Dla wielu osób był to szok. Najpierw nieśmiałe zapowiedzi o możliwym końcu Uczty Wyobraźni, później informacje o przeprofilowaniu się wydawnictwa. Mag do tej pory kojarzony był z tym, że wydaje sporo dobrej zachodniej fantastyki. Tylko, że im lepsza literatura była nam serwowana, tym gorsze były wyniki sprzedaży.
Mag nie bankrutował tak naprawdę dzięki Paoliniemu, Moore’owi i Gaimanowi, ale chyba tylko młody autor sprzedawał się w nakładzie sporo powyżej 10 tys. egzemplarzy. Powieści o Eragonie kiedyś by się jednak skończyły, więc zaczęto szukać czegoś nowego. Z pomocą przyszła Meyer i popularność jaką zdobyły paranormal romance. Mag zaryzykował z Clare (35 tys. egzemplarzy sprzedanych), Harris (30 tys. egzemplarzy sprzedanych) i Harrison. Dwie pierwsze, z tego co wiadomo, okazały się strzałem w dziesiątkę. Później wyszło, że starczy wydać nieskomplikowaną fantasy z okładką podobną to tych, które miały książki Trudi Canavan, by osiągnąć wynik Gaimana czy Moore’a. I tak Droga Cienia Weeksa (10 tys. egzemplarzy sprzedanych) na tę chwilę wydaje się być kolejnym bardzo dobrym posunięciem. W Magu nie mają już chęci balansować na krawędzi bankructwa. Jeśli tyle samo pracy trzeba włożyć w wydanie ciekawszej fantastyki i tej gorszej, a ta druga zarabia na siebie aż miło się patrzy, to następny krok wydaje się oczywisty.
Dziwi mnie za to podejście: „Jak wydają wampiry zarabiające to mogą i te lepsze książki”. A jak nie, to stracą, przynajmniej taki wydźwięk mają dla mnie te opinie. Prawda, stracą te 3 czy 4 tysiące klientów, a w zamian zyskają 30 tysięcy. Ktoś jeszcze ma wątpliwości? Cała ta sytuacja przypomina mi kwestię komercjalizacji różnych ludzi czy podmiotów. To kiedyś było dość popularne określenie. Jeśli ktoś się komercjalizował, to porzucał ideały ambitnej kultury na korzyść zysku. Bardzo pejoratywne określenie.
Pewnie zaraz podniosą się głosy: „Ale w takim razie co będziemy czytać?” Nie będę przytaczał kwestii czytania w oryginale, bo zaraz ktoś będzie mi udowadniał, że jak nie urodziłem się w Anglii czy USA, to i tak nic nie zrozumiem. To, że jeden z najciekawszych wydawców stracił cierpliwość i może zapał, śmiesznym nie jest. Śmieszne nie jest też to, że mamy tak niezdrowy rynek, że nawet celując w niszowy produkt, nie można choćby normalnie egzystować. Oczywiście zmiany w Magu nie odetną nas zupełnie od dobrej literatury, Mag aż tak ważnym graczem nie był. Starczy spojrzeć na dwie edycje plebiscytu Katedry. Na 20 nominowanych, zaledwie 5 książek wydało wydawnictwo, o którym się tutaj rozpisuję. A często dobra fantastyka ukazywała się nakładem zupełnie niefantastycznych oficyn, jak Niebieska Studnia, Czytelnik, Świat Książki czy Rzeczpospolita.
Oczywiście ta czarna wizja to tylko jeden z prawdopodobnych scenariuszy. Mag może zdryfować równie dobrze w kierunku wydawania dużej ilości pulpy i dodawania do tego książek literacko ciekawszych. Może też okazać się, że po pięciu latach będą mieli już dość i zwiną zupełnie interes albo Andrzej Miszkurka poczuje, że jednak musi coś jeszcze zrobić (w domyśle wydać), żeby się zawodowo spełnić, bo paranormal romance jednak to nie było to. Możliwości jest naprawdę wiele…
Przeczytaj również:
- Literackie zgadywanki – Martwy aż do zmroku Od jakiegoś czasu, również w Polsce, za sprawą książek Stephenie Meyer popularność zyskuje paranormal romance. Nie trzeba było długo czekać, by także inni wydawcy sięgnęli po książki z tego gatunku....
- Jak wydawcy internet odkrywają. Z małym opóźnieniem ale nasi wydawcy w końcu odkrywają możliwości sieci. W styczniu pisałem tak: Po czwarte: Skromne i nie najwyższej jakości ale jednak próby wkroczenia do internetu. Pionierem zdaje...
2 Komentarze
tyle Ci napisze ;P
AM ewidentnie napisał „istnieje taka możliwość”, a odnosiło się to do tego, że już wybierał takie książki jak Eragon do oferty Maga i chyba po prostu nie chce się zarzekać, że czegoś na pewno nie zrobi. Ja na razie ani przez chwilę nie poczułem zagrożony się tym, że wreszcie zacznę czytać więcej po angielsku. Wydawnictwo Mag mi na to nie pozwoli ;)
ak wydają wampiry zarabiające to mogą i te lepsze książki”. A jak nie, to stracą, przynajmniej taki wydźwięk mają dla mnie te opinie.
A kto tak twierdzi ? Raczej o to że poleganie tylko i wyłącznie na wampirach to ryzykowna strategia