Czarna Kompania, Glen Cook

Czarna-kompania_Glen-Cook

Za parę dni w sprzedaży pojawią się Kroniki Czarnej Kompanii Glena Cooka, korzystając z tego pretekstu postanowiłem sprawdzić czy ten cykl zasłużył na swoją pozytywną opinię (choć w końcu natrafiłem i na krytyczne głosy pod jej adresem). Ponoć obok MKP Eriksona i PLiO Martina to jeden z najlepszych cykli fantasy. Na początek spróbowałem się z pierwszym tomem czyli Czarną Kompanią.

Historię poznajemy dzięki Konowałowi, który jest lekarzem a także kronikarzem kompanii. Czarna Kompania to druga szansa dla wielu osób na nowe życie, często trafiają tam ludzie wyrzuceni poza margines. Cook nie tworzy zgrai herosów walczących w imię sprawiedliwości, opisuje nam historię najemników, którym honor nakazuje wypełnienie kontraktu. Co warte podkreślenia Cook stara się zatrzeć wyraźną granice między dobrem i złem, nie wskazuje paluchem Ci źli, Ci dobrzy. Oczywiście czytelnik w pewnym momencie zacznie sympatyzować z którąś ze stron ale autor z czasem będzie podsuwał kolejne informacje mające na celu zachwiać ową sympatią, przekonaniem kto bliższy dobry, a kto złu. Tak świat wydaje się nam bliższy, w tym zapewne leży siła tej pozycji.

Aby jednak dojść do takich wniosków wpierw trzeba przebrnąć przez początek książki. Początek momentami irytujący, trochę też wydawałoby się chaotyczny. Bo to nie rozchodzi się o to, że autor rzuca czytelnika na głęboką wodę. Tutaj problemem wydają się krótkie sceny, szybko przeskakujące. Nie mogę powiedzieć aby Cook płynie wprowadzał do swojej historii. Także na minus zaliczyć muszę skąpość z jaką dzieli się z nami informacjami czy to o świecie przedstawionym, czy wydarzeniach w nim zachodzących. Doskonale to ilustruje właśnie początek powieści, choćby zamieszki w Berylu, które wybuchają nagle dla czytelnika, a później autor nie spieszy się z wyjaśnieniem co, jak i dlaczego. Innym doskonałym przykładem jest zdobycie fortecy w Rozdaniu. O czynie wiemy tylko, że Czarna Kompania poszła tam i zdobyła, w środku nocy! Tego typu właśnie szczegóły działają na niekorzyść powieści Cooka.

Często porównuje się MKP do Czarnej Kompanii właśnie. Można dostrzec pewne podobieństwa, jednak nie są one na tyle duże i wyraźnie by nie można było podobnych znaleźć w innej książce fantasy. Jednak CK porównania z cyklem Eriksona nie wytrzymuje. Rozmach, bogactwo świata, zróżnicowana perspektywa z której poznajemy opowieść, kreacja bohaterów – w tych elementach pierwszym tom cyklu Cooka wyraźnie przegrywa. Jak będzie dalej nie wiem, mam nadzieje, że się poprawi.

Czarna Kompania nie jest rewelacyjnym pierwszym tomem. Jest dość przeciętną książką. Możliwe, że 25 lat temu był to powiew świeżości, coś nowego, zaskakującego ale teraz wydaje się być ubogim krewnym kilku o wiele lepszych powieści. Pozostało żywić nadzieje, że kolejne tomy są lepsze…

Przeczytaj również:

  1. Czarna Kompania Cooka powróci! To jest news, który zasługuje na osoby wpis.  Zasługuje z kilka względów. Po pierwsze Rebis zaskoczył, że tak po cichu wprowadził ową zapowiedź, może mając nadzieje, że nie zauważymy. Inaczej...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Czarna Kompania, Glen Cook

  1. Shadow pisze:

    Mnie się wydaje, że CK podoba się osobom, które ją czytały te kilkanaście lat temu, wtedy faktycznie była to nowość. Później jednak wyszło sporo innych, lepszych książek w podobnym klimacie – i Cook wypada blado. A następne tomy są jeszcze słabsze, ze wskazaniem na 4 (choć tam pojawia się Pies Zabójca Ropuch :P).

  2. maa pisze:

    Definitywnie przyjemność czytania CK psuje (przynajmniej mi) mierne ,polskie tłumaczenie. Mimo wszystko Erikson ze swoją MKP zjada Cooka na śniadanie.

