Był już top 12 fantastyki, to może pora na listę autorów, których warto nie znać. Dlaczego akurat takie zestawienie? Żeby zaoszczędzić czas i w zamian przeczytać coś ciekawego. Tekstu proszę nie traktować zupełnie serio i to, że któryś z autorów się na mojej liście znalazł, nie oznacza że ty go nie musisz lubić czy powszechnie nie jest uznawany za gwiazdę.
1. Dorota Masłowska – to jak dla mnie największe nieporozumienie ostatnich lat. Jej Wojna polsko-ruska… zyskała szybko status kultowej powieści a mi nie udało się przebrnąć przez nią. Nawet próbowałem ale po kilkudziesięciu stronach darowałem sobie ten trud. . Fenomenu nie rozumiem i chyba zrozumieć już nie chcę.
2. Dan Brown – wielka gwiazda, miliony sprzedanych książek, dwie ekranizacje i tak w sumie możecie ze spokojnym sercem sobie go odpuścić. Starczy wziąć do ręki dwie jego książki i porównać zawartość blurba. To samo, tylko inna sceneria, więc jak już bardzo musicie, to starczy przeczytać jedną z nich.
3. Paulo Coelho – pan wielki moralizator, jeśli Stross fabułę powieści traktuje jako nośnik dla idei to Coelho jako nośnik dla moralizatorstwa i prawd życiowych. Ot grafoman który się wybił.
4. Charline Harris- okropnie przeciętna, gdyby jeszcze pisała źle, fabuły kleciła przerażająco słabe i nie pisała romansideł dla znudzonych harlequinami to miała by szanse nie trafić na moją listę.
4. Andrzej Ziemiański – Achaja i wszystko jasne! Ziemiańskiego czytać ale to co wydał przed wypuszczeniem Achaji na światło dzienne. Później naprawdę nie warto marnować czasu, tyle świetnych książek się wydaje, więc marnotrawstwo czasu na takie, to prawie jak grzech.
5. Brandon Sanderson - tak przesłodzonego fantasy to jeszcze nie czytałem, nawet Haydon pod tym względem nie może się równać z Sandersonem. W dodatku jest nudny oraz wtórny, i to w najgorszym z możliwych sposobów.
6. Stephen R. Donaldson – z tym autorem będzie problem, bo naczytałem się tyle zachwytów, ochów i achów, że musiałem sprawdzić i co się okazało? Totalna klapa. Dobrze, że książka była króciutka to Donaldson nie trafił na listę tych nie skończonych powieści. Nie przypadł mi ani styl, ani pomysł na powieść. Lepiej sięgnąć po Hamiltona.
I na koniec nie konkretny autor a pewna grupa takich jak: Trudni Canavan, Christopher Paolini czy Stephenie Meyer – czyli tak zwane fastseler, które raczej szans na stanie się longselerami szans nie mają. Tutaj nie chodzi o to, jak długo utrzyma się na szczycie, tylko jak szybko pojawi się ktoś nowy. Po co sobie czymś takim zawracać głowę, co jest modą która przemija?
A wy macie takich autorów, których według was czytać nie warto? Podzielcie się, rozpoczniemy mały flame war…
Przeczytaj również:
- Wrzesień 09 Sierpień miał być dobrym miesiącem. Miał być ale nie był. Mogę nawet powiedzieć, że był fatalny. Mniej czasu plus remont, a pod koniec miesiąca Polcon. To wszystko złożyło się na to, że...
- Maj/Czerwiec/Lipiec/Sierpień 09 Przez cztery miesiące nie pojawiały się podsumowania ale spokojnie, wszystko notowałem i nic mi nie uciekło. Teraz mam nadzieje, że już nie będzie tylu przeszkód, by regularnie pisać (nie tylko...
