sekty, na której czele stoi ojciec głównej bohaterki - nie wiadomo po co to znalazło się w serialu.

Żebyśmy się dowiedzieli że Ray ma wielką aurę :roll:
Stary Ork - 2015-08-11, 13:58
:
Bajdeuej, scena w której Ray rozmawia sam na sam z psychiatrą w ciemnych brylkach sprawiła, że miałem ochotę wstać i zacząć klaskać //orc
Romulus - 2015-08-11, 17:44
:
Ostatnie sceny z Vincem Vaughnem - znakomite. Lepsze niż te z Colinem i Rachel. Zresztą, on miał chyba najlepsze zakończenie. Jego postać była kompletna. I doskonale zagrana. Jeśli nie nagrodzą Vaughna za tę postać, to chyba tylko z konieczności hejterskiego odreagowania za to, że 2 sezon to nie to samo, co pierwszy.

Po finałowym odcinku jestem pewien, że to był sezon w stylu Jamesa Ellroya. Jedynego, czego brakuje mi do pełni tego obrazka to jakiegoś silnego, formalnego akcentu z wyrafinowanie obrzydliwą zbrodnią. Zabójstwo Caspera spełniało trochę tę rolę, ale tylko na początku i biorąc pod uwagę rozwiązanie zagadki tego zabójstwa, nieco złagodziło ono "dewiacyjność". Pozostałe wątki zostały zakończone realistycznie. To jest, nie było żadnej sprawiedliwości, nawet po latach. Może, co najwyżej, jakaś nadzieja na nią.

Zatem był to sezon w stylu noir. Nic Pizzolato nie dorzucił do tego, nazwijmy to, neo-noir, niczego nowego. Ale dobrze skomponował całość.

Trudno polemizować z Łakiem - kwestia innych oczekiwań. Zgodzę się natomiast z jednym. Zabrakło w tym sezonie jakiegoś konkretnego przeciwnika. Nie chodzi o jakiegoś stereotypowego Złego, mistrza kukiełek, który steruje wszystkim zza kulis. Tylko o takiego - nawet najzwyklejszego - dobrze napisanego, wyrazistego przeciwnika. Nie chodzi mi o kwestię konieczności jego pokonania w finale. Tylko o sam fakt jego istnienia. Może o pewną nieuchwytność. Jak w pierwszym sezonie, kiedy zabicie Złego wcale nie wyeliminowało zła, które on sprowadzał. Jego istnienie w 2 sezonie mogłoby podkreślić, w kontekście finału, właśnie bezskuteczność wszystkich wysiłków. I co z tego, że - hipotetycznie - zostałby wyeliminowany, skoro to kryminalne zło wcale nie odczułoby jego straty.
Cintryjka - 2015-08-11, 18:28
:
Druga seria jest tak nudna i o niczym, że darowałam sobie finał i nie żałuję.
Fidel-F2 - 2015-08-11, 18:38
:
To niby, że ten okultyzm z pierwszej serii nie był z dupy wzięty?
Jander - 2015-08-11, 21:20
:
Ja się nie rozczarowałem, ale nie wymagałem nie wiadomo czego po pierwszym sezonie. Scenariusz rzeczywiście momentami kulał, ale już samo zakończenie bardzo zacne. Z chęcią zobaczę ponownie.
Ł - 2015-08-12, 06:37
:
Postać Franka i odegranie były mocne, ale scenariusz kierował go w stronę łażenia po stereotypowych grupach etniczo-gangsterskich niczym z GTA i udowadniania że "ma zęby" 50dziesiat razy , a cały wątek orbitował w kierunku zuubożonej wersji Breaking Bad. A z jego postacią - gangstera próbującego się zalegalizować - wiązałem największe nadzieje w tym sezonie, oprócz rzecz jasna zbudowania okultystyczno-mitologicznej ciągłości z pierwszym sezonem (na takiej zasadzie jak powiązane były historie lovecrafta czy liottiego). Liczyłem na zwrócenie uwagi nie na oczywisty kryminalny aspekt zła, ale raczej systemowy, w końcu mamy takie świat na jaki zasługujemy. Nadzieje te rozbudził mocno początek serialu gdzie pokazano rywalizacje różnych stronnictw po legalnej stronie spoołeczeństwa. Ale okazało się że to kolejny zasygnalizowany wątek a później porzucony. Praktycznie żadnego motywu w tej serii nie zrealizowano konsekwetnie, po wszystkim ślizgano się (czasem z rewelacyjnym efektem), ale wciaż - to było ślizganie po powierzchni. A na obsłużenie tego ślizgania zaangażowano masę niepotrzebnych postaci. Czemu służyła np.scena konfrontacji Raya z odnalezionym gwałcicielem jego żony? Po co dowalać na końcu serialu nową postać, skoro już jej wątek spełnił swoją rolę, i bez tej sceny serial mógłby się po prostu obyć? A to tylko jeden sympton. Przez takie numery zabrakło czasu na pogłębienie naprawdę istotnych postaci np. tego rodzeństwa, którego losy jakoś mało mnie obeszły.
Romulus - 2015-08-21, 18:36
:
Z innej mańki o 2 sezonie. Oczyma Wojciecha Orlińskiego:
Cytat:
Skończył się właśnie drugi sezon serialu "True Detective", który podobał mi się nawet bardziej od pierwszego. Zgodnie z najlepszymi tradycjami Chandlera i Hammetta serial ten wykorzystuje intrygę kryminalną do krytyki społecznej - a ja tę tradycję uwielbiam.