  3. agrafek pisze:

    Ale przecież w przypadku zdobycia fortecy w Rozdaniu lakoniczność opisu jest właśnie jego siłą! Pamiętajmy, że historię poznajemy z punktu widzenia żołnierza, a nie zawodowego historyka, czy barda. Żołnierz (zmęczony walką, znużony pewną monotonią wojny, ale i przywykły do stawianych przed nim zadań tak właśnie by to opisał – „przybyliśmy i zdobyliśmy”. Zresztą, czy nie inaczej opisał jeden ze swych triumfów pewien tytan polityki i pióra, niejaki Juliusz Ce.?:)
    Druga sprawa – porównanie Cooka i Eriksona. Cóż, jak dla mnie to Cook zjada na śniadanie Eriksona, ale to akurat kwestia gustu:). Czy porównywać się nie da? „Ogrody Księżyca” to niemal żywcem i gorzej przepisane pierwsze tomy Czarnej Kompanii – gromada elitarnych, ale wyklętych żołnierzy i podobnych imionach, imperium na czele którego stoi uzurpatorka, która wykiwała swojego męża, milcząca tajemnicza dziewczynka, którą dołącza do oddziału bohaterów… Trochę za dużo tych podobieństw. W dalszych tomach Erikson się usamodzielnia i wychodzi mu to na dobre – na przykład więcej uwagi poświęca opisowi świata, który w „Ogrodach…” jest dziwnie podobny do Cookowskiego:). I jeszcze o opisach świata – znów trzeba powtórzyć – poznajemy świat z punktu widzenia żołnierza, dla którego najważniejsze jest kto z kompanii przeżył, a kto zginął i czy udało się osiągnąć zamierzone cele. To, co nazywacie błędem stanowi zamierzony zabieg literacki. Może się podobać, ale nie musi – jasne, niemniej ma sens. I jeszcze na koniec – ocenianie powieści, która powstała ćwierć wieku temu przez pryzmat cyklu powstającego obecnie i inspirowanego tamtą powieścią wydaje mi się mocno chybione. To jakby powiedzieć, że stare Gwiezdne Wojny są gorsze od nowych, bo te nowe mają fajniejsze efekty specjalne i są lepiej dostosowane do współczesnego widza:).

  4. Maeg pisze:

    Sprawa pierwsza: Gdybyśmy z aż taką lakonicznością opisów spotykali się częściej, mógłbym się z tobą zgodzić. To nie jest tak, że czepiam się na siłę, ów opis utkwił mi w pamięci dlatego właśnie, że wybił mnie z rytmu podczas lektury. Dla Ciebie agrafku jest w nim „jakaś” siła, mnie zirytował, choć to może za mocne słowo.
    Sprawa druga: Wielkim fanem Eriksona nie jestem, przygodę z MKP zakończyłem póki co na trzecim tomie, teraz zaś poznaje kolejne dwa Cooka i odnoszę wrażenie, że to o czym piszesz to także kwestia gustu. Prosta, jak sam to określasz, żołnierska proza Cooka przypadła Ci do gustu i uznajesz, że jest to celowy zabieg. Ja kręcę nosem na takie przedstawienie świata, lubię gdy mamy jak najpełniejszy obraz. Poza tym te zapożyczenia u Eriksona to przecież nic złego.
    W swoim tekście porównaniu obu cykli poświęciłem ledwie jeden skromny akapit, nie oceniałem Czarnej Kompanii przez pryzmat MKP, jedynie stwierdzałem, że w kilku elementach przegrywa mym zdaniem.
    Dodam jeszcze, że należy docenić, że Cook jako pierwszy zaproponował taki sposób opowiadania historii, że skupił na prostym żołnierzu i jego relacji. Czarna Kompania według mnie, to świetna lektura na początek drogi z fantasy. Wtedy można mieć do niej sentyment, tak jak ty. :)

  5. Darek pisze:

    Przeczytałem jak na razie 5 części Czarnej Kompanii więc wtrącę swoje trzy grosze. O ile wszystkie części czyta się przyjemnie, to jednak ta pierwsza ma coś w sobie.Początek rzeczywiście chaotyczny, ale jak mnie już wkręciło to na maxa. Narracja z punktu widzenia żołnierza to świetny pomysł, jak dla mnie buduje to świetny klimat książki(choć i tak klimat jaki ma pierwsza cześć cyklu Ziemiomorze jest chyba nie do przebicia). No i stwierdzenie, że ta książka spodoba się tylko początkującym uważam za, bez obrazy, idiotyczne, ja może weteranem fantasy może jeszcze nie jestem, ale grubo ponad 100 książek już przeczytałem i lektura Czarnej Kompanii sprawiła mi wielką przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>