- Marzec/Kwiecień 09 Z niewyjaśnionych przyczyn umknęło mi poprzednie podsumowanie, dlatego w tym będzie lista z lutego i marca. Jak zapewne widać, co kolejną edycję moja „raport” ciągle się zmienia. Tak samo będzie...
- Fantastyka 2009 – podsumowanie roku Nagrody Fantastyczne: polskie i zagraniczne Zacznę od nagród. Cały rok o nich nie pisałem właśnie ze względu na to, że chciałem włączyć je do podsumowania. Choć nagradzane są utwory za...
- Fantastyka 2008 Podsumowanie roku? Hm, jak dobrze pamiętam zakładałem coś takiego jeszcze w grudniu. Jednak ze względu na mizerny procent przeczytanych książek wydanych w zeszłym roku (szybkie obliczenia mówią że poznałem zaledwie...
20 Komentarze
w sumie to sie zgadzam dodalabym do listy jeszcze kilku autorow / np sapkowskiego – totalna porazka i co takiego oryginalnego jest np w wiedzminie do dzis nie wiem / zniesmaczona po 1 tomie wrocilam do klasyki ,czyli-Tolkiena. N o i zapomniales o Harrym Potterze to tez tzw fast seller…..
Sapkowski: swojski, słowiański klimat, morze ciekawych odniesień intertekstualnych, ciekawa fabuła, wyraźne postacie i to coś co sprawia, że sagę przeczytałem już osiem razy na przestrzeni dziesięciu lat. A co do listy, to z pozycjami 1,2,3 i 4(5 – Ziemiański) się zgadzam. Reszty nie czytałem.
Drogi Mietku zapomniales o wulgaryzmie i braku autentyzmu ze sredniowieczem ksiazki Sapkowskiego maja niewiele wspolnego… intartekstualnosc..hmnmm to worek ktorym mozna wytulmaczyc szorstkosc i naprawde mieszanke stylow hmm to ja juz z fantastyki literackiej wole Witkacego czy Gombrowicza tu przynajmniej powiesc worek ma racje bytu no i to pomieszanie wspolczesnosci z kiepska stylizacja i plytkim jezykiem no no wierz mi naprawde mnie nie zachwycilo .. ba nawet nie wciagnelo i jesli Sapkowski dla ciebie jest klasykiem szkoda mi cie – i wez zacznij Lema czytac…
Nie uważam, żeby Sanderson był bardziej przesłodzony niż Haydon, ale to już kwestia gustu.
Ale zupełnie nie mogę się zgodzić z kwestią Donaldsona. Nawet Brownowi dajesz szansę porównania dwóch książek u Donaldsona tylko jedną bierzesz pod uwagę? I do tego taką cieniutką? I jeszcze nie całkiem reprezentatywną? ;)
Sapkowski? Wytnijcie sobie oczy, bo nie wiecie co czytacie…
Z listy Maega, poza Charlaine Harris i Donaldsonem (ponieważ nie czytałem), podpisałbym się. Chociaż Dana Browna można przeczytać KOD LEONARDA DA VINCI, bo jest najlepszą z jego powieści. Wcześniejsze to były tylko wprawki, rozwijanie tego samego schematu jak z serialu 24 (ale tam było to chociaż ciekawe, bo były „obrazki”).
Droga Ewcikson. Znam twórczość Lema, Gombrowicza i Witkacego. Jeżeli chodzi o mój poziom oczytania to nie mam sobie zbyt wielu braków do zarzucenia. I nie mam na myśli tylko szeroko pojętej fantastyki. W odróżnieniu od wyżej wymienionych pisarzy, Andrzej Sapkowski jest twórcą literatury popularnej i mi jego lekki styl odpowiada, nigdzie nie napisałem, że uważam Sapkowskiego za klasyka. Wulgaryzmy są po prostu elementem świata przedstawionego i z tego co pamiętam u wspomnianego przez Ciebie Witkacego występują również (np. w powieści Pożegnanie Jesieni). Nie szkoda mi Ciebie w żaden sposób chociaż jeżeli literaturę traktujesz w tak autorytarny sposób, to co z innymi dziedzinami życia…?