Wiele szokujących pomysłów fabularnych drugiego sezonu - jak doszczętnie skorumpowane kalifornijskie miasto czy przedziwny ośrodek, który pod pretekstem newage'owej duchowości zajmuje się stręczycielstwem dla miliarderów, mają łatwe do rozpoznania pierwowzory w prawdziwej Kalifornii. Skorumpowane miasto w serialu nazywa się Vinci, ale tak naprawdę to Vernon, przedmieście Los Angeles. Władze miasta zgodziły się na kręcenie w Vernon - bo w Vernon wszystko się da załatwić za pieniądze.

Z newage'owym ośrodkiem sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. W pierwszym odcinku śledztwo prowadzi głównych bohaterów do Instytutu Panticapaeum, który tak bardzo przypomina rzeczywisty Instytut Esalen, jak to było możliwe bez narażania się na proces.

Śledztwo przenosi się potem do jeszcze dziwniejszego instytutu, którym kieruje niejaki doktor Pitlor - wychowanek Instytutu Panticapaeum, który potem założył własną placówkę. Początkowo wydaje się sympatycznym psychoterapeutą specjalizującym się w leczeniu kalifornijskich miliarderów z ich niewątpliwie straszliwych problemów psychicznych, ale stopniowo jego postać robi się coraz paskudniejsza.

Pitlora gra specjalizujący się w oślizgłych i zdemoralizowanych postaciach eksgwiazdor rocka Rick Springfield. W bardzo ważnej scenie detektyw Velcoro (Colin Farrell) przerywa doktorowi spokojną lekturę pewnej książki (by wymusić z niego kluczowe zeznania). Tą książką są "Nauki don Juana" Carlosa Castanedy. To nie był przypadkowy wybór - Castaneda był duchowym przywódcą pokolenia 1968. Tezy zawarte w jego książkach sfilmowali m.in. Ken Russell w "Odmiennych stanach świadomości" i Andrzej Żuławski w "Szamance".

Castaneda twierdził, że badając meksykańskie plemiona, poznał szamana, którego opisywał jako don Juana Matusa. Innym badaczom nie udało się zweryfikować istnienia tej postaci - Castaneda wyssał ją z palca, razem z jej rzekomymi "naukami", które publikował później w kilkunastu tomach.

"Nauki don Juana" w rozwodnionej formie weszły do kanonu popkulturowych komunałów. Znajdziemy je w książkach Paulo Coelho, w żółtych karteczkach Pawlikowskiej, w niezliczonych książkach motywacyjnych z serii "Odnieś sukces w weekend".

