Klasyczne fantasy nie wymarło. Już od jakiegoś czasu trudno było trafić w Polsce na książkę, która w dużym stopniu nawiązywałaby do klasycznej formy tego gatunku. Kiedyś popularne było twierdzenie, że autor tworzyw duchu Tolkiena, że to coś podobnego. Teraz jest zaś odwrotnie. To co Tolkienowskie jest już niemodne. Dlatego nie można się dziwić wydawnictwu, że w blurbie Wilczycy i Córki Ziemi Lœvenbrucka nie wspomniało o tym. Otrzymujemy tam jednak obietnicę powieści fantasy w klasycznym wydaniu.
Na samy początku poznajemy główną bohaterkę, młoda Aleę. Przez oczywiście zupełny przypadek, trafia ona na zmarłego druida. Zdejmuje z jego palca pierścień, który zmieni jej życie. Oczywiście, w tamtej chwili, Alea o tym nie wie. Jednak bardzo szybko się o tym dowie. Ze względu na pewne wydarzenia postanawia wyruszyć w podróż. I tutaj zaczynają się schody, dla głównej bohaterki. Trzeba przyznać, że Lœvenbruck nie tworzy oryginalnej fabuły. Nie warto oczekiwać, że będzie próbował czytelnika czymś zaskoczyć. Nie ma w powieści też nadmiernego okrucieństwa. Po lekturze powieści jasne się staje, że jedyne czego tu nie ma, to wzmiankowany przez wydawcę epicki rozmach. Oczywistym staje się też, że jest ona kierowana raczej do młodego odbiorcy. 12 czy 13 letni czytelnik nie będzie zwracał uwagi na schematyczność fabuły, a będzie śledził losy jego rówieśniczki. Kibicował czy smucił gdy Alea znajdzie się w sytuacji, która wydaje się nie do pokonania. Pewną odmianą zaś może być pojawiający się wątek wilczycy, której historię poznajemy w pierwszym tomie.






Zimowy monarcha, Bernard Cornwell
Mogłoby się wydawać, że powieść angielskiego pisarza jest o królu Arturze, trzeba jednak zaznaczyć, że w dużej mierze nie jest tylko o nim. To opowieść o końcu pewnej epoki, zderzeniu nowego ze starym. Cornwellowska Brytania to kraj ścierających się kultur. Brytowie są podzieleni na plemiona, po śmierci króla Uthera Pendragona będą walczyć o przywództwo. Sasi, którzy szukają dla siebie miejsca, nie wydają się wystarczająco cierpliwi, by czekać na rozstrzygnięcie. Nie wolno też zapominać o wszędobylskich chrześcijanach, którzy swoje trzy grosze także będą chcieli wtrącić. W takich warunkach nietrudno o stworzenie postaci, która za ideał ma zjednoczenie Brytanii. Tego chcieliby zarówno Artur, jak i Merlin. Obaj jednak kroczą innymi ścieżkami, a efekt końcowy ich starań też miałby być różny. Czytaj dalej »