No wiesz jakos nigdy nie bylam zwolennikiem literatury pop jak to okresliles Mieczyslawie-a np Dana Browna do takiejze bym zaliczyla. No coz literatura jest czyms co w jakis sposob ksztaltuje kazdego czlowieka wiec i ciebie tez w jakis tam sposob – Mietku:P wszak to wazna czesc kultury, co nie znaczy, ze mam sie zgadzac na gloryfikacje autorow ktorych nie cenie – bo nie mam za co… u Witkacego wulgaryzmy i specyficzna autokreacja to temat na inna dyskusje moge tylko wspomniec, ze to mialo inny cel i wydzwiek (swoisty skandalizm byl niejako wpisany w samego Witkaca:P)niz to co serwuje nam Sapkowski w swojej serii i jak mam napisac” ze zachwyca jak nie zachwyca?? ” Twierdze tylko ze mnie do szczescia Sapkowski nie byl potrzebny i doskonale mozna bez niego Egzystowac- temat jest czego nie czytac jak wyzej mozna przeczytac- wiec wg mnie Sapkowskiego po prostu odradzam… jak mozna znalezc o niebo lepsza literature gatunku ( a mozna).. Autorytaryzm.. hehe banal – wazne, by umiec odroznic dobre od zlego i nie isc za moda tylko kierowac sie wlasnym rozumem i smakiem, a np Maslowska jak i autorowi tego bloga takze i mnie nie przypadla do gustu i licze sie z tym ze wielu okrzyczaloby mnie obrazoburca, bo znam osoby ktore nazwaly Sapkowskiego klasykiem gatunku…(sorki jesli troszke przesadzilam, jesli ty tak nie myslisz potrafie to docenic:P i przepraszam za z gory zaszufladkowanie) Literatura szczegolnie pop to kwestia gustu , a te bywaja rozne i nie oczekuje ,ze wszyscy beda tego samego zdania co ja( na tym chyba polega dyskusja nie sadzisz?) Mam nadzieje ze i ty to rozumiesz..
Ja to rozumiem doskonale. Odebrałem tylko Twoją wypowiedź jako atak na mój gust literacki. Lubię Sapkowskiego, nie tylko z sentymentu (moja druga powieść fantasy zaraz po Władcy Pierścieni) po prostu potrafię docenić piękno jakie tkwi w prostocie jego stylu i jest to moje prawo jako niezależnego czytelnika. I wcale nie zmuszam byś się zachwyciła. Odpowiedziałem na pytanie zawarte w Twoim pierwszym poście. Klasyk gatunku? Po prostu pierwszy polski „znany” pisarz fantasy. Saga to czytadło. Całkiem zgrabne moim zdaniem. Gdy chcę poczytać coś ambitnego to sięgam po Manna, Joyce’a, Kafkę czy też Dostojewskiego. Co do Browna… Podzielam zdanie Romulusa – da się poczytać. Tylko po co? Masłowska, fanem też nie jestem – ciekawy tylko jestem jak wyjdzie ta adaptacja filmowa, która teraz wchodzi do kin jakoś :)
Racja racja nawet w nl slyszalam -Szyca nie lubie ;powiesc Maslowskiej kiedys okreslilam jako wypociny na haju i chyba tak to zostanie zekranizowene ze szmiry trudno zrobic cudo artystyczne… ale moge sie mylic…
Do Szyca nic nie mam, a o Żóławskim nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego. Ogólnie polska literatura ma ostatnimi laty pecha do adaptacji. Ocenię jak zobaczę :)
O, ciekawostka. Zinfiltrowałem Twój blog i okazuje się, że kończę studia na tej samej uczelni. Także piąte piętro, także filologia tylko nie ta specjalizacja ;) Jeżeli Cię to interesuje to zmienili nazwę na Uniwersytet Pedagogiczny :)
Co do Sapkowskiego, to Narrenturum do książek nie udanych spokojnie można zaliczyć. Saga o Wiedźminie tak tragiczna nie jest moim zdaniem ale i tak bardziej sobie cenię Księgę całości.