Wszyscy to słyszeliśmy - że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, trzeba się tylko bardzo postarać. Że wystarczy oczyścić umysł z przesądów i zobaczyć rzeczywistość z innego wymiaru. Że wystarczy oczyścić organizm z "toksyn", unikać negatywnych wibracji i wiązać tylko z ludźmi, którzy mają aurę odpowiedniego koloru.

Serial parodiuje ten światopogląd w postaci bzdurnych wypowiedzi guru New Age z Instytutu Panticapaeum. Ten jest przynajmniej tylko nieszkodliwym szarlatanem. Potem jednak ten sam światopogląd głosi doktor Pitlor, postać już zdecydowanie negatywna.

Odbieram to jako metaforyczną sugestię, że "nauki don Juana" odegrały rolę w zmienianiu Ameryki na gorsze. Miasto Vernon nie zawsze było tak straszne jak dziś - wszystko tam się zaczęło staczać w roku 1980, kiedy miasto opanowała klika powiązanych ze sobą miliarderów. Udało im się doprowadzić do sytuacji, w której Vernon ma tylko ok. stu obywateli uprawnionych do głosowania. Pozostałe kilkadziesiąt tysięcy to robotnicy - głównie Meksykanie z lewymi papierami. Od 1980 w Vernon nie było wolnych wyborów - ta setka zarejestrowanych wyborców to beneficjenci rządzącego miastem układu, głosują zawsze na swoich.

W serialu układ zawiązał się w Instytucie Panticapaeum. Filozofia New Age rzeczywiście przyczyniła się do triumfu neoliberalizmu w USA. Bo skoro sukces jest na wyciągnięcie ręki - to znaczy, że sytuacja, w której stu oligarchów wyzyskuje kilkadziesiąt tysięcy robotników, przestaje być szwindlem. Po prostu ta setka wyciągnęła rękę, a tamte tysiące nie. A więc: nie zasługują na współczucie czy solidarność. Ich krzywdy im się należą. Mają złą aurę, coś przeskrobali w poprzednim wcieleniu. Niech cierpią!

W serialu "Dolina Krzemowa" mamy podobną tezę, acz wyrażoną czysto komediowo. Jedną z negatywnych postaci jest tam prezes pewnej fikcyjnej korporacji Gavin Belson, nie rozstający się ze swoim "duchowym guru", który do każdego szwindla Belsona dorabia teorię o karmicznych wibracjach aury.

Pierwszy sezon "True Detective" pokazywał zło, do jakiego prowadzą przesądy wyznawane na głębokim Południu. Drugi - przesądy elit z Zachodniego Wybrzeża. W takim razie mam nadzieję, że akcja trzeciego przeniesie się na Wall Street!

http://wyborcza.pl/duzyfo...Gazeta_Wyborcza
Romulus - 2018-08-27, 16:11
:
Trzeci sezon nadchodzi. I jaki smaczny trailer go promuje: https://www.youtube.com/watch?v=YpUznQds8p4 Jestem zainteresowany. Bez niestandardowych oczekiwań. Byle fabuła trzymała w napięciu, miała rytm. Obsada już jest bardzo dobra.
Fidel-F2 - 2018-08-27, 16:25
:
pierwszy sezon był taki sobie, drugiego nawet nie pamiętam czy widziałem, trzeci może się walić
Romulus - 2018-11-03, 19:57
:
Nowy zwiastun trzeciego sezonu znowu podnosi oczekiwania: https://www.youtube.com/watch?v=btoZfxs0pE0
Romulus - 2019-01-15, 18:00
:
Początek trzeciego sezonu jest bardzo dobry. Znakomity. Idzie "drogą" sezonu pierwszego, ale nie ma Rusta i jego "kawałków" mistyczno-filozoficznych więc nie wszystkim może się spodobać "tylko" wciągająca intryga rozgrywana na trzech planach czasowych. Z drugiej strony, te "lalki" mogą mieć tego typu "podkładkę".

Czy tylko mnie zastanawia znaczenie dziurki w ścianie dla całej intrygi?

Mahershala Ali nie ma chyba konkurencji w tym sezonie, przynajmniej po dwóch odcinkach. Ale reszta obsady nie podaje tyłów.

Wciągnąłem się.
Rashmika - 2019-01-15, 21:01
:
Romulus napisał/a:
Początek trzeciego sezonu jest bardzo dobry.

Niestety, to nie jest wyznacznik jakości, jeśli scenariusz pisał Pizzolatto. Gościu potrafi budować klimat i napięcie, ale to jest ten sam gościu co włożył kosmiczne wiry z okręznicy do pierwszego Detektywa i całkowicie spitolił dalsze sezony The Killing. Pierwszy spitolił tylko trochę, ale wyłącznie dlatego, że nie wymyślił tego sam.

Romulus napisał/a:
Czy tylko mnie zastanawia znaczenie dziurki w ścianie dla całej intrygi?


Będziesz się zastanawiał przez cały sezon a na końcu może się okazać, że to tajne przejście do Krainy Czarów, gdzie czekają Gąsienice.
Romulus - 2019-01-16, 17:31
:
Ha, widzisz ja należę do tego wąskiego grona, które uważa, że drugi sezon został zjechany bardziej niż na to zasługiwał. A jego jedyną wadą (poza pomijalnymi, moim zdaniem, "skrótami" fabularnymi), było to, że nie był taki "głęboki", jak pierwszy. I mimo całej ogromnej sympatii dla sezonu pierwszego, który zamierzam sobie wkrótce powtórzyć "na zimno" - nie ma w nim za grosz głębi, tylko ładna, pociągająca, klimatyczna otoczka, która spowija kryminalną intrygę.
Rashmika - 2019-01-17, 12:54
:
Ja zdecydowanie wolę sezon 2. Nie przepadam za wzbogacaniem filmu kryminalnego okultyzmem w formie fantasy. S 01 broni się wyłącznie aktorami, bo fabuła została pogrzebana głupawymi eksmachinacjami maskującymi zwyczajny brak pomysłu na zakończenie. Dlatego, choć 2 odcinki s03 są imho bardzo ładne na tym etapie, spodziewam się grubych debilizmów na finiszu, wyłącznie za sprawą Pizzo. Pokajam się, gdy będzie inaczej.
Plejbek - 2019-01-17, 14:16
:
A ja liczę, że będzie dokładnie tak samo jak w pierwszym sezonie. To co Ty widzisz jako jego słabość, dla mnie było właśnie jego największą siłą. A co do drugiego to uważam, że został potraktowany dość niesprawiedliwie. Gdyby to on był tym pierwszym, miałby o wiele lepsze recenzje i opinie.
Rashmika - 2019-01-17, 15:04
:
Plejbek napisał/a:
To co Ty widzisz jako jego słabość, dla mnie było właśnie jego największą siłą.



Czyli Piazzolatto? Czytałam Galvestona, widziałam kilka rzeczy przy których się udzielał, nic specjalnego, taki popkulturowy fastfood pofastrygowany przypadkowo literackimi i filmowymi inspiracjami, zupełnie mi nie leży. Dodam że Lovecraft, Carcossa i Ligotti to nie moja bajka, może dlatego nie odczuwam fluidów.
Romulus - 2019-01-17, 18:18
:
Rashmika napisał/a:
Ja zdecydowanie wolę sezon 2. Nie przepadam za wzbogacaniem filmu kryminalnego okultyzmem w formie fantasy. S 01 broni się wyłącznie aktorami, bo fabuła została pogrzebana głupawymi eksmachinacjami maskującymi zwyczajny brak pomysłu na zakończenie. Dlatego, choć 2 odcinki s03 są imho bardzo ładne na tym etapie, spodziewam się grubych debilizmów na finiszu, wyłącznie za sprawą Pizzo. Pokajam się, gdy będzie inaczej.