@Elektra: A dlaczego nie? Można by przywołać forumową legendę. ;) Ja przynajmniej skończyłem pierwszy Skok i wiem, że Donaldson nie leży mi ani trochę. Klamka zapadła, zraziłem się do niego i nie mam ochoty przekonywać się, czy jest to prawda czy nie. ;) A Sanderson jest przesłodzony. :P
@Romulus: Poczekaj aż przeczytać coś Harris :P
@MrocznyMietek: Ale ja nie mam nic z filologią nic wspólnego, chyba że o kimś innym mówisz. ;)
Co do Narrenturma pozwolę sobie nie zgodzić się. Trylogia podobała mi się cała. Co do filologii miałem oczywiście na myśli Ewcikson. Nie ogarniam jeszcze blogowej maniery więc za nieporozumienie przepraszam ;)
Mietku wiem i bardzo mnie ta wiadomosc ucieszyla….. za moich czasow byla tylko jedna specjalizacja i jakos nie bylo wyboru…jak chcesz na priv pogadac zapraszam na moj blip log … http://www.ewcikson.blip.pl do tego jak czytales bloga to wiesz ze spedzalam feralnego sylwestra w akademiku na miasteczku studenckim agh… ;> Maeg mam nadzieje ze wybaczysz mi ten maly off
Hmmm… Pod tą listą podpisuję się obiema łapkami, a za Ziemiańskiego to Cię ozłocę;) wszyscy z moich znajomych, którzy czytali, objeżdżają mnie, że mnie się kompletnie nie podobało…;) Kogo bym nie polecała… z polskich pisarzy fantasy zdecydowanie i przede wszystkim największego grafomana – Piekary, Brzezińskiej (pani pożalcie się bogowie mediewistka, która twierdzi, że wie, jak się w średniowieczu mówiło), Pilipiuka kolejnych części Wędrowycza (ileż można, ale przynajmniej facet nie udaje, że nie robi tego dla kasy), zdecydowanie Dębskiego Rafała (Gwiazdozbiór kata, Kiedy Bóg zasypia to totalne porażki…)
@Ewcikson – jeśli chodzi o Sapkowskiego (którego uwielbiam, ale nie o to mi chodzi), to cykl wiedźmiński nie jest osadzony w średniowieczu jako takim, a ma z nim o wiele więcej wspólnego niż saga o Twardokęsku Brzezińskiej; jak sama zauważyłaś, Tolkien to klasyka, poza tym wszystkie jego książki powstały nie dla masowego twórcy, a dla niego samego… Sapkowski to już literatura typowo popularna i nie odstaje od twórców zachodnich, ale w Polsce zrobiła rewoltę i to trzeba mu sprawiedliwie przyznać.
@Ewcikson – podjąłem odpowiednie kroki ;)
@eruana – Zgadzam się co do Piekary i Pilipiuka. Okropna grafomania. Jeżeli chodzi o Dębskiego to mam słabą próbę jednej powieści, która zresztą mi się nie podobała. Brzezińska zaś nie była aż taka zła.
Dan Brown odniósł sukces (fakt, nie na miarę swojego pisarstwa), więc nie wolno go tknąć, bo szajs. BŁĄD.
Można zarzucać mu przeinaczenia. Można mówić, że historie przez niego opisywane są płytkie. Można doszukiwać się ataków na Kościół, CIA, Opus Dei i óg wie co jeszcze.
ALE
Nie można mu odmówić polotu. Mimo że nie są to pozycje godne nagrody Nobla (pff… akurat Nobla dostają nie zawsze dobrzy pisarze), to pochłaniasz je szybko i bezboleśnie. Sięgniesz, przerzucisz kilka kartek i ani się obejrzysz, jak połkniesz całą książkę.