Dokładnie tak! Z tym że ja dwa te sezony traktuję jako odrębne dzieła. Sezon drugi lubię po prostu inaczej niż sezon pierwszy. :)
Rashmika - 2019-01-17, 18:56
:
Romulus napisał/a:
Z tym że ja dwa te sezony traktuję jako odrębne dzieła


Bo, poza tytułem i twórcami, nie mają stycznych. Dwie zupełnie różne konwencje. Wolę tę w miarę trzymającą się ziemi. Oby 3 też szedł tą drogą. Dlatego też wstrzymuję się ze znaczeniem dziurki w ścianie, nie wiadomo co tu się wykluje, spójny scenariusz czy sztuczności wymykające się logice fabuły, z durnym zakończeniem robiącym z uważnego widza - wała.
Fidel-F2 - 2019-01-17, 21:39
:
Widziałem tylko pierwszy sezon. Tylko Harrelson był tam wart oglądania. McConaughey grał jak licealna gwiazda a fabuła..., już nawet nie pamiętam, jakaś taka sieczka popowa.
Metzli - 2019-01-18, 09:56
:
Po 2 odcinkach 3 sezonu jestem zadowolona. Tak się zresztą złożyło, że niedawno skończyłam oglądać dwa poprzednie sezony. Chociaż w przypadku tego serialu nie trzeba się trzymać chronologii, każdy to osobna historia. Od oglądanego serialu też nie wymagam zbyt wiele - historia i bohaterowie mają być przekonywujący. I ten warunek jest spełniony :)
Romulus - 2019-01-21, 18:40
:
3x03. Tak mi się wydaje, jakby bohaterowie, w trakcie tego pierwszego śledztwa, pogubili po drodze sporo istotnych okoliczności. Wspomniana dziura w ścianie, teraz samochód i potencjalny świadek (zlekceważony?). Nie jest to błąd fabuły, co raczej realizm. Szeroko zakrojone śledztwo, zbiera się mnóstwo dowodów, szczegóły gdzieś umykają i giną w ich gąszczu. Dopiero spojrzenie z oddali na całość, podejście analitycze - wszystko to może pozwolić wyłuskać najistotniejsze tropy, które umykają. Czy album z pewnym zdjęciem też będzie takim "zagubionym" tropem? Wiadomo, że przecież kogoś zamkną, będzie proces, potem kolejne śledztwo i w końcu duży przeskok do czasów współczesnych i kolejne wątpliwości.

Niech scenarzyści tego nie schrzanią, bo fabuła mi ładnie pieści zwoje.
Romulus - 2019-02-18, 18:37
:
3x06 i 07 - zdaje się, że wszystkie karty są już na stole. Szczególnie po końcówce 3x06. 3x07 przyniósł trochę odpowiedzi, ale nie wszystkie. Mały spoilerek - połączył się fabularnie z 1 sezonem. Ale to może być zmyłka. Ponieważ jest jeszcze możliwa jedna wersja i ta może być odpowiedzią na wszystkie pytania. Niemniej, wydają się realne już tylko dwie. Obydwie prowadzą do tego samego punktu, a może je różnić motyw. Za tydzień finał i chyba nie będzie niedomówień.

Ciekawe, czy pociągną serial z czwartym sezonem.
Romulus - 2019-02-25, 18:37
:
Miałem rację, że realne były tylko dwie możliwości rozwiązania zagadki. W zasadzie jedna, tyle że dwuwariantowa. Twórcy wybrali tę, odnośnie której miałem nadzieję, że wybiorą. Ale nie rozczarowała mnie odpowiedź. Zapewne na jakimś poziomie była rozczarowująca - jak zawsze bywa, kiedy wszystkie tajemnice zostaną ujawnione. Niemniej, cieszę się, że wszystko zostało doprowadzone do końca. Zastanowiło mnie w trakcie, co jeszcze zostało do powiedzenia - ponieważ po ujawnieniu odpowiedzi do końca odcinka zostaje jeszcze około 25 minut. Dużo czasu, nawet jak na konieczność zakończenia losów bohaterów. To, co się wydarzyło w "epilogu" uznaję za pewną grę z widzem. Może z bohaterem. Na szczęście, twórcom udało się uniknąć dosłowności, dzięki temu, kim był bohater. Nie chcę pisać więcej, aby nie zaspoilerować.

Doskonały był w tym serialu Mahershala Ali. Facet zbiera Oscary - jak się okazało dziś w nocy - ale i na Emmy też zasługuje, więc mam nadzieję, że nominacja za tę rolę do Emmy, jak i Złotego Globu go nie ominie. Zagrał świetnie - bardzo wiarygodnie, głównie w najstarszej wersji swojego bohatera. Wierzyłem w tę starość.
Crozier - 2019-02-25, 20:27
:
Dla mnie trzeci sezon to w ostatecznym rozrachunku strata czasu i odcinanie kuponów, zresztą podobnie jak seria druga. Jedyne, co je różni to fakt, że najnowszy sezon przynajmniej udało mi się dokończyć.
Tomasz - 2019-02-26, 09:21
:
Im dalej w tym sezonie tym gorzej. Ten sezon był bardziej rozczarowujący niż drugi. Rozwiązanie nudne, ostatnie dwa odcinki pełne przeciągniętych, niemożebnie nudnych dialogów. Zachowanie pary detektywów żałosne, ich decyzje, wybory i postępowanie niesamowicie niespójne. W każdym z torów czasowych po świetnym początku wszystko się rozsypywało. O ile pierwszy czasowo wątek jakoś ma ręce i nogi, to środkowy to komedia nielogiczności. Trzeci przez "pamięciowe" problemy tłumaczy wszelkie rozbieżności. Pewnie to zamierzony zabieg. Wątki rodzinne niepodomykane, bez sensu i strasznie nierealistyczne.
Ale te pół godziny ostatnie, z kolejnymi finałami, przeciągniętymi w nieskończoność, to był gwóźdź do trumny. Jeden z najgorszych seriali HBO, jeśli nie najgorszy. Pierwszy sezon był świetny, drugi też całkiem się obronił. To jako całość beznadziejne. 6 odcinków ok, chociaż każdy mniej mnie wciągał niż poprzedni.
I zastanówcie się o co chodziło w opowieści jako całości? Banalne zestawienie skutków nierozwiązanej sprawy w życiu zawodowym i prywatnym? Zawodowo dwóch kozaków z pierwszej linii czasowej w drugiej wyszło na nieudaczników, złamanych zdarzeniem w szopie i zastraszonych jedną rozmową. W trzeciej linii to i tak nie można mieć pewności co było naprawdę. Łzawy wątek związku nauczycielki z policjantem nijak się psychologicznie nie klei, a w dialogach sztuczny w finale strasznie, aż uszy cierpły. Siedzieliśmy z żoną patrząc na ostatni odcinek i nie mogliśmy uwierzyć co oglądamy.
Romulus - 2019-02-26, 13:55
:
No to jakbyśmy oglądali różne seriale. Bo ja wręcz przeciwnie. :) Nie to, że szczękę zbierałem z podłogi, bo w te rejony serial w ogóle nie celował (o czym świadczą udzielone odpowiedzi). Ale historia była spójna, o jakich nielogicznościach fabuły mówimy? Życie jest nielogiczne, a logiczna fabuła to bajka. :) Ludzie w życiu postępują bardzo nielogicznie, nieprzewidywalnie, popełniają błędy bo są po prostu ludźmi. Serial nie tworzył herosów na żadnym planie czasowym. Bohaterowie byli "słabi" od początku. Że jeden dał się zastraszyć? A co w tym złego? Miało być bardziej przekonująco? Poprzez tandetne przystawianie dzieciom broni do głowy? Najsłabszym momentem było to "alternatywne" zakończenie historii dziewczynki, ale nawet nie można uwierzyć w to, że było realne, bo scenarzyści nie posunęli się tak daleko i zostawili bohatera z jego pamięcią.
Fidel-F2 - 2019-02-26, 14:54
:
Romulus, ty zazwyczaj jakbyś oglądał inny serial. :badgrin:
Romulus - 2019-02-26, 17:16
:
Ty za to żadnego interesującego. :badgrin:
Fidel-F2 - 2019-02-26, 18:14
:
Jakby jakiś był to bym oglądał.