Donaldson: Cóżeś czytał? Ja znam trylogię Covenanta, może nie jest to arcydzieło fantasy (ot zwykłe heroic + bohater „nikt mnie nie kocha, idę się pociąć”), ale żeby go nie czytać? Mimo wszystko nie jest to jakaś strasznie bolesna czy degenerująca lektura.
Ziemiański: znowu przesadzasz. Znowu „Achaja” nie jest arcydziełem, ale nie jest taką szmirą, żeby autora palić na stosie z jego książek usypanym.
Paolini: Socjotechnika i marketing wyciągnęły go na wyżyny (chociaż już raczej się o nim zapomina). Trzeba wziąć pod uwagę wiek autora i mieć nadzieję, że będzie się rozwijał. Bo początek, jak na 16 lat, jest całkiem całkiem.
A co do moich typów na to, kogo warto nie czytać, to pewnie mnie zaszlachtujesz, ale wymienię Hala Duncana. „Wieki światła” były przekombinowane i całkowicie niestrawne.
Brown z polotem? Mówimy o tym samy Danie Brownie? Bo on nawet jak na ten typ powieści jakoś specjalnie się nie wybija, tematyką zdobył taka popularność i zamieszaniem wokół jego książki, a nie tym że wybija sie ponad przeciętną.
Co do spisu Magla to nie zgodzę się jedynie co do Donaldsona, raczej Magiel ma skrzywienie bo się naczytał postów zachwalających ASXa. ;P
Za MacLeoda krzywdę zrobię…
A ja może słówko w sprawie Donaldsona. Nie będę go jakoś maniakalnie bronić, bo każdy ma swój gust, a ja też jakąś zdecydowaną fanką nie jestem, ale może warto zauważyć jeden fakt: to jest zdecydowanie autor fantasy, jeden z tych, którzy w zasadzie zawdzięczają swoją pozycję jednemu konkretnemu cyklowi (w jego przypadku „Kronikom Thomasa Covenanta Niedowiarka”, stan na dzień dzisiejszy: 8 tomów i jakieś 6000 stron…). Seria o Skokach jest w jego twórczości raczej mniej ważna, science fiction jest w jego twórczości w zasadzie marginesem, a na dodatek pierwszy „Skok” jest nietypowy w kontekście całej tej serii. Nie namawiam Cię na czytanie Donaldsona – jego patetyczna epickość, jego specyficzna wizja mocno antypatycznego (anty)bohatera i zamiłowanie do starannego (czytaj: wielostronicowego) opisywania mijanych właśnie krajobrazów też mi często grają na nerwach – ale oceniać go na podstawie pierwszego ‘Skoku’ to trochę tak, jakby werdykt o Sapkowskim wydawać na podstawie „W leju po bombie”, a o Tolkienie – na podstawie „Rudego Dżila i jego psa”, czyli tekstów w twórczości nadego autora dość marginalnych i nietypowych.
A poza tym, ciekawa lista, częściowo się z nią zgadzam, częściowo nie – jak wszyscy chyba :). Może sama ułożę podobną :)
Ja przewrotnie będę przekonywał jednak do Dana Browna, absolutnie go nie broniąc. Jego książki są w moim odczuciu tak złe, że wchodzą do kanonu niedobrej literatury, złotymi zgłoskami zapisują się w annałach opiewających dzieje papki w wydaniu zachodnim. Przy Brownie można się naprawdę serdecznie ubawić. Nie polecałbym więc ignorowania go, a raczej krytyczną analizę.
Swoją drogą popieram przedmówców głosy negatywne na temat Sapkowskiego. Nie jest to może literatura aż tak słaba, ma niewątpliwe atuty [jak choćby ów klimat], ale nie rozumiem fenomenu popularności cyklu ‘Wiedźmina’.